Nigdy nie przypuszczałam, że można mieć własne mieszkanie, ale kompletnie nie czuć się w nim jak u siebie. Bo to, co powinno być moją bezpieczną przestrzenią, coraz częściej przypominało mi… czyjeś terytorium. A dokładniej terytorium Grażyny, mojej teściowej. Z jej synem Michałem mieszkaliśmy razem od trzech lat, ale każdego dnia docierało do mnie, jak bardzo jesteśmy jeszcze „niedograni”. On był spokojny i wyrozumiały, czasem aż nadto, za to ja - wrażliwa na detale i potrzebująca porządku. Pracuję jako graficzka i może to ta moja mania kontroli sprawia, że najmniejszą zmianą w otoczeniu potrafi wyprowadzić mnie z równowagi. Zwłaszcza gdy ta zmiana przychodzi nieproszona. Początkowo myślałam, że przesadzam, ale teściowa przegięły, gdy zaczęła przekładać rzeczy i przesuwać meble po swojemu. Na dodatek klucz awaryjny, aby zawsze móc wpaść tak na wszelki wypadek. 

Wróciłam wcześniej, niż planowałam

Klient odwołał spotkanie, więc postanowiłam zrobić sobie wolne popołudnie. Marzyłam o tym, żeby położyć się na kanapie z herbatą i nic nie robić.
Weszłam do mieszkania, przekręciłam klucz, a wtedy usłyszałam szelest i zza rogu wysunęła się… Grażyna. Ubrana w fartuszek, z rękawiczkami na dłoniach. Trzymała w nich mój ręcznik.

– O, Olu! – uśmiechnęła się zaskoczona – Myślałam, że wrócisz później. Przyszłam tylko ogarnąć – odpowiedziała tonem, który doprowadzał mnie do szału – Ktoś musi. Zobacz, jak brzydko wieszasz ręczniki…

– Proszę przestać – przerwałam jej. – To jest moje mieszkanie.

Grażyna uniosła brwi, jakby powiedziałam coś absurdalnego: – Moje dziecko tu mieszka, to i ja mogę wejść. Nie róbmy dramatu.

– Jak mam nie dramatyzować, gdy pani wchodzi tu bez pytania! – podniosłam głos. – To nie jest pomoc, to jest naruszanie prywatności. Proszę oddać klucz.

Chwilę milczała. Potem jej twarz stężała jak lód: – Niewdzięczność boli najbardziej – powiedziała zimno. – Młodzi teraz wszystko mają, a jeszcze im źle. A ja chciałam tylko pomóc. Klucz zostawiam. Ale pamiętaj, Ola…Kobieta, która odpycha rodzinę męża, długo w małżeństwie nie pociągnie.

Potem przeszła obok mnie, jakby była królową, a ja guzikiem od podłogi. Drzwi trzasnęły, a ja stałam na środku kuchni, patrząc na ręcznik, który wciąż trzymałam. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że Grażyna wcale nie wchodzi tu „czasem”.

Emocje we mnie buzowały

Michał wrócił wieczorem, jakby nic się nie stało. Ja natomiast chodziłam po mieszkaniu jak bomba z opóźnionym zapłonem. W końcu, gdy zdjął buty, wybuchłam.

Twoja mama była tu dzisiaj. Znowu bez pytania, ale tym razem ją przyłapałam. Pranie poprzekładane, ręczniki inaczej rozwieszone, kosmetyki przestawione. To nie jest normalne!

Michał odpowiedział ze znużeniem: – Mama tylko chciała pomóc. Mówiłem ci.

– To nie jest pomoc! – głos mi się załamał. – To jest naruszanie granic! Ja się czuję, jakbym mieszkała w mieszkaniu twojej rodziny, nie naszym. Powiedz jej, żeby oddała klucz.

– No ale… po co? Jakby coś się stało, mogłaby wejść. To praktyczne.

– Oddała klucz. – powtórzyłam. – Prawie się pokłóciłyśmy przez to.

Ożywił się: – Pokłóciłyście się? Co ty jej nagadałaś?

– A co ona robi w naszym domu bez zapowiedzi?! – krzyknęłam. – Czuję, że tu wchodzi częściej, niż myślisz. Może codziennie.

Michał pokręcił głową: – Masz jakieś paranoiczne wizje, Ola.

Coś we mnie pękło: – Chcesz, żebym udawała, że nic się nie dzieje? Że nie czuję się jak intruz? Chcę tylko, żebyś stanął po mojej stronie!

Michał spuścił wzrok, jakby walczył sam ze sobą: – Dobrze. Pogadam z nią.

Tyle że wiedziałam już, że nie pogada. Że nie chce wchodzić w konflikt. Że to ja jestem tą „trudną”. A jednak w głowie kołatała mi jedna niepokojąca myśl: czy Grażyna naprawdę tylko sprząta?

Niespodziewanie szydło wyszło z worka

Powrót z urlopu dzień wcześniej miał być pechem, a okazał się… objawieniem. Lot został odwołany, więc wsiedliśmy w nocny autobus, marząc o własnym łóżku. Była sobota, dziewiąta rano, gdy stanęliśmy pod drzwiami naszego mieszkania, zmęczeni i niewyspani. Podniosłam rękę, by włożyć klucz do zamka i usłyszałam męski śmiech. Nagle zza drzwi dobiegł drugi dźwięk. Kobiecy i znajomy. 

Otworzyliśmy drzwi i weszliśmy cicho do środka. Drzwi do sypialni były uchylone, a zza nich wyszła jego matka, czerwona jak burak, w pośpiesznie zarzuconym szlafroku. Obok niej obcy mężczyzna, równie zaskoczony.

– To nie jest tak, jak myślicie! – wykrztusiła Grażyna.

Michał stał nieruchomo i patrzył na nią, jakby ktoś wyrwał mu grunt spod nóg. A ja zrozumiałam jedno: ona nigdy nie przechodziła do nas „tylko posprzątać”. Michał wpatrywał się w matkę z szeroko otwartymi oczami: – Kim on jest?

– Zenon… – przedstawił się cicho. – My… znamy się od dawna. Jesteśmy razem już jakiś czas.

– Synku, posłuchaj – Grażyna wpadła mu w słowo. – Wyjechaliście na urlop, mieszkanie stoi puste, więc chyba nikomu nie szkodzę!

– Naruszasz naszą prywatność! – rzuciłam, czując, jak trzęsą mi się dłonie.

Grażyna spojrzała na mnie chłodno: – To jest sprawa rodzinna, Ola.

Michał potarł twarz, jakby chciał zetrzeć z niej całą sytuację: – Mamo… ile to już trwa?

– Rok. Może trochę dłużej. Nie mieliśmy gdzie się spotykać, więc… korzystałam z klucza. Ale czasem tylko. Po cichu.

Michał zamknął oczy: – Zdradzałaś tatę? Po kryjomu u nas?

Zenon spuścił wzrok: – To ja naciskałem. Ona… ona nie chciała komplikować.

Wtedy Michał wyszedł z pokoju bez słowa, a Grażyna zerwała się za nim. Wiedziałam jednak, że to dopiero początek.

Grażyna wybiegła za Michałem

Zenon został w naszej sypialni, a ja stałam chwilę oszołomiona. Potem jednak się ocknęłam i ruszyłam za Michałem i teściową do salonu. Zastałam tam scenę, której nigdy nie zapomnę. Michał siedział na kanapie, zgarbiony, z twarzą w dłoniach. Grażyna stała naprzeciwko niego, próbując coś tłumaczyć, ale każde jej słowo odbijało się od niego jak piłka od ściany.

– Synku, posłuchaj mnie… – próbowała łagodnie. Twój ojciec od lat mnie ignoruje. Śpimy w osobnych łóżkach. 

– Ale to nie tłumaczy, że wchodziłaś do naszego mieszkania! – Michał podniósł głos. – Po kryjomu! Z kochankiem!

Grażyna spojrzała na mnie, jakby szukała wsparcia: – Ola, powiedz coś. Przecież to nie było przeciwko tobie.

– To było wbrew nam – odpowiedziałam spokojnie, choć czułam w sobie burzę. – Wiedziała pani, że tu nie wolno, a i tak pani to robiła.

Zapadła cisza, a Zenon wyszedł zza drzwi sypialni: – Grażynko… ja już pójdę. – Potem spojrzał na nas i cicho dodał: – Przepraszam. Naprawdę.

Grażyna zbierała jeszcze jakieś słowa, ale w końcu też odwróciła się i wyszła, trzaskając drzwiami. Zostaliśmy sami w mieszkaniu pełnym ciszy i bałaganu. Michał wciąż siedział, wpatrzony w podłogę. Usiadłam obok. Nic nie mówiłam. Tyle mogłam mu dać — obecność. Po kilku minutach wyszeptał: – Nie znam jej. To była moja mama… a nie wiem, kim ona jest.

Minęły trzy tygodnie od tamtego dnia

Trzy tygodnie, a ja wciąż czasem zatrzymywałam się przed drzwiami, zanim przekręciłam klucz. To było irracjonalne, wiem. A jednak w mojej głowie nadal istniało pytanie: „A jeśli ktoś tam jest?” Grażyna zerwała z nami kontakt. Uznała, że ją „upokorzyliśmy”, że wtargnęliśmy w jej „prywatne życie”. Michał próbował z nią rozmawiać, spotkać się, cokolwiek naprawić, ale odbijał się od ściany pretensji i obrazy.

Jej mąż — ojciec Michała — wciąż niczego jeszcze nie wie. Grażyna postanowiła utrzymać wszystko w sekrecie, a my… cóż, to nie nasza decyzja, choć Michał nosił w sobie ciężar świadomości, że matka prowadzi podwójne życie. Między nami było dziwnie. Nie źle, nie chłodno — po prostu inaczej. Michał stał się czujniejszy, bardziej wrażliwy na moje sygnały. Przeprosił mnie tysiąc razy za to, że mi nie wierzył. Przyjmowałam te przeprosiny, ale gdzieś w środku czułam drobny ślad bólu, jak rysa na szkle.

Aleksandra, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.