Nie od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Na początku Irena – moja teściowa – wydawała się po prostu pomocna. Ciepła, trochę nadopiekuńcza, ale nic, co by mnie niepokoiło. Czasem wpadła z obiadem, czasem z kwiatkiem „tak po prostu”, żeby rozweselić dzień. Myślałam: to szczęście, że mam ją blisko. Mówiła, że jestem jak córka. Chciałam wierzyć, że to prawda. Z czasem jednak to wszystko zaczęło mnie przygniatać. Bo niby nic – ale jak mówiła: „Oj, znowu nie zdążyłaś ugotować? Dobrze, że Adam nie wybrzydza…”, to nie brzmiało jak żart. Albo: „Wyglądasz na zmęczoną. Ale wiesz, jak się nie dba o siebie, to potem mąż patrzy w inną stronę”. Zawsze z uśmiechem. Zawsze „w trosce”. I za każdym razem wbijała kolejną drzazgę pod skórę. Adam? Bronił jej. Zawsze.

– Przesadzasz, Sandrusia. Mama nie chce cię skrzywdzić. Po prostu mówi, co myśli. Zresztą, ona cię lubi.

Może rzeczywiście byłam przewrażliwiona. Ale czułam, jak oddalamy się z Adamem. Jakby między nami stawał cień. Cień jego matki.

Robisz dobrą minę do złej gry

Pewnego wieczoru zebrałam się na odwagę. Usiadłam naprzeciwko męża i powiedziałam to, co od dawna mnie męczyło.

– Adam… myślę, że twoja mama próbuje nas poróżnić.

– Co ty w ogóle wygadujesz?! – Adam aż się poderwał z kanapy. – Mama?! Że niby ona nas nastawia przeciwko sobie? Sandra, błagam cię!

– Adam, ja nie mówię, że robi to otwarcie. Ale od dłuższego czasu... czuję się w tym domu obca. Ty mi przerywasz w pół zdania, unikasz rozmów, podważasz wszystko, co powiem. A potem mówisz, że to „nie o mnie chodzi”...

A może właśnie chodzi?! – przerwał mi ostro. – Bo mama miała rację, wiesz? Mówiła mi ostatnio, że coś się z tobą dzieje. Że manipulujesz, że jesteś dwulicowa. I chyba zaczynam widzieć, o co jej chodziło!

Zatkało mnie. Cofnęłam się o krok. Jakby ktoś mnie uderzył.

– Powiedziała… że jestem dwulicowa?

– Że robisz dobrą minę do złej gry. Że grasz przy niej miłą, a potem narzekasz. Że ją wypychasz z naszego życia. Że chcesz mnie od niej odsunąć.

– To kłamstwo! – krzyknęłam, już nie panując nad głosem. – Nigdy nic takiego nie powiedziałam! To ona ci to wszystko wkłada do głowy!

Adam odwrócił się plecami.

– Wiesz co, Sandra? Jestem zmęczony. Cały dzień w pracy, wracam do domu i słyszę, że moja matka to intrygantka, a ja tego nie dostrzegam. Może to ty powinnaś się nad sobą zastanowić.

Zostałam sama w salonie. Cisza dzwoniła mi w uszach. Tylko zegar tykał bezlitośnie, odmierzając sekundy czegoś, co właśnie zaczynało się sypać.

Musiałam wiedzieć


Nie spałam prawie całą noc. Adam zasnął w drugim pokoju – sam tak zdecydował. Rano minął mnie w przedpokoju, rzucając tylko zdawkowe „nie spóźnij się do pracy”. Jakbyśmy się wczoraj nie pokłócili. Jakby wszystko, co powiedział, wcale mnie nie zabolało. Po południu, zamiast wracać do domu, skręciłam w inną stronę. Do Ireny. Wciąż dygotałam, ale musiałam wiedzieć. Czy naprawdę mówiła o mnie te rzeczy? Czy to możliwe, że tak bardzo się myliłam co do jej intencji? Otworzyła z uśmiechem.

– Sandruniu! Co za niespodzianka! Wejdź, wejdź, właśnie parzę herbatę.

Usiadłam na jej beżowej kanapie, która zawsze pachniała płynem do czyszczenia i tanimi perfumami. Uśmiechała się do mnie szeroko, jak zawsze.

– Jak się czujesz? Adam wspominał, że jesteście ostatnio trochę podenerwowani. Ale to normalne. Młodzi, obowiązki, życie...

– Ireno… mogę zapytać wprost? – przerwałam. – Powiedziałaś Adamowi, że jestem dwulicowa? Że manipuluję?

Zawahała się tylko przez ułamek sekundy, ale już wiedziałam, że trafiłam.

– Och, kochanie… ja tylko powiedziałam mu, że martwię się o niego. Że widzę, jak często jest przygaszony. Że… chyba nie czuje się już tak szczęśliwy, jak kiedyś. Ale to nie twoja wina. Może po prostu wasze charaktery się różnią?

Spojrzałam na nią. Taki ton – uprzejmy, ale chłodny. Każde słowo starannie dobrane.

– On się skarżył? – zapytałam szeptem.

– Mężczyźni rzadko mówią wprost. Ale matka wyczuje, co boli jej dziecko – odpowiedziała z uśmiechem, dolewając mi herbaty.

Wyszłam od niej pół godziny później, z głową ciężką od myśli. A jednak… nie byłam przewrażliwiona.

Ona nie jest dla niego

Byłam umówiona na wizytę u Kasi. To osiedlowa fryzjerka, z którą znałyśmy się od lat. Nie planowałam żadnych zwierzeń. Chciałam tylko usiąść, zamknąć oczy i przez chwilę nie myśleć o Irenie, Adamie, tym wszystkim. Jednak wystarczyło, że spojrzała na moją twarz i już wiedziała, że coś jest nie tak.

– Co tam, Sandra? Widzisz ducha, czy to tylko listopad tak cię przygniata?

– Chciałabym, żeby to był tylko listopad – westchnęłam. – Mam wrażenie, że Irena robi wszystko, by mnie skłócić z mężem. 

Kasia podniosła brwi.

– Twoja teściowa?

– Tak.

– Hmm, coś może być na rzeczy – Powiem Ci tak między nami. Może nie powinnam, ale... byłam ostatnio świadkiem ciekawej rozmowy.

– Jakiej?

– Irena była u mnie w salonie. Przyszła z jakąś koleżanką. Rozmawiały o tobie i Adamie.

– Co mówiła?

Kasia ściszyła głos.

– Że robisz z siebie ofiarę, że Adam się męczy i tylko udaje, że wszystko gra. Ale najlepsze było to: powiedziała tej koleżance, cytuję, „jeszcze trochę i sam się przekona, że ona nie jest dla niego. Syn w końcu dojrzeje do decyzji”. 

– Jesteś pewna?

– Słyszałam to na własne uszy. Sorry, ale chyba powinnaś wiedzieć.

Wyszłam z salonu z drżącymi rękami. Już nie miałam wątpliwości. To była wojna. I Irena nie miała skrupułów.

Jakby tylko czekała na moment

Adam siedział przy komputerze, wpatrzony w ekran, kiedy weszłam do domu. Trzymałam się, dopóki nie zamknęłam za sobą drzwi. Potem rozwiązałam szalik i poczułam, jak cała drżę.

Musimy pogadać – powiedziałam, wchodząc do salonu.

Spojrzał na mnie z niechęcią.

– Teraz? Jestem w pracy.

– Teraz – powtórzyłam ostrzej, niż chciałam. – Byłam dziś u Kasi. U fryzjerki. I wiesz, co usłyszałam?

Adam uniósł brwi.

– Że twoja matka mówiła tam, w salonie, że robię z siebie ofiarę. Że się przy mnie męczysz i w końcu odejdziesz. Mówiła to tak, jakby już planowała, jak nasze małżeństwo się rozpadnie. Jakby tylko czekała na moment, kiedy mnie zostawisz.

– Co? – zmarszczył czoło. – To jakaś bzdura. Mama nigdy by...

– Kasia słyszała. To były dokładnie jej słowa, Adam. „Jeszcze trochę i sam się przekona. Syn w końcu dojrzeje do decyzji”. 

Milczał. Wpatrywał się we mnie długo, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie miał już żadnego argumentu. Wreszcie odwrócił wzrok.

– Okej… może czasem mówi rzeczy, których nie powinna. Ale ona...

– Nie. Nie „czasem”. To nie było przypadkiem. Ona od miesięcy sączy jad, a ty się temu przysłuchujesz jakby to było normalne.

Poczułam, jak lecą mi łzy. Wyszeptałam:

– Adam, ja cię kocham. Ale nie dam rady, jeśli będziesz stał po jej stronie.

Siedział cicho. Patrzył w podłogę. I nic nie powiedział.

Zawiodła moje zaufanie

Dwa dni później Adam zapowiedział, że jedzie do matki. Sam. „Muszę coś sprawdzić” – rzucił, unikając mojego spojrzenia. Wrócił późnym wieczorem. Wszedł cicho, jakby nie chciał mnie obudzić. Ale ja nie spałam. Czekałam na niego na kanapie, przykryta kocem, z sercem bijącym jak szalone.

– Byłeś u niej? – zapytałam, gdy wszedł do salonu.

Skinął głową.

– I?

Usiadł. Oparł łokcie na kolanach. W końcu powiedział:

– Spytałem ją wprost, czy próbowała… wiesz, zniszczyć nasze małżeństwo.

– I?

– Nie zaprzeczyła. Najpierw próbowała udawać, że nie wie, o co mi chodzi. Ale potem powiedziała, że robiła to dla mnie. Że ty mnie ograniczasz. Że nie jesteś dla mnie odpowiednia. Że się przy tobie duszę. I że kiedyś mi za to podziękuję.

Zamilkł. Ja też. Jakby między nami coś pękło.

– Co jej powiedziałeś? – zapytałam cicho.

Spojrzał na mnie. Jego oczy były czerwone, ale nie wiem, czy od zmęczenia, czy złości.

– Powiedziałem, że zawiodła moje zaufanie. Że nigdy więcej nie chcę słyszeć, jak mówi o tobie źle. I że jeśli jeszcze raz spróbuje się między nas wtrącić… to przestanę do niej jeździć. Na zawsze.

Wzięłam głęboki oddech. Może i za późno. Ale przynajmniej w końcu usłyszałam, że jest po mojej stronie.

– Dzięki – szepnęłam. – Naprawdę.

Adam położył głowę na moich kolanach. I pierwszy raz od tygodni nie chciało mi się płakać.

Nie wiem, co będzie dalej

Minęły trzy tygodnie. Od tamtej rozmowy Adam był inny. Starał się. Naprawdę. Czasem wracał z pracy z kwiatami, czasem po prostu siadał obok i pytał: „Jak się dzisiaj czujesz?”. Rozmawialiśmy. Dużo. Jakbyśmy próbowali odbudować coś, co się zepsuło, zanim zdążyliśmy zauważyć pierwsze pęknięcia. Ale to nie było takie proste. Była noc. Cisza w domu była aż gęsta. Siedzieliśmy razem w kuchni. 

– Myślisz, że kiedyś będzie jak dawniej? – zapytałam.

– Nie wiem – odpowiedział szczerze. – Ale chcę spróbować.

Z Ireną kontakt ograniczył niemal do zera. Podobno próbowała dzwonić. Pisała. Prosiła, żeby „przemyślał”. Ale Adam nie odpowiadał. I nie ukrywam – to dawało mi poczucie, że może jednak jestem dla niego ważna. Nie wiem, co będzie dalej. Może uda nam się to wszystko odbudować. Może nie. Ale jedno wiem na pewno – czasem największe zagrożenie nie przychodzi z zewnątrz. Czasem mieszka tuż za ścianą. I uśmiecha się serdecznie, podając ci herbatę.

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.

Sandra, 32 lata


Czytaj także: