Odkąd poszedłem na studia do Warszawy, życie podzieliło mi się na dwie rzeczywistości. Tam – ludzie, którzy myślą o przyszłości, planują karierę, wyjazdy, a czasem mają na koncie więcej niż ja przez cały rok. Tu – moje rodzinne miasto i wiecznie niedokończony dom, w którym drzwi do łazienki wciąż nie mają klamki. I mój ojciec Waldemar. Człowiek, który potrafi przegrać życie z uśmiechem na twarzy.

Staram się jak mogę

Mam 23 lata, studiuję dziennie i pracuję na pół etatu w małym bistro. Rano kawa, wykłady, potem serwowanie lunchów i wieczorem powrót do mieszkania, które dzielę z dwoma informatykami i jednym psem. Nie jest łatwo. Odkładam każdy grosz, bo marzy mi się własny laptop i choćby tydzień w Hiszpanii. Tylko że wtedy zadzwonił tata.

– Kuba, mógłbyś mi pomóc? – zaczął niepewnie. – Auto mi padło, skrzynia biegów... mechanik mówi, że jak nie zrobię tego teraz, to już po wszystkim.

Nie zapytał nawet, czy mam pieniądze. Nie powiedział też, kiedy odda. Po prostu rzucił to swoim tonem człowieka, który przywykł, że świat jakoś się ułoży, a ja głupi od razu przelałem mu 5 tysięcy, czyli wszystkie swoje oszczędności.

– Dzięki, synek. Jesteś wielki – odpowiedział radośnie i szybko się rozłączył.

Minęły trzy tygodnie, a samochód jak stał pod domem na cegłach, tak stoi. Za to do sieci ojciec wrzucił zdjęcie nowego telefonu z dopiskiem: „Wreszcie coś porządnego”. Najnowszy model za grube tysiące. Zadzwoniłem. Nie odebrał. Wysłałem SMS-a. „Co z autem i kasą?” – nic. A potem znowu zdjęcie –tylko tym razem z grillem, podpisane: „Król życia”.

W środku mnie zagotowało. Widziałem to tyle razy, ale tym razem chodziło o moje pieniądze. O zaufanie. O to, że znowu dałem się wciągnąć w jego świat, gdzie słowa nic nie znaczą, a odpowiedzialność to pusty dźwięk. I wtedy zdecydowałem – jadę do domu. I porozmawiamy. Jak facet z facetem.

Wszedłem do domu bez pukania

Mama gdzieś zniknęła, ojciec siedział na kanapie w salonie, w ręku pilot i ta jego mina – jakby nic się nie stało.

– Tato, możemy pogadać? – zapytałem, choć bardziej to brzmiało jak rozkaz – Chcę wiedzieć, co z autem. I z moją kasą.

Na moment zamarł: – Aaa, to… No, wiesz, mechanik się wycofał, części drogie… Ale coś ogarnę. Spokojnie.

– Spokojnie? – powtórzyłem powoli. – Daję ci pięć tysięcy, bo twierdzisz, że to pilne. Auto dalej nie jeździ. Ale telefon masz nowy.

Wzruszył ramionami: – No i co? Muszę mieć czym pracować, nie, a ten stary już się wieszał. Już się tak nie gorączkuj – burknął. – Oddam ci. Kiedyś. Jak będę miał.

– „Kiedyś”? – parsknąłem. – Jesteś dorosły, a zachowujesz się jak dzieciak z nową zabawką. Mam dość pomagania ci, żebyś mnie później traktował jak bankomat!

Wtedy wstał i podniósł głos: – Uważaj, jak mówisz do ojca.

– Wiesz co? – powiedziałem i sięgnąłem po kurtkę. – Śpij sobie z tym telefonem. Dla mnie to był ostatni raz.

Trzasnąłem drzwiami i po raz pierwszy poczułem, że naprawdę się od niego oddzielam.

Postanowiłem porozmawiać z mamą

Usiadłem w kuchni przy herbacie, patrząc, jak mama mieszając łyżką w kubku, udaje, że nie słyszy mojego ciężkiego oddechu.

– Mamo… – zacząłem ostrożnie. – Dlaczego tata jest taki? Czy zawsze był taki? Nie oddał mi pieniędzy, auto nadal stoi, a on kupił sobie nowy telefon. Dlaczego?

Mama westchnęła i spojrzała w okno: – Twój ojciec… on ma swój świat, synku, ale przecież ci odda – odpowiedziała wymijająco, a w jej głosie pobrzmiewała zmęczona nadzieja.

– Odda? – prychnąłem. – Nie widzisz, że robi ze mnie idiotę? Odda „kiedyś”, a ja mam czekać? Całe życie kryjesz jego wybryki!

– Nie kryję… – próbowała się bronić, ale ton jej głosu był bez siły. – Staram się go rozumieć, kochanie… Kuba, nie wszystko jest czarno-białe…On po prostu nie umie radzić sobie z pieniędzmi, ale to twój ojciec, wciąż go kochasz.

– Kocham? – prychnąłem ponownie, poczucie żalu i rozgoryczenia zalewało mnie falą. – A może to ja przez lata uczę się, że miłość w tej rodzinie to wymówka do bycia oszukiwanym?

Milczeliśmy dłuższą chwilę. Chciałem krzyczeć, ale w jej oczach widziałem ból i bezradność. To była cisza, która krzyczała głośniej niż wszystkie słowa. W tym momencie poczułem, że jestem sam. Nie tylko przez tatę, ale też przez mamę. I że czasami trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – nawet jeśli boli.

Wracałem wcześniej do domu

Byłem zmęczony po pracy i pełen frustracji. Drzwi były uchylone. Zatrzymałem się, bo z kuchni dochodziły głosy. Nie chciałem, ale nie mogłem przejść obojętnie.

– I co, mam mu oddać? – słyszałem głos taty, zimny i pewny siebie. – Przecież to mój syn. Chciał być dorosły, to niech się uczy życia.

– Ale przecież mówiłeś, że oddasz… – mama brzmiała ostrożnie, niemal błagalnie. – Nie miałeś prawa tego robić.

Nie mogłem wytrzymać i wszedłem do kuchni: – Uczy się życia? – krzyknąłem, a głos mi drżał. – Ty mnie uczysz, jak być frajerem!

Ojciec spojrzał na mnie zaskoczony: – Kuba, spokojnie… to tylko kwestia pieniędzy.

– Tylko kwestia pieniędzy? – warknąłem. – To był dług! Pięć tysięcy złotych! A ty kupiłeś telefon i udajesz, że nic się nie stało!

– Nie mam i nie będę miał – odpowiedział chłodno. – Trzeba było nie dawać.

W tym momencie poczułem, jak w środku mnie coś pęka i nie chodziło już tylko o kasę, tylko o szacunek. O prawdę. O to, że przez lata byłem ignorowany, traktowany jak bankomat, a nie jak syn. Mama spuściła wzrok, próbując coś powiedzieć, ale ja już wiedziałem, że nie ma tutaj wsparcia. Stałem sam wobec ojca, który nigdy się nie zmieni. Z trudem powstrzymałem łzy i wyszedłem, czując, że w tej chwili zniknęło coś, co nazywałem rodziną.

Nie wiedziałem, gdzie szukać wsparcia

W końcu pojechałem do Pawła. Starszy brat od dawna odciął się od naszej rodziny, wyjechał z miasta i żył własnym życiem. Otworzył drzwi, a jego spojrzenie było chłodne, ale przyjazne.

– Tata – zacząłem bez ogródek – wziął ode mnie pieniądze, auto nadal stoi, a on kupił sobie nowy telefon. Nie mam pojęcia, co robić.

Paweł pokiwał głową: – Wiesz, dlatego ja odpuściłem – powiedział cicho. – Nie chciałem być jego sponsorem do końca życia. Tata wysysa ludzi, a potem udaje, że to ich wina.

– Ale to jednak ojciec – próbowałem bronić nadziei, która gdzieś jeszcze we mnie tliła się.

– To tylko słowo, Kuba – odparł sucho. – Rodzina nie zawsze jest tym, co myślisz. Jeśli nie odetniesz się emocjonalnie, zawsze będziesz cierpiał. Chcę, żebyś wiedział jedno – kontynuował. – Nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o szacunek. Chodzi o to, żebyś nie pozwolił, żeby ktoś traktował cię jak bankomat albo jak idiotę.

Słowa Pawła dotarły do mnie jak cios. Bolało, ale bolało prawdziwie. Bo wiedziałem, że ma rację.

– Więc co mam robić? – zapytałem cicho.

– Zastanów się, Kuba. Masz wybór. Możesz walczyć z tatą i wciąż cierpieć, albo odpuścić i odzyskać siebie.

W tej chwili poczułem ciężar odpowiedzialności za własne życie. Nie za ojca, nie za mamę, nie za brata. Za siebie.

Spotkaliśmy się w parku

Chciałem dać mu jeszcze jedną szansę, ostatnią możliwość naprawy choć części naszej relacji. Siedzieliśmy na ławce, wokół ludzie spacerowali, śmiech dzieci niósł się w powietrzu.

– Masz zamiar mi oddać kasę, czy nie? – zapytałem od razu, nie owijałem w bawełnę.

– Nie mam. I nie uważam, że muszę. Pomogłeś mi i ci dziękuję, ale to tyle – odpowiedział spokojnie, niemal obojętnie – Masz mnie za śmiecia, co? – uniósł brew. – Trudno. Ale ja się nie zmienię.

Patrzyłem na niego, a w głowie kłębiły się wszystkie wcześniejsze rozmowy, podsłuchane słowa, jego żarty, które zawsze coś maskowały. Czułem gniew, rozczarowanie, żal.

– Nie chodzi o pieniądze, tato – powiedziałem w końcu spokojniej. – Chodzi o to, że nie szanujesz ludzi. Ani mnie, ani mamy. Ani nikogo, kto ci ufa.

– To twój problem, Kuba – odparł. – Nie mój.

Spojrzałem na jego twarz. Wiedziałem, że niczego więcej nie osiągnę. To był koniec. Nie mogłem liczyć na przełom, na słowo „przepraszam”, na jakąkolwiek zmianę. Wstałem, włożyłem ręce do kieszeni. Odszedłem powoli, czując, że coś we mnie pękło. I że z tym pęknięciem idzie też kawałek przeszłości, którą muszę zostawić za sobą.

Jakub, 23 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.