Już nie pamiętam dokładnie, kiedy zacząłem czuć się jak bankomat, ale to uczucie zakorzeniło się we mnie głęboko. Pracuję jako kierownik zmiany w dużej firmie logistycznej i nie zarabiam kokosów, ale też nie bieduję. Problem polega jednak na tym, że oboje z żoną zarabiamy, a i tak pod koniec miesiąca często nie mamy z czego zapłacić rachunków. Wszystko dlatego, że Natalia potrafi rozpuścić każdą kwotę na swoje zachcianki.
Wychowałem się w biedzie
Pamiętam, jak mama liczyła każdy grosz i jak czasem jedliśmy chleb z cukrem, bo nie było nas stać na nic innego. I właśnie dlatego pieniądze są dla mnie jak gwarant bezpieczeństwa. Moja żona tego jednak nie rozumie. Dla niej pieniądze są po to, żeby je wydawać, a życie ma być kolorowe, ekscytujące i intensywne.
Na początku nawet mnie to fascynowało. To właśnie ta jej energia, lekkość i spontaniczność mnie do niej ciągnęły. Poznaliśmy się na imprezie u znajomych i zagadała pierwsza. Śmiała się z moich nieśmiałych żartów, a zaraz potem zaprosiła mnie na kawę. Była jak sztorm, który wciągnął mnie w sam środek, a sześć lat później wciąż w nim tkwię, tylko że zamiast motyli w brzuchu, czuję kamień.
Codzienność z Natalią przypomina trochę jazdę bez hamulców. Dzisiaj nowa torebka, jutro spontaniczny wypad do Krakowa z koleżankami, pojutrze zakupy na raty, bo „była promocja i szkoda było nie wziąć”. Kiedy próbuję coś powiedzieć, zbywa mnie tym, że życie jest jedno i trzeba z niego korzystać, ale chyba nie o takim życiu marzyłem. Coraz częściej się boję, że któregoś dnia to wszystko runie – rachunki, długi, kredyt, a za tym wszystkim... my.
Rozmowy nic nie dawały
– Natalia, musimy pogadać – zacząłem spokojnie, ale już czułem, że coś wisi w powietrzu. Ona siedziała na kanapie, przeglądała jakieś szminki na telefonie, noga założona na nogę, paznokieć wędrujący po ekranie.
– Tylko nie mów mi, że znowu o kasie – westchnęła i rzuciła telefon na stolik. – Bo nie mam siły, serio.
– Musimy się ogarnąć. Wydajemy więcej, niż zarabiamy. Wczoraj z konta zeszło trzy i pół tysiąca, z czego ponad tysiąc na twoje zakupy w galerii.
– Tomasz, ja pracuję. To nie są twoje pieniądze! – podniosła głos.
– Ale rachunki płacimy z mojego konta, a twój salon kosmetyczny ledwo się bilansuje. Co miesiąc dopinamy budżet na styk albo i nie, więc musimy ustalić limit wydatków. Najlepiej byłoby spisać plan, jakieś budżet domowy.
– Budżet domowy?! – parsknęła. – I co jeszcze, mam ci przesyłać rozliczenia za każdą kawę na mieście? Może założymy zeszyt i będziesz sprawdzał, czy kupiłam podpaski w promocji? Nie będziesz mnie kontrolował, nie jestem twoją córką. Jak ci nie pasuje, to może po prostu podzielmy wszystko na pół. Rachunki, zakupy, życie. Będzie ci lżej.
Stałem w milczeniu i czułem się, jakby ktoś przywalił mi w brzuch. Nie chciałem jej ograniczać. Chciałem, żebyśmy mieli spokój. Ale jak mam go mieć, skoro ona za spokój uważa weekend w spa i nową kurtkę za siedem stów?
Zapytałem przyjaciela o radę
– Serio, Adam, ja już nie wiem, co robić – mówiłem, popijając gorzką kawę w pracowniczej kuchni. – Jak tylko zaczynam temat pieniędzy, to od razu mam wojnę. Jakbym jej kazał zamieszkać w kartonie po lodówce.
Adam oparł się o szafkę z kubkami, pokiwał głową: – A może ona nie o kasę się wścieka, tylko o coś głębiej?
– Co niby? Przecież nie zabraniam jej pracować, kupować. Ja tylko chcę wiedzieć, na czym stoimy. Nie chcę w wieku czterdziestu lat błagać banku o odroczenie raty.
– A jej ojciec… Jaki był? – zapytał nagle Adam.
Zmarszczyłem brwi – Twardy. Podobno rządził w domu jak generał. Natalia czasem wspominała, że robił awantury o wszystko. Że matka siedziała cicho jak mysz pod miotłą.
– No to masz odpowiedź. Jak słyszy „kontrola”, to ma w głowie jego krzyki, a nie twoje racjonalne „musimy zaplanować budżet”.
Zamilkłem. Przeszło mi przez głowę, jak wiele razy Natalia mówiła: „Nie chcę, żebyś był jak mój ojciec”. A ja się śmiałem. Myślałem, że to tylko gadanie.
– Może warto pogadać z jej mamą – rzucił Adam. – Zobaczyć, co tam siedzi głębiej. Bo inaczej to się będziecie tylko przekrzykiwać.
Kolejne dni wyglądały podobnie
– Co to jest, Natalia? – zapytałem, patrząc na powiadomienie z banku. – Znowu zakupy na raty? Za tysiąc czterysta?
– To kosmetyki – odpowiedziała beztrosko, nawet nie odrywając wzroku od telewizora. – Zestaw pielęgnacyjny. Promocja była, dwa za jeden.
– Dwa za jeden? My nie mamy na jeden! – podniosłem głos. – Ledwo spłaciliśmy ostatnie raty, a ty już pakujesz się w kolejne. Ile razy mamy to przerabiać?
– Znowu zaczynasz?! – wrzasnęła. – Boże, Tomasz, ja nie mogę z tobą żyć! Ty tylko liczysz, przeliczasz, notujesz! Ja się czuję jak w Excelu, nie w domu!
– Chcesz żyć w bańce czy w rzeczywistości?! – warknąłem. – W rzeczywistości są opłaty, kredyt, raty, a nie „bo mi się należy”. Mamy wspólne konto, Natalia. To nie jest twoja kasa, to nasza kasa. A ty robisz zakupy, jakbyś była singielką z Dubaju!
Nagle ucichła. Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, a potem rzuciła: – Jesteś jak mój ojciec. Dokładnie jak on. Zawsze wiedział lepiej. Wścibiał się, pouczał, kontrolował, aż mama przestała oddychać we własnym domu. A teraz ty… ty robisz to samo!
Patrzyłem na nią, nie wiedząc, co powiedzieć: – Nie jestem twoim ojcem. Nie krzyczę, nie wyzywam cię i nie zabieram ci karty. Proszę tylko o wspólne decyzje i o odpowiedzialność, ale może to rzeczywiście za dużo?
Wyszła do sypialni, trzaskając drzwiami. A ja zostałem w kuchni, jak idiota, z telefonem w ręce i drżącymi dłońmi.
Postanowiłem porozmawiać z jej matką
– Dziękuję, że się pani ze mną spotkała – powiedziałem, siadając naprzeciw Renaty w małej kawiarni na osiedlu. Miała w rękach filiżankę cappuccino, ale ledwo ją tknęła. Spoglądała na mnie uważnie, jakby próbowała wyczytać, czego chcę.
– Co się dzieje z Natalią? – zapytała w końcu. – Pokłóciliście się?
– Trochę więcej niż pokłóciliśmy – westchnąłem. – Chciałem porozmawiać o budżecie. A ona… ona powiedziała, że jestem jak jej ojciec.
Renata zacisnęła usta i przez chwilę milczała: – Bałam się, że to wróci – powiedziała cicho. – Natalia do dziś niesie w sobie ten lęk. Jej ojciec potrafił rozbić talerz, bo źle wydałam pięćdziesiąt złotych. Nigdy nas nie bił, ale... czasem myślę, że wolałabym, żeby raz uderzył, niż codziennie podcinał skrzydła.
– Ale ja przecież… ja niczego takiego nie robię – broniłem się. – Ja po prostu próbuję ją zatrzymać, zanim się zadłużymy po uszy. Próbuję wspólnie zarządzać pieniędzmi. Nie kontrolować.
– Wiem – przerwała mi łagodnie. – Ale dla niej samo słowo „budżet” to jak przypomnienie tamtych czasów. Ona słyszy „kontrola”, a widzi tamtego faceta, jak przegląda paragon ze sklepu i pyta, po co kupiłaś oliwki. Spróbuj być kimś, kto zrozumie, ale się nie zatraci. Bo ty też masz swoje granice, a ona musi to w końcu zobaczyć.
Zostałem w tej kawiarni jeszcze chwilę po tym, jak wyszła. W głowie dudniły mi jej słowa. Bo ja naprawdę nie chciałem być dla Natalii kolejnym ciężarem, ale coraz częściej czułem, że to ja jestem tym, kto dźwiga wszystko.
Natalia siedziała przy stole w kuchni
– Możemy spróbować jeszcze raz? – zapytałem cicho, siadając naprzeciw niej – Nie chcę cię kontrolować – zacząłem. – Naprawdę. Po prostu się boję. Dorastałem w biedzie. Wiem, jak to jest, gdy matka płacze przy kasie, bo brakuje jej do rachunku. Nie chcę przez to przechodzić drugi raz. I nie chcę, żebyśmy my… żebyśmy kiedyś musieli sprzedawać telewizor, żeby zapłacić za prąd.
– Ja też się boję – powiedziała nagle. – Boję się, że kiedy mówisz: „ogranicz wydatki”, tak naprawdę mówisz: „nie bądź sobą”. Boję się, że jak stanę się rozsądna, to przestanę być tą szaloną Natalią, w której się zakochałeś. Że ci się znudzę.
– A ja się boję, że jak nie zaczniemy działać razem, to nie będzie już czego ratować – powiedziałem szczerze. – Że w którymś momencie pęknę i przestanę próbować.
Zacisnęła dłonie na kubku: – Mój ojciec kontrolował mamę tak bardzo, że ona w końcu przestała mówić. Przestała decydować o czymkolwiek. Tylko wykonywała polecenia. Ja nie chcę tak żyć.
– I nie będziesz – powiedziałem. – Ale musisz mi też dać prawo do mówienia „mam dość”, kiedy jest za dużo. Bo ja nie jestem despotą. Ale też nie jestem automatem do wypłat.
Wtedy pierwszy raz od dawna poczułem, że jest dla nas jakaś szansa. Tylko pytanie, czy mam jeszcze siłę, by o nią walczyć.
Tomasz, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
- „Żona zarządziła, że od dziś jemy bezmięsnie, bezglutenowo i bez smaku. Nie będę jadł trocin, więc wymyśliłem plan”
- „Matka robiła wszystko, by odechciało mi się żeniaczki. Przez jej gierki do końca życia będę starym kawalerem”
- „Siostra przepuszczała kasę ojca, a to ja się nim opiekowałam. Sprawiedliwość wyszła jednak podczas czytania testamentu”








