W mieszkaniu teściów czuło się napięcie w powietrzu, jakby każdy oddech był obserwowany i oceniany. Teść, kapryśny i gnuśny, przesiadywał w fotelu przy oknie, spoglądając na domowników z wyższością i nieukrywaną irytacją. Teściowa poruszała się ostrożnie, wykonując każde jego polecenie bez sprzeciwu, jakby bała się najmniejszego gestu nieposłuszeństwa. Wiedziałam, że moje pojawienie się nie umknie jego uwadze i że będzie próbował znaleźć sposób, by i mnie złamać. Obserwowałam jego ruchy, szukając słabych punktów i planując własną strategię. Każda chwila w tym domu była grą, w której stawką była moja wolność.

Czułam się jak intruz

Każdego dnia u teściów czułam się jak intruz w obcym królestwie. Teść siedział w swoim fotelu, przeglądając gazetę, a jego spojrzenie zdawało się przeszywać mnie na wylot. Każdy mój ruch był obserwowany, a najmniejsze niedopatrzenie natychmiast komentowane. Teściowa, kiedyś pełna energii, teraz poruszała się ostrożnie, jakby bała się jego gniewu. Wiedziałam, że każde moje słowo lub gest mogą zostać zinterpretowane jako wyzwanie wobec jego władzy.

– Podobno szukasz pracy – rzucił nagle.

– Tak, rozglądam się za czymś na pół etatu.

– Żona powinna siedzieć w domu i dbać o męża – powiedział stanowczo.

Już miałam się odezwać, kiedy teściowa poprosiła o pomoc przy kolacji. Podczas posiłku obserwowałam jego kaprysy. Kiedy talerze nie były idealnie ustawione, uniósł brew i mruknął:

– Co to za żona, co dobrze nakryć do stołu nie umie.

Nie zareagowałam, choć serce waliło mi jak szalone. Teść miał sposób, by subtelnie, niemal niewidocznie, testować cierpliwość wszystkich dookoła.
Próbowałam zachować spokój, choć w środku narastała we mnie frustracja. Każde jego westchnienie, każde spojrzenie zdawało się być cichym przypomnieniem, że tutaj on rządzi. Wiedziałam, że muszę nauczyć się grać jego grę, przewidywać jego zachowania i szukać momentów, by subtelnie zaznaczyć własną niezależność.

Zrozumiałam, że w tym domu każda chwila jest sprawdzianem, a moje reakcje będą oceniane z dokładnością zegara. Mimo jego kapryśnej i gnuśnej natury, postanowiłam, że nie dam się złamać. Każda rozmowa, każdy gest stawały się próbą wytrzymałości i subtelnej walki o przestrzeń, w której mogłabym zachować choć odrobinę własnej godności.

Spokojnie, nic się nie dzieje

Każda chwila spędzona u teściów była jak uczestnictwo w subtelnej grze, w której zasady ustalał tylko teść. Jego kaprysy były niemal niewidoczne, ale każdy domownik szybko wyczuwał, kiedy przekroczył niewidzialną granicę. Któregoś weekendu pojechaliśmy do nich na kawę. Miałam opory, ale mąż nalegał, aby pojechać do jego matki z życzeniami, bo dzień wcześniej miała imieniny. 

– Zrobię wam kawy – zaproponowała teściowa. 

– Niech mama siedzi, ja zrobię – chciałam ją wyręczyć. 

Mój teść zażyczył sobie herbatę. Kiedy wróciłam z filiżankami, usłyszałam tylko:

– To jakieś pomyje, a nie herbata. Nie będę tego pić. 

Każdy jego komentarz był jednocześnie testem i lekcją. Z czasem zaczęłam zauważać powtarzające się schematy. Kiedy coś szło nie po jego myśli, milczał i obserwował reakcje domowników, jakby sprawdzał, kto pierwszy okaże frustrację.

– Spokojnie, nic się nie dzieje – powiedziałam w duchu, starając się utrzymać własną równowagę emocjonalną.

Co to za żona, co nie potrafi dobrze ugotować

Pewnego dnia teściowie wpadli do nas z niezapowiedzianą wizytą. Nie ukrywam, że nie tak chciałam spędzić niedzielę. Zasiedliśmy do obiadu. Teściowa jadła wszystko ze smakiem, a teść tylko kręcił na wszystko nosem.

Sama ją zrobiłaś? – zapytała, pałaszując moją sałatkę. 

– Tak – odpowiedziałam z nieukrywaną satysfakcją. 

– Smaczna, jeszcze takiej nie jadłam.

– A tam, głupoty gadasz, co to za zielenina. Ja to współczuję Adamowi. Facet to powinien mieć konkretny obiad pod nosem, a nie jakieś wymyślne jedzenie. Co to za żona, co nie potrafi dobrze ugotować.

Spojrzałam na Adama, ale ten siedział cicho jak mysz pod miotłą. Denerwowało mnie, że gdy trzeba było stanąć po mojej stronie, on wolał się nie odzywać i nie dolewać oliwy do ognia. W końcu ja musiałam się odezwać.

– Skoro tacie nie smakuje, to nie musi tego jeść – odpowiedziałam krótko. 

Teść spojrzał srogo, ale nic nie powiedział. Do końca wizyty spotkanie przebiegało w napiętej atmosferze. Każdy udawał, że nie było rozmowy, a teść prawie się nie odzywał. 

Miarka się przebrała

Z każdą kolejną wizytą napięcie w domu teściów stawało się coraz bardziej wyczuwalne. Teść wciąż obserwował każdy mój ruch z fotela, jakby planował kolejny sposób, by mnie sprowokować lub złamać. Jego gnuśność i kapryśność mieszały się w dziwną kombinację, która sprawiała, że niepewność wypełniała każdy kąt mieszkania. Teściowa starała się być niewidoczna, wykonując polecenia męża bez słowa sprzeciwu, a ja musiałam nauczyć się poruszać między ich oczekiwaniami, unikając otwartych konfliktów. Kiedy biegałam między kuchnią i salonem, pomagając w przygotowaniach do obiadu, mój mąż i teść głośno dyskutowali. Adam wspomniał mu o planowanym remoncie łazienki.

– Po co wam ten remont, łazienka jak łazienka – mówił.

– Iwona uznała, że przydałoby się ją odświeżyć. 

– Tyko niepotrzebny wydatek. Zamiast oszczędzać, to tylko by wydawała pieniądze na lewo i prawo. 

Poczułam, że miarka się przebrała.

– To nasza sprawa, jak wydajemy nasze pieniądze. – Tacie nic do tego, my się nie wtrącamy w wasze finanse. 

Widać, że chciał powiedzieć coś jeszcze, ale tylko zacisnął zęby. Czułam, że był to mój pierwszy mały triumf. 

Niektórych słów nie da się cofnąć

Przez kolejne tygodnie starałam się unikać teściów, a oni nas. Czasami tylko teściowa dzwoniła zapytać, co słychać. W końcu jednak doszło do rodzinnego spotkania u ciotki. Cała rodzina zebrała się przy jednym stole. Teść z żoną siedział naprzeciwko nas. Co jakiś czas rzucał w moją stronę niepochlebne uwagi. Każdy mój ruch, nawet najprostszy gest, był analizowany, a każda reakcja oceniana z chłodną precyzją. W końcu nie wytrzymałam i przy wszystkich powiedziałam mu, co o tym myślę. 

– Koniec z tym, mam dość tych wiecznych przytyków. 

– Ale ja przecież nic takiego nie mówię.

– Ciągle tylko słyszę, że nie jestem dobrą żoną, że nie umiem gotować, że szastam pieniędzmi, co nie jest prawdą.

– Przesadzasz, nie rób scen przy wszystkich. 

– A właśnie, że będę. Nie zamierzam cały czas słuchać bezpodstawnych uwag skierowanych w moją stronę. Niech tata lepiej spojrzy na siebie i swoje zachowanie, bo najłatwiej całymi dniami siedzieć na kanapie i krytykować innych. – rzuciłam. 

Przy stole nagle zrobiło się cicho. Oczy wszystkich domowników skierowane były w naszą stronę. Wiedziałam już, że niektórych słów nie da się cofnąć, ale nie żałowałam, że wreszcie wyrzuciłam z siebie to, co siedziało we mnie przez lata. Minęło kilka tygodni od spotkania u ciotki. Nikt z nas nie poruszał tego tematu. Myślałam, że teść przeprosi przy wszystkich za swoje zachowanie, ale do dziś nie przyznał się do błędu. Nie wiem, czy doczekam się z jego strony słowa "przepraszam".

Ja sama nie żałuję tego, co powiedziałam. Wreszcie po długim czasie udało mi się zaznaczyć własną niezależność. To było moje małe zwycięstwo. Moja odpowiedź na jego kąśliwy komentarz przy całej rodzinie, stawała się dla mnie symbolem siły i wytrwałości. To dodawało mi odwagi i pewności, że można istnieć w tej rodzinie, nie tracąc własnej godności. Zrozumiałam, że kapryśny teść nie może dyktować mi, jak mam żyć. Ta lekcja, choć trudna, nauczyła mnie, że nie można siedzieć cicho, jak mysz pod miotłą, kiedy ktoś inny cały czas ci umniejsza.  Znam dobrze swoją wartość i nikomu nie pozwolę, by ktoś na każdym kroku ją podważał. 

Iwona, 32 lata


Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: