Byłam zawsze oszczędna, nie z wyboru, ale z konieczności. Emerytura skromna, ceny rosnące, a rodzina – choć liczna – coraz bardziej zapracowana i zabiegana. Kiedyś święta były gwarne, pełne śmiechu i zapachu pieczonego makowca. Teraz moje mieszkanie cichnie już kilka dni przed Wigilią. Pewnego roku nie miałam pieniędzy na prezenty, więc usiadłam z drutami i wydziergałam wnukom kolorowe szaliki. Myślałam, że się ucieszyli, ale chyba się myliłam, bo rok później nie dostałam już zaproszenia. Córka nie zadzwoniła i nawet nie zapytała, co planuję na święta.
Zostałam sama z własnymi myślami.

Zaczęłam dziergać już w październiku

Wzięłam z piwnicy stary kosz z włóczkami, które kiedyś dostałam od sąsiadki. Kolory nie były modne – zgaszony błękit, oliwkowa zieleń, bordo. Ale
ciepłe, miękkie, prawdziwa wełna. Długo zastanawiałam się, co mogłabym podarować wnukom. Z kieszeni pustki wiały, a przecież nie dam im koperty z dziesięcioma złotymi – jeszcze pomyślą, że sobie z nich drwię.

Siedziałam więc wieczorami w fotelu i robiłam na drutach. Jeden szalik, potem drugi. Dla najmłodszej zrobiłam nawet czapkę z pomponem. Kiedy przyszli z córką przed Wigilią, dałam im paczki, zapakowane w szary papier i przewiązane sznurkiem. Uśmiechali się. Mówili „dziękujemy, babciu”, ale widziałam w oczach córki to drgnięcie – jakby wstyd albo rozczarowanie. Może się spodziewała czegoś innego, może to było za mało, ale nie było mnie stać na nic więcej. 

– Sama robiłaś? – zapytała, patrząc na nierówne oczka.

– Tak, całymi wieczorami – odpowiedziałam z dumą. – Z wełny, jeszcze sprzed lat. Prawdziwa, nie jakaś tam plastikowa.

Wzruszyła ramionami, a zaraz potem szybko się zebrali. W następnym roku już nie zaprosili mnie na Wigilię – „bo będzie ciasno”, „bo jadą do teściów”, „bo wnuki mają dużo zajęć”. Zostałam więc sama z ciepłym światłem lampki i pustym stołem. Myślałam, że może w tym roku będzie inaczej, ale się pomyliłam.

Wigilia nigdy nie była smutniejsza

W tamtą Wigilię usiadłam przy stole sama, z jedną opłatkową kartką w ręku i barszczem, który nawet nie chciał pachnieć jak dawniej. Włączyłam radio, żeby zagłuszyć ciszę, ale kolędy tylko ją podkreślały. Pamiętam, że spojrzałam na telefon kilka razy – niby przypadkiem. Nikt nie dzwonił. W zeszłym roku, chociaż była wideorozmowa, gdzie wnuki pomachały i opowiedziały, co dostały. A teraz – kompletnie nic.

Wiedziałam, że są u teściów, bo córka mówiła, że tam wszystko „bardziej wystawnie”, że oni się starają, szykują potrawy z zagranicznymi nazwami. A ja? Ja miałam pierogi z kapustą, które lepiłam wieczorem przed telewizorem i zastanawiałam się, kiedy to się zmieniło. Kiedy z osoby, która organizowała święta, stałam się tą, której nie wypada nawet odwiedzić.

Przecież kiedyś to ja przygotowywałam wszystko – zupy, ryby, makowce. Córka siedziała wtedy przy stole z książką, a wnuki biegały po mieszkaniu, pachniało choinką i grzybami. Teraz mam jedną plastikową gałązkę w wazonie i paczkę pierników z przeceny.

Nie miałam do nich pretensji, a przynajmniej tak sobie wmawiałam. Mówiłam sobie: są młodzi, mają swoje życie. Ale coś we mnie jednak bolało. Nie o prezenty chodziło. Tylko o to, że chyba przestali mnie traktować jak część tych świąt. Jakby bycie starą oznaczało, że przestajesz być potrzebna.

W pierwszy dzień świąt wstałam wcześnie

To moje przyzwyczajenie z czasów, gdy trzeba było wstawić rosół, obudzić dom, przewietrzyć mieszkanie, zanim przyjdą goście. Teraz nie musiałam robić nic, ale i tak nie potrafiłam spać dłużej. Ubrałam się porządnie, jakby ktoś miał zapukać do drzwi, nawet przypudrowałam nos i czekałam. Telefon leżał obok mnie jak wyrzut sumienia. Sprawdzałam, czy działa, czy mam zasięg, ale mimo że wszystko było w porządku, nie słyszałam dzwonka połączenia.

Kiedyś córka potrafiła dzwonić dwa razy dziennie. Teraz cisza. Myślałam, że może zapomniała. Może coś się stało. Ale nie – widziałam zdjęcia na portalu społecznościowym. Rodzinne selfie przy choince, podpisane „najpiękniejsze święta ever”. Nawet nie wiedziałam, że córka zaczęła używać takich słów. Zaparzyłam sobie herbatę z goździkami i cynamonem. Pachniała ładnie, prawie jak dawniej.

Po południu wzięłam do ręki jeden z tych szalików, które im zrobiłam. Oliwkowy, z małym błędem w splocie. Może to ten błąd ich zawstydził? Może dlatego nie chcieli, żebym była? Czasem dzieci wstydzą się swoich rodziców – zwłaszcza jeśli są biedni, niemodni, zbyt zwyczajni. Wieczorem poszłam wcześniej spać. Nie było sensu siedzieć dłużej. Czekanie też kiedyś się kończy.

W końcu sama zadzwoniłam

Kilka dni po świętach zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do córki. Odebrała po trzecim sygnale. Brzmiała zmęczona, jakby nie spała od tygodnia, choć dobrze wiedziałam, że to tylko ton głosu, którym daje mi do zrozumienia, że przeszkadzam.

– Cześć, dziecko. Chciałam tylko zapytać, jak minęły święta. I… dlaczego nie zadzwoniliście?

– Byliśmy zajęci. U teściów było dużo ludzi, hałas, zamieszanie. Wiesz, jak to jest.

– Wiem. – Zamilkłam na chwilę. – Ale bardzo tęskniłam.

– Mamo, nie bądź taka dramatyczna. To tylko jeden dzień. Przecież widzieliśmy się przed Wigilią.

– Ale to nie to samo... A jak dzieci, noszą te szaliki? – zapytałam, łamiąc ciszę.

– Czasem, ale wiesz, one wolą te z postaciami z bajek.

Zrobiło mi się głupio. Czułam się, jakbym nie pasowała już do tego świata.

– No dobrze. Nie chcę przeszkadzać. Cieszę się, że wszystko u was dobrze.

– No. Trzymaj się, mamo.

Rozłączyła się. A ja zostałam z głową pełną niedopowiedzianych słów.

W styczniu poszłam do biblioteki

Zawsze mnie to uspokajało – zapach papieru, cisza, obecność innych ludzi, nawet jeśli się nie rozmawia. Pani Ela z obsługi zapytała, jak minęły
święta. Skłamałam i powiedziałam, że dobrze. Że było spokojnie. Nie chciałam się przyznawać, że byłam sama, a potem wysłuchiwać słów współczucia.

Wybrałam książkę o ogrodnictwie, choć wiedziałam, że nie będę niczego sadzić. Po prostu lubię patrzeć na zdjęcia kwiatów, planować w głowie ogród, którego nigdy nie założę. Usiadłam przy stoliku i wyciągnęłam kawałek włóczki, który został mi po robieniu szalików. Przesuwałam go między palcami, jakby był talizmanem. Zauważyła mnie starsza kobieta, siedząca naprzeciwko. Miała siwe włosy spięte w kok i okulary na pół nosa.

– Robisz coś z tego? – zapytała z uśmiechem.

– Czasem. Robiłam szaliki dla wnuków. Ale… chyba nie były wystarczająco ładne.

– Najładniejsze są te, które mają serce w środku – powiedziała, patrząc mi w oczy. – Moja wnuczka do dziś śpi z kocykiem, który jej uszyłam, choć już jest prawie dorosła.

Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Ale jej słowa ogrzały mnie bardziej niż herbata z cynamonem. Wróciłam do domu z książką i nową myślą: może nie wszystko trzeba rozumieć. Może nie każda miłość wraca w tej formie, w jakiej ją dajemy. Ale to nie znaczy, że poszła na marne. Usiadłam przy drutach i zaczęłam robić nowy szalik, ale nie dla wnuków - dla siebie.

Minął kolejny rok

Tym razem nikt nie zapytał, czy przyjdę na Wigilię, ale nie złościłam się już, nie płakałam. Może się przyzwyczaiłam, a może po prostu zrozumiałam, że nie wszystko zależy ode mnie. Wnuki rosną, córka goni za swoim życiem. A ja zaczęłam uczyć się być dobra dla siebie. Szaliki, które wydziergałam zanieśliśmy z sąsiadką do domu samotnej matki. Tam dzieci nie miały żadnych bajkowych czapek. Jedna z dziewczynek przytuliła się do mnie, kiedy wręczyłam jej granatowy szalik z delikatnym wzorem.

– Jest najpiękniejszy na świecie – powiedziała. – Naprawdę pani sama zrobiła?

– Tak – odpowiedziałam. – Dla kogoś wyjątkowego.

I wtedy poczułam, że może właśnie o to chodziło. Nie o to, kto mnie zaprasza do stołu, ale komu ja mogę dać miejsce przy swoim sercu. Wróciłam do domu z lekkim sercem. Usiadłam przy stole, zjadłam barszcz z uszkami i zapaliłam świeczkę przy oknie. Nie dla kogoś konkretnego – po prostu, żeby dom nie był pusty. W radiu znowu leciały kolędy, ale tym razem nie dźwięczały samotnością, tylko brzmiały jak wspomnienie. Jak coś, co było i co zostaje w nas, nawet jeśli wszystko inne się zmienia.

Halina, 71 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: