Z Tomkiem jesteśmy razem od pięciu lat. Dwa lata po ślubie, kredyt hipoteczny – jak większość. Kochaliśmy się, planowaliśmy dzieci, mieliśmy wspólną wizję, a przynajmniej tak mi się wydawało. Tomek jest dobrym człowiekiem, pełnym ciepłym i bardzo uczynnym. Ale ma jedną cechę, która od zawsze mnie niepokoiła – nigdy nie potrafił postawić granicy swojej mamie. Na początku nie miałam z Heleną większego problemu. To elegancka, zadbana kobieta po pięćdziesiątce. Zawsze miła, choć trochę zbyt natarczywa. Zawsze wszystko wiedziała najlepiej i wtrącała się w każdą naszą decyzję. Przymykałam na to oko i powtarzałam sobie, że przecież chce dla swojego syna jak najlepiej. Ale kiedy zaczęliśmy planować remont, zrozumiałam, że w jej głowie to wcale nie ja jestem panią tego domu.

Miarka się przebrała

Kiedy podpisywaliśmy z Tomkiem akt notarialny, trzymałam go za rękę tak mocno, jakbym chciała zatrzymać ten moment na zawsze. Nasze pierwsze, wspólne mieszkanie. Wprawdzie do generalnego remontu, z łazienką w stylu późnego PRL-u i parkietem pamiętającym lepsze czasy, ale nasze. Od razu zaczęliśmy planować zmiany.

– Tomek, tylko błagam cię, nie mów mamie o tych kafelkach, okej? – poprosiłam go pewnego wieczoru, oglądając inspiracje do łazienki.

– Ale czemu? Ona zna świetny sklep, ma rabaty. Powiedziała, że może nam załatwić gres włoski, taki jak u kuzynki.

– Pamiętam – przyznałam spokojnie. – Ale to nasza łazienka i chcę wreszcie wybrać coś sama.

Kilka dni później wchodzę na budowę, a tam… kafelki. Jasne, marmurowe, chłodne. I Helena, w jasnym płaszczu, krzątająca się między kartonami jak kierownik robót.

– Kochanie, załatwiłam wam płytki. To okazja życia, a Tomek mówił, że nie macie jeszcze wybranych, więc wzięłam sprawy w swoje ręce. Podziękujesz mi chyba, co? – uśmiechnęła się zadowolona z siebie.

– Tylko że… ja chciałam inne – wydukałam.

– Ależ Iwonko, naprawdę? Wiesz, ja mam oko, a te są ponadczasowe.

Wieczorem nie wytrzymałam i wybuchłam: – Tomek, dlaczego nie powiedziałeś mamie, że chcemy coś wybrać sami?

– Bo nie chciałem jej urazić. Przynajmniej coś ogarnęła. Przecież sama mówiłaś, że nie masz głowy do płytek…Nie rób afery, Iwona. Serio, dramatyzujesz, a mama chce dobrze.

Spojrzałam na niego i poczułam, jakby to już nie było moje mieszkanie.

Próbowałam z nią rozmawiać

– Pani Heleno, możemy chwilkę porozmawiać? – zapytałam spokojnie, choć czułam, jak serce bije mi jak szalone.

Teściowa właśnie kończyła „kontrolę” w remontowanej kuchni:– Oczywiście, Iwonko. Coś się stało?

– Chciałam, żebyśmy ustaliły… pewne granice. To znaczy… bardzo doceniam pani pomoc, ale to nasze mieszkanie. Moje i Tomka, więc chciałabym decydować o takich rzeczach, jak kolory ścian, meble… kafelki.

Zamarła na chwilę, a potem parsknęła: – Aha… Rozumiem. Czyli przeszkadza ci, że się angażuję? Nie chciałam się wtrącać, ale skoro wam nie zależy, skoro nie macie pomysłu, to ktoś musiał wam pomóc. ]

– To nie jest kwestia gustu, pani Heleno. Tylko decyzyjności. Ja też tu mieszkam.

– Oj, dziecko… – westchnęła. – Widać, że nie miałaś matki, która ci pokazała, jak wygląda prawdziwy dom. No dobrze, niech będzie po twojemu – powiedziała oschle i wyszła.

Wieczorem Tomek wrócił z pracy. Powiedziałam mu o rozmowie.

– Boże, Iwona, po co ty ją atakowałaś? Wiesz, że ona się tylko przejęła. Ty nie potrafisz się dogadać z moją matką, to chyba coś z tobą jest nie tak. Muszę ochłonąć. Pójdę się przejść – powiedział surowym tonem, a potem spakował bluzę i wyszedł na całą noc.

Miałam mętlik w głowie

Siedziałam na podłodze, w pustym salonie. Tomek nie odbierał i nie odpisał na wiadomości. Pomyślałam, że może rzeczywiście przesadziłam, ale sekundę później poczułam złość na siebie. Całe życie byłam grzeczna, ustępująca i milcząca. Teraz nie chodziło więc o same kafelki, a o to, że znów nikt mnie nie słuchał. 

Kiedy Tomek wrócił, było już jasno: – Przemyślałaś sprawę? – zapytał spokojnie, jakby to on był rozczarowany.

– Przemyślałam, Tomek. Ale nie wiem, czy ty w ogóle próbujesz mnie zrozumieć.

– Nie o to chodziło – westchnął. – Tylko… nie masz pojęcia, jak to wyglądało z mojej strony.

– A ty z mojej? To nie o kafelki chodzi, tylko o to, że zawsze wybierasz ją, a nie mnie.

I wyszłam z kuchni, zostawiając go z tą ciszą.

Helena przyszła w środę

Następnego dnia teściowa wparowała z ciastem w ręce, jakby nic się nie wydarzyło: – Zrobiłam szarlotkę, usiądziemy przy kawie?

Zacisnęłam zęby: – Nie, nie będziemy już udawać, mam dość tej fasady. Pani przychodzi tu jak do siebie i urządza nam mieszkanie, planuje kolory, zamawia rzeczy bez pytania. A ja mam się uśmiechać i jeszcze za to dziękować?

– Przecież tylko chciałam pomóc…

– Nie. Pani nie pomaga. Pani kontroluje. A ja się na to nie zgadzam.

Przez chwilę stałyśmy w ciszy. Helena patrzyła na mnie z mieszaniną szoku i oburzenia.

– W moich czasach kobiety były wdzięczne za wsparcie teściowej. Niektóre kobiety to rozumieją – rzuciła lodowato – Przekaż Tomkowi, że nie wiem, co z tobą zrobi – rzuciła przez ramię.

– Właśnie o to chodzi. Nie „co ze mną”. Tylko „ze sobą”.

Zamknęłam za nią drzwi. Ręce mi się trzęsły, ale nie ze strachu, tylko z ulgi.

Wieczorem Tomek wrócił wcześniej

Otworzył drzwi jakby z wahaniem, jakby wyczuwał, że coś się wydarzyło.

– Mama była? – zapytał cicho.

– Była – odpowiedziałam. – Wyszła, jak zrozumiała, że nie będziemy już udawać.

Westchnął ciężko, bez energii. Usiadł przy stole, spuścił głowę: – Iwona, ja nie wiem, co się z tobą dzieje. Zawsze byłaś spokojna, wyrozumiała, a teraz… jakbyś się zmieniła. Wcześniej wszystko ustalaliśmy razem. Teraz ty tylko mówisz, co ci się nie podoba.

– Bo przez cały ten czas nic nie ustalaliśmy razem, Tomek. Ty i twoja mama ustalaliście. Ja się zgadzałam, bo myślałam, że tak trzeba. Ale już nie chcę być gościem w swoim własnym domu.

Zamilkł: – Chcesz mnie odsunąć od rodziny?

– Nie. Chcę być dla ciebie rodziną równie ważną jak ona. I chcę mieć wpływ na to, jak żyjemy. To chyba nie jest wygórowane, prawda? Wybierz. Albo budujemy ten dom razem. Albo… zostanę tu sama, ale po swojemu.

Spojrzał na mnie jak człowiek przyparty do muru: – Potrzebuję czasu. Muszę się przejść.

Nie próbowałam go zatrzymać. Patrzyłam tylko, jak wychodzi, a cisza po zamknięciu drzwi była głucha. Wiedziałam, że tym razem ja nie zamierzam dzwonić.

Zostałam sama w 4 ścianach

Siedzę na podłodze w naszym salonie, choć tak naprawdę już przestałam myśleć o nim jako o „naszym”. Ściany są jeszcze puste, mebli brak, echo odbija się od nagich paneli. To miał być początek naszego nowego życia, a okazał się próbą ułożenia mnie od nowa po cudzym planie i bez mojej zgody.

Nie wiem, czy Tomek wróci, a jeśli wróci – czy będziemy jeszcze potrafili być razem. Ale wiem jedno: nie chcę być drugą opcją we własnym życiu. Nie chcę ciszy zamiast rozmowy i nie chcę unikania zamiast partnerstwa. Nie chcę kolejnych „pomocnych” kobiet, które wchodzą w moje życie i mówią mi, jak żyć. 

Zaparzyłam herbatę, usiadłam przy oknie i spojrzałam na balkon, gdzie miały stać nasze zioła i krzesła z poduszkami. Może kiedyś jeszcze tam usiądziemy. Może ten dom nigdy nie będzie w pełni wspólny. Może muszę stworzyć go od nowa sama. Bo może lepiej być samą we własnym domu, niż razem w cudzym.

Iwona, 33 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.