Kiedyś wyobrażałam sobie, że małżeństwo to ciepło, wsparcie i śmiech przy kolacji. Tymczasem moje życie przypominało przeglądanie starych zdjęć u babci – długie, ciche i przewidywalne. Michał nie był złym człowiekiem, po prostu jakby przestał się starać. Mijaliśmy się w kuchni jak współlokatorzy. Coraz częściej zastanawiałam się, czy to już wszystko, co mnie w życiu czeka. Pewnego wieczoru napisał do mnie =dawny znajomy. Zaczęło się od zwykłego "cześć". Zareagowałam. Szukałam wrażeń. I bardzo się zdziwiłam, co znalazłam.
Cisza między nami była wygodna
Każdy poranek wyglądał identycznie. Michał wstawał pierwszy, szurał kapciami do kuchni i nastawiał wodę na herbatę. Ja przeciągałam się w łóżku, wsłuchując w odgłosy czajnika i skrzypiących szafek. Potem siadaliśmy razem przy stole, wpatrzeni w swoje talerze. On czytał wiadomości w telefonie, a ja robiłam notatki w kalendarzu. Siedzieliśmy obok siebie, jak współlokatorzy, którzy już wszystko sobie powiedzieli.
– Chcesz dżemu? – spytał pewnego ranka.
– Nie, dzięki – odpowiedziałam, nie podnosząc wzroku znad kubka.
To był jeden z naszych dłuższych dialogów w ostatnim tygodniu. Wieczory wyglądały podobnie. On siadał do gier komputerowych, ja do seriali. Kiedyś marzyłam, że będziemy rozmawiać o książkach, planować podróże i tańczyć w kuchni przy romantycznych kolacjach. Zamiast tego unikaliśmy się, byle nie prowokować spięć.
– W sobotę jadę do mamy – rzucił znad monitora.
– Dobrze – powiedziałam tylko i poczułam ulgę, że nie będę musiała udawać, że chcę z nim spędzić weekend.
Cisza między nami była wygodna, ale zaczynała być duszna. Z dnia na dzień robiło się coraz trudniej nie myśleć, że wszystko jest nie takie, jakie powinno być.
Czułam się znowu widziana
Był poniedziałkowy wieczór. Leżałam w łóżku, przewijając zdjęcia w social mediach, gdy zobaczyłam, że mam wiadomość od dawnego znajomego. Nazywał się Damian. Zaczęło się zwyczajnie.
– Cześć, minęło tyle lat. Tak sobie pomyślałem, że się odezwę. Co u ciebie?
Przewróciłam oczami, ale odpisałam. Może z nudów, może z potrzeby bycia zauważoną. Rozmowa nie była błyskotliwa, ale coś mnie w niej zatrzymało. Zwykłe pytania, trochę śmiechu, zdjęcie jego psa.
– A Twój mąż nie będzie zazdrosny, że ze mną rozmawiasz? – zapytał po kilku dniach.
– On nawet nie zauważy, że mnie nie ma w domu – napisałam i sama się zdziwiłam, że to nie przesada.
Nie flirtowaliśmy otwarcie, ale napięcie było wyczuwalne. Byłam spragniona uwagi, a Damian potrafił słuchać, zadawać pytania, śmiać się z moich głupich historyjek. Czułam się znowu widziana, jakbym na chwilę wróciła do życia.
– Spotkajmy się. Na kawę. Bez żadnych zobowiązań – zaproponował po tygodniu.
Zawahałam się. Potem napisałam:
– Dobrze.
Powtarzałam sobie, że to tylko kawa
Umówiliśmy się w centrum, pod dużym zegarem na placu. Niby neutralne miejsce, niby nic zobowiązującego, ale serce biło mi szybciej, jakbym robiła coś nielegalnego. Ubrałam się tak, żeby wyglądać zwyczajnie, ale dobrze. Przez całą drogę powtarzałam sobie, że to tylko kawa.
Damian już czekał. Uśmiechnął się, gdy mnie zobaczył, jakby naprawdę się ucieszył.
– Cieszę się, że przyszłaś – powiedział, gdy szliśmy w stronę kawiarni.
Rozmowa kleiła się naturalnie. Opowiadał o swojej pracy, planach, których jeszcze nie zrealizował. Słuchał mnie uważnie, dopytywał, śmiał się z moich żartów. Michał już od dawna nie śmiał się z niczego, co mówiłam. Po dwóch godzinach wciąż nie chciało mi się wracać. Było mi lekko. Niewinnie. Chciałam tego przedłużenia, choć wiedziałam, że balansuję na cienkiej granicy.
– To co? Może jeszcze gdzieś pójdziemy? – zapytał.
Uśmiechnęłam się tylko i skinęłam głową. Zamiast wracać prosto do domu, poszłam na spacer. Miałam nadzieję, że Michał nie zauważy, że wróciłam później niż zwykle. Oczywiście – nie zauważył.
Sama nie wiedziałam, czego chcę
– Wiesz, moglibyśmy gdzieś pojechać. Tylko my dwoje. Zmiana otoczenia dobrze ci zrobi – powiedział Damian przez telefon.
Zaskoczył mnie tą propozycją. Początkowo chciałam odmówić, wymyślić jakąś wymówkę, ale zanim zdążyłam to zrobić, on dodał:
– Wynająłem domek w górach. Wszystko już ogarnięte. Przyjedź. Chociaż na jedną noc.
Powiedziałam Michałowi, że koleżanka z pracy ma urodziny w domku za miastem. Kiwnął głową, nawet nie pytając, która to koleżanka. W drodze do Damiana czułam się jak nastolatka, która robi coś głupiego, ale ekscytującego. Domek był mały, ale przytulny. Wieczór spędziliśmy przy kominku, rozmawiając i pijąc wino. Było tak lekko, że aż nierealnie.
– Brakuje mi kogoś, kto po prostu... jest. Bez grania, bez chłodu – powiedział, patrząc mi prosto w oczy.
Nie odpowiedziałam. Nie byłam gotowa dać mu tego, czego szuka. Sama nie wiedziałam, czego chcę. Kiedy zasnęliśmy obok siebie, trzymając się za ręce, poczułam coś na kształt bezpieczeństwa. I strach, że znowu daję się wciągnąć w coś, czego nie rozumiem.
Po tym weekendzie Damian stał się bardziej obecny. Pisał rano, dzwonił wieczorem, zaczął planować wspólną przyszłość, choć nie mówił tego wprost. Czułam z jego strony dziwną presję. Przestało być lekko. Coraz częściej miał pretensje, że odpowiadam z opóźnieniem, że nie odbieram, gdy dzwoni. Zaczęło mi to przeszkadzać.
Ja niczego nie obiecywałam
– Myślałem, że coś się między nami buduje – rzucił podczas jednej z rozmów. – A ty wciąż uciekasz.
– Ja niczego nie obiecywałam – odpowiedziałam cicho.
– Ale dajesz nadzieję. I potem znikasz. Tak się nie robi – uniósł głos.
Przypominał mi Michała. Nie w zachowaniu, ale w oczekiwaniach, które zaczęły mnie przygniatać. Poczułam się znowu w pułapce, choć tym razem zbudowanej z emocji i niedopowiedzeń. Wróciłam do domu i długo siedziałam w łazience, patrząc w lustro. Miałam wrażenie, że wszystko, czego szukałam, było tylko iluzją. Damian nie był rozwiązaniem. Był tylko ucieczką. Napisałam mu:
– Nie szukam teraz relacji. Przepraszam, jeśli myślałeś inaczej.
Nie odpisał.
Czasem warto zająć się sobą
Nie wróciłam do Michała z uczuciem, tylko do rzeczywistości, którą znałam. On nadal siedział wieczorami przy komputerze, a ja w kuchni z herbatą, ale coś się zmieniło – we mnie. Przestałam oczekiwać, że on mnie uratuje od nudy, że ktoś z zewnątrz wypełni moją pustkę. Może na tym polega dorosłość – na zaakceptowaniu, że nie zawsze coś się dzieje. I że czasem warto zająć się sobą, zamiast szukać wrażeń na oślep.
Damian zniknął z mojego życia tak samo szybko, jak się pojawił. Przez chwilę było mi żal, ale potem przyszła ulga. Zrozumiałam, że nie chcę już być „czyjąś przygodą” ani lekarstwem na samotność. Chcę być sobą – nawet jeśli to oznacza samotne kolacje i długie spacery z podcastem w słuchawkach. Zaczęłam więcej rozmawiać z Michałem. Bez oczekiwań, bez pretensji. Czy coś to zmieni? Nie wiem. Ale przynajmniej nie udaję już przed sobą, że wszystko jest dobrze. I nie uciekam od siebie.
Natalia, 37 lat.
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż myślał, że po jego odejściu będę płakać w poduszkę. A ja się cieszę, że wreszcie będę miała święty spokój”
- „Kiedy mąż zdradził mnie pierwszy raz, dałam mu drugą szansę. Myślał, że kolejny wybryk też ujdzie mu płazem”
- „Myślałem, że nasze małżeństwo dopadł chwilowy kryzys. Próbowałem je naprawić, a żona już planowała życie z kochankiem”








