Zgadzam się z powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach i to pod warunkiem, że nikomu nie przyjdzie do głowy dokładnie analizować, kto kogo trzyma za rękę, a kto ledwo się uśmiecha. W mojej rodzinie, od zawsze, było więcej spięć niż wspólnych obiadów. A ja, choć trzymałam się raczej na uboczu, w końcu trafiłam w sam środek rodzinnej burzy – tylko dlatego, że babcia dała mi coś, co powinno należeć do niej. Przynajmniej tak twierdziła Justyna, moja kuzynka z prawniczym zacięciem i manierami godnymi starej szkoły intryg. Złote kolczyki w kształcie kółek, naszyjnik z subtelną zawieszką i bransoletka, którą babcia nosiła tylko „na wyjątkowe okazje”. Dostałam je od niej w dniu, który zapamiętam do końca życia – i nie tylko dlatego, że był dla mnie ważny, ale też dlatego, że to wtedy wszystko się zaczęło.

Pamiątka, która rozpętała intrygę

– Kinga, zaczekaj jeszcze chwilkę – powiedziała babcia, gdy już prawie wychodziłam z jej mieszkania. – Mam coś dla ciebie.

Zatrzymałam się z dłonią na klamce. Spojrzałam na nią zaskoczona, bo widziałam ten błysk w jej oczach. Taki, który zwykle oznaczał coś więcej niż słoik ogórków na drogę.

– Dla mnie?

– Tak, dla ciebie, dziecko – powiedziała, znikając w swoim pokoju.

Gdy wróciła, w ręce trzymała małe, welurowe pudełeczko. Otworzyła je i nagle zaparło mi dech.

– To twoja prababcia nosiła. A później ja. Teraz twoja kolej.

– Babciu… – wyjąkałam, patrząc na złotą biżuterię. – Przecież to rodzinne pamiątki. Justyna mówiła kiedyś, że…

– Justyna mówi dużo rzeczy – ucięła krótko. – Ale to ja decyduję, komu co przekażę. Ty mi pomagasz, odwiedzasz i jesteś blisko, a ona tylko dzwoni, jak czegoś potrzebuje. I zawsze „na szybko”.

Wróciłam do domu z sercem bijącym jak szalone. Jeszcze tej samej nocy przymierzyłam kolczyki przed lustrem. Czułam się… trochę jak babcia. A trochę jak ktoś, kogo w końcu doceniono.

Awantura na rodzinnym obiedzie

Dwa dni później, podczas rodzinnego obiadu u cioci Basi, Justyna rzuciła spojrzenie, które powinno było mnie ostrzec.

– Ładne masz kolczyki, Kinga – powiedziała z wymuszonym uśmiechem, trzymając kieliszek z białym winem. – Zastanawiam się tylko, skąd.

– Babcia mi dała – odpowiedziałam spokojnie.

– Tak po prostu? – uniosła brwi. – Ciekawe, bo jeszcze miesiąc temu były w jej szkatułce. Chyba że… coś mi umknęło? Nie sądzisz, że to dziwne, Kinga? Babcia nigdy nie mówiła, że ma zamiar ci coś przekazać.

– Bo nie musiała się z tobą konsultować.

To nie jest kwestia konsultacji, tylko uczciwości. Może to po prostu… zniknęło? – powiedziała, patrząc teraz na mnie, ale tak naprawdę mówiła do całego stołu.

– Insynuujesz, że ją ukradłam? – parsknęłam i czułam, jak robi mi się gorąco z wściekłości.

– Ja tylko pytam – odparła z udawaną pokorą. – Bo wiem, że babcia planowała zostawić je mnie. Tak mówiła.

– Ciekawe. Bo mi powiedziała, że nie może się doczekać, aż zobaczy mnie w tych kolczykach na moim ślubie. – Spojrzałam jej prosto w oczy. – Albo raczej – w końcu zobaczy je na kimś, komu naprawdę zależy.

– Dziewczyny… – wtrąciła się ciocia Basia, nerwowo sięgając po karafkę. – Może nie przy stole?

– Właśnie, przy stole nie wypada robić przedstawień – rzuciłam, wstając. – Zwłaszcza takich pełnych zazdrości.

Po tym wszystko się zaczęło

Nie minęły nawet dwa dni, kiedy dostałam SMS-a od cioci Iwony: „Kinga, czy mogłabyś do mnie zadzwonić? Chodzi o Justynę i babcię…”

Poczułam zimny dreszcz. Miałam przeczucie, że Justyna nie poprzestała na tym, co powiedziała przy stole. Zadzwoniłam od razu.

– Kochanie, nie chcę wtrącać się w wasze sprawy… ale Justyna była dziś u babci. I była… nieprzyjemna – westchnęła ciocia. – Krzyczała na nią. Powiedziała, że została oszukana, że coś jej się należało i że ty to zabrałaś. Babcia się popłakała i powiedziała tylko, że niczego nie żałuje, ale że nie sądziła, że własna wnuczka ją tak potraktuje.

– Nie wierzę. Ona już naprawdę przesadza.

– Kinga… nie wiem, co masz zamiar zrobić, ale… babcia nie wyglądała dobrze po tej rozmowie.

Chwyciłam telefon i napisałam do kuzynki krótką wiadomość: „Jutro o 18:00, u babci. Chcesz wyjaśniać sprawy? Zróbmy to z babcią. Nie za jej plecami.”

Odpowiedziała niemal natychmiast: „Z przyjemnością. Mam nadzieję, że masz coś więcej niż opowieści.”

Musiałyśmy wyjaśnić wszystko z babcią

Babcia czekała na nas z dwoma filiżankami i trzęsącymi się dłońmi. Zawsze miała w sobie klasę, nawet jeśli dzień wcześniej ktoś próbował jej wmówić, że się starzeje i powinna milczeć.

– Kingo, Justynko – skinęła głową, jakby to było zwykłe popołudnie. – Siadajcie. Herbaty?

– Nie przyszłam na herbatę – burknęła Justyna, rzucając torebkę na podłogę. – Chcę wyjaśnienia. Dlaczego ona dostała biżuterię?

– Bo chciałam, żeby to właśnie Kinga ją miała – powiedziała babcia cicho, ale pewnie – Przez ostatnie dziesięć lat widziałam, jak różnie nas traktujesz. Jak często dzwonisz tylko wtedy, kiedy coś trzeba. A Kinga... była przy mnie zawsze.

– To niesprawiedliwe! – Justyna uniosła głos. – Może ona cię zmanipulowała! A ty co? – zwróciła się do mnie z furią. – Zadowolona jesteś? Jak złodziejka, która dostała błogosławieństwo?

– Nie – odpowiedziałam spokojnie. – Ale jestem zmęczona, że muszę w ogóle się tłumaczyć, że dostałam coś, co było prezentem. Może czas przestać traktować ludzi jak bankomat.

Babcia wzięła mnie za rękę: – Jeśli będzie trzeba, spiszę to oficjalnie. Ale nie chciałam, żebyście się kłóciły.

– Za późno – rzuciła Justyna i wstała. – Ale to nie koniec.

Tego się nie spodziewałam

Dwa dni później babcia zadzwoniła do mnie o dziewiątej rano i poprosiła, żeby do niej wpaść. Pojechałam od razu i zastałam ją przy stole, z dokumentem w ręku i okularami zsuniętymi na czubek nosa. Obok siedziała ciocia Iwona i kiwała głową z aprobatą.

– Spisałam oświadczenie – powiedziała babcia, podając mi kartkę. – Na wszelki wypadek. Żeby nikt nie próbował potem czegoś odkręcać.

Przeczytałam: „Ja, niżej podpisana, oświadczam, że przekazałam biżuterię mojej wnuczce Kindze dobrowolnie, jako pamiątkę rodzinną. Z pełną świadomością i bez przymusu. Życzę sobie, aby została w jej posiadaniu na stałe.”

– Babciu… – wzruszyłam się. – Nie trzeba było...

– Trzeba – przerwała. – Bo Justyna już była u notariusza. Chciała zapytać, czy da się „odzyskać własność rodzinną”. Tak to nazwała. Ale pan notariusz ją grzecznie wyprosił, jak pokazałam mu zdjęcie, na którym ci to wręczam i jeszcze nagranie z telefonu – dodała babcia z błyskiem satysfakcji. – Ciocia Iwona przypadkiem wtedy nagrała. Chyba Bóg ją natchnął.

– Czyli… to koniec?

– Dla niej może nie – westchnęła. – Ale dla mnie tak. Nie mam już siły na gierki. A ty, Kingo… noś te kolczyki z godnością.

Pochyliłam się i ucałowałam ją w policzek: – Zawsze. Obiecuję.

Czułam, że coś się zmieniło

Na kolejnym rodzinnym obiedzie Justyna ledwo spojrzała mi w oczy. Biżuterii nie miałam wtedy na sobie – nie dlatego, że się bałam. Po prostu nie chciałam prowokować. W końcu nie wszystko trzeba załatwiać ostentacyjnie.

Udawała, że nic się nie stało, ale mina cioci Basi – tej samej, która wtedy próbowała nas pogodzić – mówiła wiele. Widziałam, jak patrzy na Justynę z mieszanką zawodu i zażenowania. Pewne rzeczy, nawet jeśli się ich nie powie głośno, zostają w pamięci.

Po obiedzie babcia chwyciła mnie za rękę i szepnęła: – Dobrze, że się nie cofnęłaś. Nie pozwól nigdy nikomu wmówić ci, że na coś nie zasługujesz tylko dlatego, że się nie rzucasz i nie krzyczysz.

– Nie zamierzam, babciu – uśmiechnęłam się.

Justyna więcej nie wróciła do tematu. Nie przeprosiła, nie wytłumaczyła się. Może nawet wierzyła, że naprawdę jej się należało, ale jedno wiedziałam na pewno – nie chciała tego tylko dlatego, że kochała babcię. Chciała po prostu wygrać. A ja? Ja nie musiałam niczego wygrywać. Miałam czyjąś pamięć i zaufanie, a czasem to więcej najcenniejszy skarb.

Kinga, 30 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: