Gdyby ktoś mnie zapytał, kto z całej naszej rodziny ma największe serce – bez wahania wskazałabym siebie. I nie, to nie megalomania. Ja po prostu zawsze dawałam z siebie wszystko, szczególnie dla bliskich. Rodzice odeszli wcześnie, więc zostałam sama z bratem. Niby był starszy, niby bardziej doświadczony, a jednak z każdym problemem najpierw pukał do moich drzwi. Gdy rzuciła go pierwsza dziewczyna, gdy stracił pracę i jak wpadł w bagno związkowe, którego końcem był rozwód. To ja pożyczyłam mu na adwokata, ale tak mu się wtedy spieszyło do wolności, że nawet nie spisaliśmy żadnej umowy. Ufałam mu jednak, bo jak nie jemu, to komu? A teraz...nie odbiera telefonów i nie odpisuje na wiadomości, jakby go nie było.
Musiałam mu pomóc
Stałam z założonymi rękami, oparta o framugę drzwi kuchennych. On siedział przy stole, wyglądał jak siedem nieszczęść, z zarostem, który chyba od tygodnia nie widział maszynki, i z miną cierpiętnika.
– No i co teraz, Michał? – zapytałam, patrząc na niego z góry. – Kasia naprawdę złożyła pozew?
– Złożyła. – Pokiwał głową, wpatrując się w kubek z herbatą, jakby tam było rozwiązanie wszystkich problemów świata.
– A ty nie masz prawnika?
– Właśnie... dlatego tu przyszedłem – burknął. – Ty zawsze miałaś łeb na karku. Pożyczysz mi, co? Oddam, przysięgam. Nawet zapiszę to, jak chcesz.
Westchnęłam: – Michał... Nie musisz. Jesteś moim bratem.
Wtedy myślałam, że właśnie taka powinna być siostra. A on? Patrzył na mnie z tą swoją wiecznie zmęczoną twarzą, ale w oczach miał ulgę. Pieniądze przelałam mu dwa dni później. Dziesięć tysięcy złotych. Tyle miał kosztować adwokat „z polecenia”. A potem… potem Michał przestał się odzywać i nie minęło nawet pół roku, jak zapomniał, kto wyciągnął go z bagna.
Spotkałam go przypadkiem
Stałam w kolejce do kasy, a on przechodził obok z jakąś kobietą i dzieckiem. Uśmiechnięty, wyprostowany, jakby nagle życie znów miało sens. Od razu go poznałam, mimo że miał na sobie nowe ubranie i okulary przeciwsłoneczne. Zatrzymałam wzrokiem wózek – był wypchany lepszymi produktami, jakby wybierał rzeczy na świąteczny wyjazd, a nie zakupy na poniedziałek.
– Michał! – zawołałam, robiąc dwa kroki w jego stronę.
Nie odwrócił się. Przyspieszył kroku, a ta kobieta spojrzała na mnie zdezorientowana.
– Michał! – powtórzyłam głośniej, już bez uśmiechu.
Wtedy się obejrzał. Na sekundę. Nasze spojrzenia się spotkały. I wtedy zrobił coś, czego nigdy nie zapomnę – udawał, że mnie nie zna. Odwrócił głowę i pchnął wózek dalej, jakbym była nikim. Jakbym mu się pomyliła z kimś innym.
Zadzwoniłam do niego tego samego wieczoru. Trzy razy. Oczywiście nie odebrał. Napisałam więc wiadomość: „Michał, serio? Udajesz, że mnie nie znasz? To tak teraz wygląda spłacanie długu? Dziesięć tysięcy za twoją wolność, a ty robisz z siebie ducha?”
Odpowiedzi nie było. Jakby jego telefon zniknął razem z sumieniem. A ja? Siedziałam na kanapie, gapiąc się w ekran, czując, jak gotuje się we mnie złość.
Nie mogłam tak tego zostawić
Wiedziałam, że nie mogę siedzieć z założonymi rękami. Skoro on udawał, że mnie nie zna, to ja przestałam udawać, że wszystko jest w porządku. Zaczęłam od wspólnej znajomej – Beaty, tej, która kiedyś z nami studiowała i jeszcze miała kontakt z Michałem.
– A słuchaj… Michał się do mnie nie odzywa. Pożyczyłam mu pieniądze, a teraz robi uniki. Myślisz, że naprawdę mógłby udawać, że nie wie, o co chodzi?
Beata zamilkła. – To on ci jeszcze nie oddał tych pieniędzy? Przecież ten rozwód był pół roku temu! A ty wiesz, że on teraz z jakąś dziewczyną mieszka? I z jej dzieckiem? Mówi, że „w końcu ma rodzinę”. Aż się gotuję, jak tego słucham, a on jeszcze opowiada, że „wszystko sam przeszedł”, że „nikt mu nie pomógł”. Jaja jak berety.
– Świetnie. Czyli nie tylko złodziej, ale jeszcze kłamczuch.
– Bogna, jak chcesz, to mogę ci dać jego nowy adres. On się przeprowadził miesiąc temu. Chyba ci się należy jakaś rozmowa, nie?
– Należy mi się coś więcej niż rozmowa. Ale tak, daj. Chętnie zajrzę tam na herbatkę.
Kiedy zapisałam sobie adres, poczułam, że wracam do gry. Może Michał myślał, że jestem miękka, że jak zawsze „mi przejdzie”. Nie wiedział, że tym razem jego grzeczna i pomocna siostra wchodzi w tryb bojowy.
Pojechałam tam w sobotę rano
Dzwonek był podpisany nazwiskiem jego nowej partnerki. Serio? Nawet nie dodał swojego? Typowy Michał – chowanie się za spódnicą. Otworzyła mi ona. Ubrana w piżamę, włosy w nieładzie, z kubkiem kawy w dłoni.
– Dzień dobry – powiedziałam słodko. – Michał jest?
Spojrzała na mnie z nieufnością: – A w jakiej sprawie?
– Rodzinnej. Jestem jego siostrą. Tylko nie tej od strony waszej nowej rodzinki, tej poprzedniej. Od krwi i pieniędzy.
Po chwili w drzwiach pojawił się on: – Bogna... co ty tu robisz?
– Zastanów się dobrze, zanim odpowiesz. Bo to pytanie można zadać tobie. Co ty tu robisz, Michałku, oprócz spłacania kredensów cudzymi pieniędzmi?
– Możemy porozmawiać... na osobności?
– Jasne – warknęłam i minęłam kobietę, wchodząc do środka. – Chociaż nie, wiesz co? Może twoja nowa ukochana powinna usłyszeć, jakim jesteś „samowystarczalnym” facetem. Dziesięć tysięcy, Michał. Tyle kosztował twój honor?
– Bogna, przestań. Nie przy niej...
– A przy mnie mogłeś udawać, że cię nie ma? – patrzyłam mu prosto w oczy. – Mam dość grania w twoją grę. Albo się rozliczamy, albo zrobię z ciebie przykład na pół miasta.
Wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć
– Bogna, nie rób scen, błagam – powiedział przez zaciśnięte zęby. – Pogadamy jutro, dobrze? Przeleję ci coś...
– Coś? – parsknęłam śmiechem. – Michał, ja nie jestem firmą, której możesz robić zaliczki. Albo oddajesz całość, albo pójdziemy do sądu. Mam potwierdzenia przelewów, mam wiadomości. Mam wszystko. A wiesz, co jeszcze mam? Determinację, której tobie chyba od dawna brakuje. Ty się chowasz za kobietami, a ja? Ja się w końcu nauczyłam, że jak nie kopniesz oszusta w tyłek, to ci wejdzie na głowę.
– Przesadzasz – mruknął.
– Przesadzam? – obróciłam się w stronę jego partnerki. – Czy pani wie, że sfinansowałam rozwód tego dżentelmena? Że to dzięki moim pieniądzom teraz może tu sobie mieszkać w spokoju?
Kobieta wyprostowała się, jakby nagle coś w niej pękło: – Michał, to prawda?
– Nie teraz, Anka...
– Michał. Pytam, czy to prawda?
Spojrzał na nią i już wiedział, że nie wykręci się z tego kłamstwa: – Tak. Pożyczyła mi... trochę.
– Dziesięć tysięcy – poprawiłam z uśmiechem.
Anka patrzyła na niego tak, jak patrzy się na coś, co się właśnie z hukiem rozpadło: – Michał, nie chcę mieć z tobą wspólnej lodówki, dopóki nie spłacisz siostry.
Ostatecznie pieniądze dostałam
Przelewem, tydzień później, nie z konta Michała, tylko Anki. Tytuł przelewu: „zaległość – sprawa zamknięta”. Nawet nie zająknął się o przeprosinach ani słowa. Ani wiadomości. Jakby fakt, że oddał, oznaczał, że ma czyste ręce. Nie mam pojęcia, co się stało z jego nową „rodziną”. Nie dopytywałam. Może się rozeszli, może dalej żyją w swoim teatrzyku, gdzie Michał gra rolę mężczyzny, który „wszystko sam”. Ja już nie gram.
Spotkałam Beatę na mieście, kilka dni później: – Słyszałam, że miałeś wizytę u Michała – rzuciła z uśmiechem – Ale numer. Anka zadzwoniła do mnie zaraz po twoim wyjściu. Powiedziała, że nie wiedziała, że Michał miał siostrę. Wyobrażasz sobie?
– On ma wiele wersji siebie. Ta z siostrą chyba była niewygodna.
– Co mu powiedziałaś?
– Prawdę. Że dług to dług. I że ja już nie jestem tą Bogną, która przymyka oczy, bo „przecież rodzina”.
Beata spojrzała na mnie z uznaniem: – Dobra jesteś. Ja bym się pewnie nie odważyła.
– Z odwagą to nie miało nic wspólnego. Po prostu przyszedł moment, kiedy zamiast tłumaczyć innych, zaczynasz chronić siebie.
Zamknęłam tę historię. Nie dla satysfakcji. Dla siebie. Bo każdy ma granicę, której przekroczyć nie wolno – nawet bratu.
Bogna, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Dla moich wnuków jestem jak żywy bankomat. Tylko przebierają nogami, kiedy w końcu zniknę i zostawię po sobie spadek”
- „Po rozwodzie czułam się przezroczysta i bezużyteczna. Dopiero nowy romans na nowo obudził we mnie kobietę”
- „Gdy poderwałem młodszą stażystkę, czułem się królem życia. Dopiero potem zrozumiałem, że zrobiła sobie ze mnie zabawkę”









