Nigdy nie byłam córką idealną. Nie dzwoniłam codziennie. Czasem zapominałam o ważnych świętach, ale starałam się, jak mogłam. W niedziele przyjeżdżałam z zakupami, podcinałam hortensje, słuchałam, jak sąsiad znowu źle zaparkował. Po śmierci matki miałam wrażenie, że mój świat przestał istnieć. Kiedy powoli zaczęłam wracać do siebie, spadła na mnie kolejna wiadomość. Okazało się, że swój dom pod Warszawą przepisała naszej sąsiadce - Irenie. Gdy się o tym dowiedziałam, nie mogłam w to uwierzyć. Może nigdy nie byłam idealna, ale przecież byłam jej córką.
Zobaczymy, pani Ireno
Z testamentu wynikało jasno, że cały dom, działka, garaż i to nieszczęsne pianino z salonu trafiają do sąsiadki z naprzeciwka. Kobiety, która w każde imieniny przynosiła mamie storczyka, a mi z kolei nieraz zdarzało się zapomnieć o życzeniach. Po powrocie do domu zadzwoniłam do Ireny. Nie odebrała. Po godzinie sama przyszła. Stała w moim – jeszcze moim – przedpokoju, jakby nic się nie stało.
– Natalia... – zaczęła, spuszczając wzrok.
– Chcę tylko wiedzieć: jak pani to zrobiła?
– Twoja mama sama tak postanowiła. Ja tylko... się opiekowałam. Pomagałam jej.
– A ja niby co, nic nie robiłam?
– Czasem jej było smutno, że tak rzadko się widujecie... – odpowiedziała cicho.
Parsknęłam. Smutno? A mnie teraz jest jak?
I wtedy po raz pierwszy pomyślałam: „Zobaczymy, pani Ireno. Zobaczymy.”
A ja przecież byłam jej córką
– Pani wie, że nie odpuszczę, prawda? – spojrzałam jej prosto w oczy.
Irena westchnęła, rozglądając się po kuchni, jakby szukała potwierdzenia swojej niewinności wśród kubków i solniczek.
– Natalia, ja nie chcę się z tobą kłócić...To nie był żaden spisek. Twoja mama po prostu... czuła się przy mnie bezpieczna. Byłam blisko. Na wyciągnięcie ręki.
– A ja przecież byłam jej córką. To chyba też powinno coś znaczyć.
– Wiem. Ale mówiła, że nigdy nie masz dla mniej czasu. Że wiecznie chowasz się w pracy.
Zamknęłam oczy na moment. To były słowa mojej matki. Czasem mówiła, że „miłość to nie tylko kartki na święta”. Ale czy naprawdę myślała, że zostawię ją na rzecz tabelek i raportów?
– Nie miała prawa – powiedziałam już ciszej. – Odbiera mi Pani nie tylko dom, ale i związane z nim wspomnienia.
– Ten dom był dla twojej matki ciężarem – odparła Irena. – Nie chciała, żebyś się musiała nim zająć, skoro i tak...
– Skoro i tak co? – przerwałam znowu. – Nie nadawałam się?
Spojrzała na mnie długo.
– Skoro i tak wszystko między wami było... zbyt trudne.
Wyszłam z kuchni, nie żegnając się i trzaskając drzwiami. Następnego dnia dzwoniłam po prawnikach. Testament był ważny.
– To niesprawiedliwe – powtarzałam sobie. – To tak, jakby wymazała mnie z życia.
Mówiła, że masz swoje życie
Wróciłam do domu matki dwa dni później. Mój klucz jeszcze działał, chociaż coś mi mówiło, że to tylko kwestia czasu. W salonie pachniało lawendą Na stole stały różne zdjęcia. Wzięłam jedno ze sobą. Irena weszła do pokoju bez pukania.
– Chcesz je zabrać? – zapytała.
– Jak wiesz, tylko to mi zostało po matce – odpowiedziałam.
Zatrzymała się. I pierwszy raz nie miała nic do powiedzenia. Nie wiedziałam, po co tam przyszłam. Przecież wiedziałam, że nic nie wskóram. Ale skoro nie mogłam odzyskać domu, chciałam przynajmniej zrozumieć, co takiego zrobiłam, że mama wybrała kogoś innego.
– Muszę zadać jedno pytanie – powiedziałam, siadając w kuchni, gdzie nadal stały te same porcelanowe filiżanki. – Czy mama mówiła, że mnie nie kocha?
– Nie! – zareagowała gwałtownie. – Nigdy czegoś takiego nie powiedziała.
– Ale też nie powiedziała, że kocha. Prawda?
– Natalia... ona... ona po prostu miała w sobie dużo żalu. I bała się, że nie potraficie już do siebie wrócić.
– To nie powód, by wyrzucać córkę z domu.
– Ona chciała cię chronić. Naprawdę. Mówiła, że masz swoje życie, że dobrze ci idzie, że nie potrzebujesz się tym domem zajmować.
Irena spuściła głowę. – To nie ja o tym decydowałam.
– Ale pani dostała w tym teatrze główną rolę. A ja nawet nie byłam na liście statystów.
To już nie jest mój dom
Zamknęłam drzwi za sobą i po raz pierwszy poczułam, że to już nie jest mój dom. Zadzwoniłam do ciotki – siostry mamy. Jedynej osoby, która mogła powiedzieć coś więcej.
– Powiedz mi prawdę – zaczęłam bez zbędnych ceregieli. – Wiedziałaś o testamencie?
Po drugiej stronie zapanowała cisza.
– Wiesz, że nie mogę... – zaczęła.
– Nie mów, że nie możesz, tylko że nie chciałaś – warknęłam. – Mama powiedziała ci?
– Tak – przyznała w końcu. – Ale zakazała mi mówić komukolwiek. Mówiła, że Irena ją rozumie bez słów, odwiedza, pomaga. A dla ciebie zawsze coś było ważniejsze od niej.
Zamilkłam. Bo w głowie nie mogłam znaleźć odpowiedzi, która nie byłaby albo zbyt gorzka, albo zbyt prawdziwa.
Nie chcę pamiątek
Minęło kilka miesięcy. Któregoś dnia byłam akurat w okolicy. Zaparkowałam w pobliżu dawnego domu. Popatrzyłam na jego okna, na hortensje, które Irena przycięła zbyt krótko, i na śnieżnobiałe firanki.
– Witaj Natalio – usłyszałam głos za plecami. Co to cię sprowadza, chcesz wejść?
– Nie.
Stałyśmy tak chwilę, milcząc. Tylko wiatr szeleścił w liściach orzecha, który mama kiedyś chciała wyciąć, ale ostatecznie mu darowała.
– Zostawiłam twój rysunek z przedszkola w szufladzie biurka. I pamiętnik. Nic nie wyrzuciłam.
– Nie chcę pamiątek – powiedziałam.
Patrzyłam jeszcze chwilę na dom. Potem odwróciłam się i poszłam, nie oglądając się za siebie.
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Natalia, 48 lat
Czytaj także:
- „Siostra przepuszczała kasę ojca, a to ja się nim opiekowałam. Sprawiedliwość wyszła jednak podczas czytania testamentu”
- „Ciotka mogła liczyć tylko na mnie w ostatnich chwilach. Myślałam, że odwdzięczy się w spadku, ale grubo się myliłam”
- „Byłam pewna, że w spadku po matce otrzymam mieszkanie. Nie wiedziałam, że nasz sąsiad od dawna miał na nie chrapkę”








