Są rzeczy, które się pamięta, choć wolałoby się zapomnieć. U mnie to był tamten dzień, kiedy ojciec przy śniadaniu rzucił niby od niechcenia, że „pomógł trochę twojemu bratu, bo auto mu padło”. Trochę. Tyle co cały mój roczny zarobek. Ale najgorsze było nie to, że Michał dostał pieniądze. Najgorsze było to, że ja się o tym dowiedziałem przypadkiem. Bez rozmowy, bez wyjaśnień, bez pytania, czy może ja też nie potrzebuję wsparcia. Ot tak – „pomogłem”.

Od tamtego momentu coś mi pękło. Zacząłem unikać rodzinnych spotkań, coraz rzadziej odpisywać na wiadomości. Zbywałem ich krótkimi odpowiedziami. Obojętność może wyglądać jak siła, ale u mnie to była głęboko zakorzeniona uraza, zżerająca mnie od środka. Może gdybym umiał wtedy spokojnie porozmawiać, powiedzieć co czuję, byłoby inaczej. Ale milczałem. Aż do dnia imienin babci. Wszyscy tam byli. Brat z nowym samochodem i jeszcze nowszą narzeczoną, ojciec dumny z siebie, jakby to on sam wygrał w totka. Matka, jak zawsze próbująca łagodzić atmosferę. A ja… ja po prostu w końcu nie wytrzymałem.

Zapanowała niezręczna cisza

Imieniny babci odbywały się co roku w tym samym miejscu – w dużym salonie z kanapą w stylu PRL-u i wysłużonym kredensem. Babcia była jak zawsze gościnna. Przygotowała specjalnie dla nas jej popisowy barszcz i serniki na deser. Tego dnia wszyscy przyszli w najlepszych humorach. Wszyscy, poza mną.

– Łukasz, no weź, uśmiechnij się trochę – rzuciła ciotka Iwona – Przecież świętujemy.

– Mhm – mruknąłem, podnosząc szklankę z kompotem.

Michał właśnie opowiadał, jak cudownie się prowadzi jego nowe auto, że ma kamerę cofania, podgrzewane siedzenia.

– Nie żebym narzekał, ale serio, to jakby się przesiąść z roweru do statku kosmicznego – mówił z dumą.

– Gdyby nie pomoc ojca, to nada byś jeździł na tym rowerze – wyrwało mi się pod nosem. 

Ojciec spojrzał na mnie spod okularów, jakby nie był pewien, czy dobrze usłyszał. Michał parsknął.

– Łukasz, serio? O to ci chodzi? Że ojciec mi dał kasę?

– Nie o kasę, tylko o podejście. Ale dobra, jedzmy dalej, barszcz stygnie – rzuciłem, odwracając się do talerza.

Zapanowała niezręczna cisza.

Ja zawsze byłem „zaradny”

Atmosfera przy stole zrobiła się gęsta. Babcia próbowała ratować sytuację, podając drugie danie.

– Kto chce jeszcze schabowego? Michał, ty zawsze lubiłeś, prawda?

– Dziękuję, babciu, ale już nie wcisnę – Michał grzecznie się uśmiechnął, ale wzrokiem nie odrywał się ode mnie.

Ojciec westchnął i odłożył widelec.

– Łukasz, może porozmawiamy później, co? Nie róbmy scen przy stole.

– A czemu nie teraz? Przez całe życie się wszystko tuszuje, udaje, że jest dobrze. To może czas przestać.

– O co ci właściwie chodzi? – zapytał spokojnie, choć głos zaczynał mu drżeć.

– O to, że Michał zawsze miał z górki. Szkoła, studia, a teraz jeszcze nowy samochód, który opłaciłeś. Ja też miałem awarię auta. Pamiętasz? Powiedziałeś, że „każdy musi sobie radzić”.

– To nieprawda – zaprotestowała mama, wyraźnie spięta. – Pomagamy wam obu, jak możemy.

– Serio, mamo? Bo jakoś sobie nie przypominam przelewu od was od kilku lat. Ani propozycji. Ani pytania, czy u mnie wszystko w porządku.

– Łukasz, ja nie chciałem... – próbował wtrącić ojciec.

– No właśnie. Nigdy nic nie chcesz. Po prostu robisz swoje. I udajesz, że jesteśmy równi, chociaż od zawsze faworyzujesz Michała. Kto miał darmowe korepetycje, telefon na komunię i nowego laptopa, bo „potrzebował do szkoły”? Ja nie miałem nic z tego, ale to ja zawsze byłem „zaradny”.

Cisza. Babcia westchnęła ciężko.

– Zimne ziemniaki... Wszystko stygnie przez te wasze żale.

Nie ma co się licytować

– Ja naprawdę nie wiedziałem, że to dla ciebie aż tak ważne – powiedział ojciec, marszcząc brwi. – Przecież jesteś dorosły, masz pracę, nie prosiłeś o pomoc.

– Bo co miałem powiedzieć? „Tato, Michał dostał, to ja też chcę”? Nie mam pięciu lat.

– Ale jak miałem się domyślić? – odparł. – Myślałem, że sobie radzisz.

– Jasne. A Michał nie? Bo jakoś jemu zaproponowałeś sam z siebie.

– Spokojnie – próbowała wtrącić się mama. – Jesteśmy jedną rodziną, nie ma co się licytować.

– Właśnie, mamo. Rodziną, w której trzeba sobie wydeptać uwagę.

Michał wzruszył ramionami.

– No nie przesadzaj. Zawsze miałeś swój świat, nie szukałeś kontaktu. 

Spojrzałem na wszystkich – matkę, ojca, brata, babcię z poszarzałą twarzą. Poczułem, jak ściska mnie w gardle. Bo ja nie chciałem awantury. Ja po prostu... chciałem być zauważony.

Nikt nie chciał cię zranić

– Łukasz, przecież to nie tak, że my cię nie kochamy – powiedziała cicho mama.

– Naprawdę? Bo wygląda to trochę inaczej – odparłem gorzko. – Chociaż nie, przepraszam. Zapomniałem, że w tej rodzinie nie rozmawia się o emocjach. Tylko się milczy albo udaje, że jest dobrze.

Ojciec położył widelec, jakby miał zamiar powiedzieć coś mądrego, ale zamiast tego tylko spojrzał w okno.

– Nikt nie chciał cię zranić – rzucił w końcu.

A jednak się udało – powiedziałem.

Babcia pokiwała głową z rezygnacją.

– Ja myślałam, że wy wszyscy macie już swoje życia, problemy, że dorośliście. Nie sądziłam, że trzeba was pilnować, jak dzieci w piaskownicy...

– Bo my nigdy tak naprawdę nie pogadaliśmy – odezwałem się. – Wszystko się odbywało za moimi plecami. Tyle lat... I nic. Żadnego „Łukasz, jak się czujesz?”,  „Potrzebujesz czegoś?”. Nic. Po prostu... milczenie. A potem zdziwienie, że się odsunąłem.

– Aha, czyli teraz to wszystko przez nas, tak? – Michał zadrwił. – Bo się „obraziłeś”?

– Nie obraziłem się. Przestałem się łudzić – odparłem spokojnie. – I wiesz co? Było mi nawet łatwiej. Bo nie musiałem patrzeć, jak jestem traktowany jak opcja B.

Zapanowało milczenie. Tylko babcia przesuwała palcem po kantach stołu.

– To może teraz, skoro już wszystko z siebie wyrzuciłeś, zrobimy herbatę? – zaproponowała cicho. – Tylko bez tych pretensji... 

Chciałem tylko, żebyście wiedzieli

Babcia wstała i poszła do kuchni. Za nią ruszyła mama, rzucając mi szybkie, niepewne spojrzenie. Zostaliśmy we trzech. Michał nerwowo obracał w palcach widelec, ojciec patrzył w pusty talerz, jakby szukał w nim odpowiedzi na pytania, których nie zadał przez całe życie.

– Łukasz... – zaczął ojciec.

– Nie. Pozwól mi dokończyć.

Skinął głową. Michał tylko westchnął, opierając się o oparcie krzesła.

– Zawsze czułem się jak gość w tej rodzinie. 

– To niesprawiedliwe – powiedział ojciec. – Nie chcieliśmy...

– Wiem – przerwałem mu. – Ale tak to wyglądało. I tak się czułem. I już nie chcę dłużej udawać, że mnie to nie rusza. Bo rusza. Wciąż.

Michał podrapał się po karku.

– Może faktycznie miałem łatwiej. Ale nie wiedziałem, że to tak wygląda z twojej perspektywy. Serio.

– Nie oczekuję przeprosin – powiedziałem. – Ani wyrównania rachunków. Chciałem tylko, żebyście wiedzieli. Że nie wszystko było takie równe, jak się wam wydawało.

Ojciec spuścił głowę. Po chwili podniósł wzrok i powiedział:

– Może nie jest za późno, żeby to naprawić.

Spojrzałem na niego, a potem na Michała. Po raz pierwszy od dawna poczułem, że jestem... słuchany.

Rodziny się nie wybiera

Nikt nie żartował, nikt nie zmieniał tematu. Po raz pierwszy od lat czułem, że rozmowa coś zostawiła. Może nie rozwiązanie, ale ślad. A czasem to wystarcza.

Zostań jeszcze chwilę, Łukasz – powiedziała mama, kładąc mi dłoń na ramieniu. – Porozmawiamy spokojnie, jak wszyscy już pójdą.

– Nie wiem, czy coś mi to da – odpowiedziałem, szczerze. – Ale mogę zostać. Choćby dla babci.

– Dla babci warto – rzuciła cicho mama. – Ona się cieszy, jak wszyscy są przy stole. Nawet jak się kłócą.

Z kuchni dobiegł nas jej głos:

– Pamiętajcie, że rodziny się nie wybiera, ale można się nauczyć w niej żyć. Chociaż czasem potrzeba do tego kilku imienin i jednego zimnego schabowego.

Zaśmialiśmy się – nie głośno, ale szczerze. Michał wstał, nalał mi herbaty do pełna.

– Nie wiem, czy umiem być bratem, ale... możemy spróbować od początku?

– Skinąłem głową.

Ojciec spojrzał na nas:

– Gdybym mógł coś cofnąć, zrobiłbym to. Ale nie mogę. Mogę tylko być lepszym od teraz.

Nie odpowiedziałem. Zostawiłem mu tę ciszę jako miejsce na działanie. Bo słowa już były. Teraz trzeba czegoś więcej. A jeśli nic się nie zmieni?
Trudno. Ja swoje powiedziałem. I tym razem nie zamierzam już milczeć.

Łukasz, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: