Nie jestem osobą, która rozdaje pieniądze na prawo i lewo, ale kiedy kuzynka zadzwoniła i z płaczem powiedziała, że nie mają za co pochować dziadka, to co miałam zrobić? Zawsze byłam ta „rozsądna”, ta „dobra” i ta „co pomoże”, więc oddałam, co miałam, czyli wszystkie oszczędności. A potem jakoś się okazało, że już nigdy nie zobaczę moich pieniędzy, bo kuzynce nie spieszyło się z oddawaniem. Mogłam być cicho i przełknąć to wszystko jak gorzką pigułkę, ale tym razem coś mi pękło.

Chciałam tylko jej pomóc

Dzień, w którym zadzwoniła Aneta, pamiętam jakby to było wczoraj. Był czwartek, tuż po siedemnastej, siedziałam na kanapie z kubkiem zimnej już kawy i oglądałam serial. Telefon zawibrował na stole.

– Mariola… – głos Anety był zachrypnięty. – Dziadek umarł dzisiaj rano. Mama jest cała roztrzęsiona, a ja… nie wiem, jak my to ogarniemy… Jesteśmy kompletnie spłukani. Tata miał jeszcze zaległy czynsz, mama wszystko wydała na leki. Nie chcę iść do nikogo obcego, no bo… to dziadek. Czy mogłabyś pożyczyć, chociaż pięć tysięcy?

– Pięć tysięcy?! Aneta, ja nie trzymam takich pieniędzy w szufladzie.

– Wiem, wiem, ale jesteś jedyną osobą, na którą mogę liczyć. Oddam ci. Przysięgam. Jak tylko uregulujemy to wszystko… Przecież wiesz, że ja bym cię nie oszukała…

Milczałam dłuższą chwilę, aż w końcu się zgodziła: – Dobrze. Pożyczę ci, Ale zróbmy to na papierze, dobrze? Dla porządku.

– Ale… serio? To chyba niepotrzebne? Przecież jesteśmy rodziną…

– Właśnie dlatego. Dla świętego spokoju. Zaufanie z papierkiem jest jeszcze lepsze niż bez.

Zgodziła się, choć z wyraźnym oporem. A ja czułam, że robię coś, czego jeszcze pożałuję.

Pogrzeb był kilka dni później

Po mszy podeszła do mnie i uśmiechnęła się blado: – Dzięki, że przyszłaś. I za wszystko… naprawdę.

– W porządku – odpowiedziałam, zmarznięta do szpiku kości. – Dostałaś przelew?

– Tak, przyszło wczoraj. Wszystko poszło na zakład pogrzebowy. Oddam ci może w przyszłym miesiącu albo… wiesz co, jak tylko sprzedamy samochód po dziadku, to od razu ci dam. Przecież ja cię nie wystawię, Mariolka. Bez ciebie nie wiem, co byśmy zrobili.

– Dobrze. Byle nie zapomnieć.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że po pogrzebie słuch po Anecie zaginął. Nie dzwoniła. Nie pisała. Gdy wysłałam wiadomość z pytaniem, czy coś wiadomo o sprzedaży auta – nie odpisała. Po trzech tygodniach napisałam ponownie. Odczytana. Brak odpowiedzi.

W końcu zadzwoniłam: – Aneta, cześć. Co z autem? Sprzedaliście już?

– Aaa… no wiesz, jeszcze się nie sprzedał. Ale spokojnie, pamiętam. Przecież nie uciekam, nie?

– No mam nadzieję. Bo dla mnie pięć tysięcy to nie są grosze.

Wtedy po raz pierwszy poczułam ukłucie złości, ale jeszcze się hamowałam.

Minęły dwa miesiące

W międzyczasie widziałam zdjęcia Anety z sylwestra — wystrojona, z kieliszkiem prosecco w dłoni, w nowej kiecce i z błyszczącymi paznokciami. Podpis: „Wchodzimy w nowy rok z dobrą energią!”. No jasne. Z moimi pięcioma tysiącami w kieszeni to i ja miałabym dobrą energię.

Zadzwoniłam kolejnego dnia: – No hej, jak tam sprzedaż samochodu. Bo nie ukrywam, pieniądze by mi się przydały. 

– Jezu, Mariola, ja naprawdę nie mam teraz głowy do tego. Poza tym mama go nie chce sprzedać. Twierdzi, że to pamiątka... że dziadek tym autem jeździł wszędzie i że jak go sprzedamy, to tak jakbyśmy go zdradzili.

Zatkało mnie: – Ale przecież mówiłaś, że ze sprzedaży mi oddasz.

– No mówiłam, ale sytuacja się zmieniła. Przecież nie mogę jej zmusić. Ona się psychicznie rozkłada. Pieniądze to nie wszystko. Trochę empatii, Mariola!

– Empatii?! Ja mam mieć empatię? To może ty mi okażesz odrobinę przyzwoitości!

– To nieładnie tak się kłócić o kasę po pogrzebie – rzuciła. – Ludzie patrzą.

Zakończyła połączenie bez słowa. Nawet nie usłyszałam sygnału. Zaczęło się na miękko, a teraz powoli wszystko we mnie wrzało.

Wpadłam na nią niechcący

Spotkałyśmy się przypadkiem w drogerii, przy półce z perfumami. Aneta była cała na błysk – nowa kurtka, modne botki i piękny makijaż. Uśmiechnęła się, jakby nigdy nic: – No hej, Mariolka! Jak tam, długo się nie widziałyśmy!

– Serio pytasz? – spojrzałam na nią chłodno. – Dobrze, chociaż moje pięć tysięcy nadal leży u ciebie w kieszeni.

Zrobiła teatralnie zdziwioną minę: – Jeju Mariolka, ale ty pamiętliwa jesteś. Jeszcze trochę, a będziesz mówić, że cię okradłam.

– A nie zrobiłaś tego? Pożyczyłam, bo płakałaś, że dziadek nie ma za co leżeć w ziemi, a teraz się mnie czepiasz, że pytam o swoje pieniądze?

– Oj nie mam teraz czasu. Wiesz, dzieci, dom… Życie. Poza tym to już trochę nieaktualne, nie uważasz? Ile to już miesięcy minęło? Ludzie by już zapomnieli, a ty ciągle rozdrapujesz. Jakbyś nie miała innych zmartwień.

Zacisnęłam zęby: – Wiesz co? Przez takich ludzi jak ty rodzina przestaje mieć sens. Bo myślisz, że jak „kuzynka”, to można wcisnąć kit i po sprawie?Skoro nie po dobroci, to może inaczej. Napisałam umowę. Mam przelew. Wszystko czarno na białym. Idę z tym, gdzie trzeba.

Zbladła i chyba pierwszy raz od miesięcy wyglądała na lekko zestresowaną.

Zaczęło robić się nerwowo

Nie minęły dwa dni, jak zadzwoniła do mnie jej matka. Ciocia Elka. Już wiedziałam, że będzie teatr.

– Mariola, możemy porozmawiać? Bo słyszałam, że się kłócicie z Anetą… Że grozisz sądem. Dziecko, o co ten krzyk?

– O pięć tysięcy, ciociu. Które dałam Anecie, żebyście mogli pochować dziadka. I które miały do mnie wrócić.

– Ależ Mariolu… przecież to był pogrzeb! Zmarły człowiek, rodzina w żałobie. W takich chwilach nie liczy się pieniędzy!

– A kiedy się je liczy, ciociu? Jak się nie ma za co kupić jedzenia? Albo zapłacić dentyście? Bo ja właśnie z tego zrezygnowałam, żebyście mogli dać dziadkowi świeże róże do trumny!

Po drugiej stronie zapanowała cisza. Po chwili westchnęła: – Dziecko… Ale Aneta mówi, że to była pomoc, a nie pożyczka i że nie umawiałyście się na oddanie.

– Tak? To, czemu mam wasze nazwisko na przelewie i zapisane wiadomości? Może też wam je podesłać?

– Ojej… Naprawdę chcesz się tak szarpać? Przecież jesteśmy rodziną. Ludzie się odwrócą.

– Ludzie mogą sobie gadać. Mnie interesuje jedno: uczciwość. A jak rodzina nie rozumie, czym ona jest, to przykro mi, ale muszę działać jak wobec obcych. W przyszłym tygodniu składam wniosek o nakaz zapłaty. To tylko kwestia czasu.

– No dobrze… – powiedziała z ciężkim westchnieniem. – Ja porozmawiam z Anetą.

Rozłączyła się, a ja, mimo że czułam się jak ostatnia jędza, wreszcie pierwszy raz poczułam spokój. Że ktoś mnie wreszcie usłyszał.

Nagle pieniądze wróciły

Tydzień później dostałam przelew na konto. Bez przeprosin. Bez nawet jednej wiadomości od Anety. Tylko chłodny tytuł przelewu: „zwrot”.
Nie zadzwoniłam i nie napisałam. Uznałam temat za zamknięty. Kilka miesięcy później spotkałam Anetę pod sklepem. Stała z jakąś koleżanką, popalały papierosy i coś sobie szeptały. Przechodząc obok, złapałam jej wzrok. Zmierzyła mnie od góry do dołu i mruknęła do tamtej:

– Patrz, wielka bizneswoman. Kto to widział tak się kłócić o grosze, jakby złoto komu dała.

Nie wytrzymałam: – Gdybyś ty kiedyś dała komuś złotówkę, to byś zrozumiała, co to znaczy pieniądz – rzuciłam przez ramię. – Ale ty wolisz pożyczać i zapominać.

Odwróciłam się i poszłam. Nie oglądałam się za siebie. Od tamtej pory nasze kontakty ograniczyły się do minimum. A dokładniej – do zera. I dobrze. Nie każda krewna to rodzina i czasem trzeba zapłacić pięć tysięcy, żeby się o tym przekonać. Mimo wszystko nie żałuję, bo teraz przynajmniej wiem, komu mogę ufać, a komu kompletnie nie. 

Mariola, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: