Mam na imię Oliwia. Mam trzydzieści sześć lat, dwójkę dzieci i męża, którego kiedyś kochałam do szaleństwa. Dziś... nawet nie jestem pewna, kim on tak naprawdę jest. Z Robertem byliśmy razem od liceum. Ślub wzięliśmy tuż po maturze – z miłości, z nadzieją, z głową pełną marzeń. Było skromnie, ale szczerze. On był moim wszystkim. Oparciem, przyjacielem, ojcem moich dzieci. Nigdy nie sądziłam, że mogłabym go podejrzewać o zdradę.

Ale od kilku miesięcy coś zaczęło się zmieniać. Coraz częstsze "zostaję dłużej w pracy", spojrzenia w telefon, którego nie odstępował na krok. Przestał się śmiać, przytulać, mówić „kocham cię” – jakby nagle zamieszkał ze mną ktoś obcy. I tylko ja wciąż łudziłam się, że to chwilowe. Kryzys. Przemęczenie. Przecież każdemu może się zdarzyć.

– Oliwia, on wraca coraz później. Ty naprawdę wierzysz, że on tyle pracuje? – zapytała mnie Magda. To było jak uderzenie. Pierwszy raz ktoś wypowiedział na głos to, czego się bałam.

Ale nie od razu chciałam znać prawdę. Bo prawda boli. A ja jeszcze wtedy wolałam się oszukiwać.

Mam teraz dużo na głowie

Kolacja dawno wystygła. Zupa z dyni, którą gotowałam z myślą o nim, pachniała już tylko chłodną rezygnacją. Siedziałam przy stole z winem, zerkając na zegar. Była 21:40, kiedy w końcu usłyszałam klucz w zamku.

Znowu późno. Już nawet dzieci przestały pytać, kiedy wrócisz – rzuciłam spokojnie, choć w środku aż mnie skręcało.

– Nie zaczynaj, Oliwia. Praca to praca – mruknął Robert, nawet na mnie nie patrząc.

Zdjął buty, rzucił torbę w kąt i zniknął w łazience, zostawiając za sobą chłód. Kiedyś po powrocie z pracy tulił mnie od progu. Teraz? Jakbyśmy byli tylko współlokatorami. Wyszedł spod prysznica, przebrany, z ręcznikiem na szyi. Nie usiadł do stołu.

– Nie jesteś głodny?

– Jadłem w firmie.

I tyle. Żadnego „jak minął ci dzień?”, żadnego uśmiechu. Tylko ta jego obojętność, która bolała bardziej niż krzyk.

– Wiesz, mogłeś chociaż zadzwonić, że nie zdążysz. Ola się martwiła.

– Oliwia, mam teraz dużo na głowie. Nie mam siły się tłumaczyć.

Chciałam coś powiedzieć, ale zamilkłam. Patrzyłam, jak idzie do sypialni, jak zamyka się w niej z telefonem, który znowu był w trybie cichym.
„Dlaczego jego oczy nie patrzą już na mnie?”, pomyślałam. „Gdzie się podział ten mężczyzna, którego kochałam?” Zgasiłam światło w kuchni i poszłam do pokoju dzieci. Ola spała zwinięta w kłębek. Kacper grał jeszcze na telefonie.

– Tata wrócił – powiedziałam cicho.

– Mhm – mruknął, nawet nie odrywając wzroku od ekranu.

A ja po raz pierwszy poczułam coś więcej niż smutek. Poczułam, że coś się kończy. Ale jeszcze nie wiedziałam co.

Sama już w to nie wierzyłam

Zaczęłam go obserwować. Nie jakoś obsesyjnie – po prostu uważniej. Robert zawsze był pedantem, ale teraz stał się aż zbyt ostrożny. Telefon miał przy sobie nawet w toalecie. Nigdy nie zostawiał go na widoku. A gdy raz przypadkiem weszłam do łazienki, zapomniawszy zapukać, odruchowo schował ekran za plecami. Później udawał, że nic się nie stało. Ale ja widziałam – przesuwał palcem po ekranie, kasując coś w pośpiechu.

– Kiedy ostatni raz rozmawialiśmy jak mąż z żoną? – zapytałam wieczorem, próbując nie brzmieć oskarżycielsko.

– Co cię znowu napadło? – westchnął. – Ciągle jakieś pretensje. Jestem zmęczony, nie mam siły na te rozmowy.

Zmęczony. To było jego nowe ulubione słowo. Zmęczony wszystkim – mną, dziećmi, życiem. Tylko telefon go nie męczył. Spędzał na nim długie chwile, czasem uśmiechając się pod nosem. Jakby gdzieś tam, po drugiej stronie, był świat, który go naprawdę interesował. Zaczęłam przeszukiwać jego kurtki. Nic. Sprawdzałam koszule – żadnych dziwnych paragonów. Ale wewnętrzny niepokój nie ustępował. Może byłam paranoiczna, ale czułam, że coś się wymyka. Że jestem coraz bardziej sama, choć on nadal mieszkał pod tym samym dachem.

– Mamo, tata coś przeskrobał? – zapytała nagle Ola pewnego dnia.

Zamarłam.

– Dlaczego pytasz?

– Bo jest dziwny. Już nawet nie odprowadza mnie na basen, jak obiecał.

Uśmiechnęłam się blado.

Ma teraz dużo pracy, kochanie.

Ale tak naprawdę, sama już w to nie wierzyłam.

To nie tak, jak myślisz

To był zwykły czwartek. Napisałam mężowi, że zostawiłam dzieci na noc pod opieką babci, bo miałam jechać wieczorem do przyjaciółki. Kiedy się szykowałam, w ostatniej chwili koleżanka odwołała spotkanie, bo coś jej wypadło. Pomyślałam, że w takim razie mam chwilę tylko dla siebie. Wzięłam więc książkę, usiadłam przy lampce w salonie i zaczęłam czytać. Aż usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Mąż wszedł do środka, rozmawiając przez telefon. Chyba nie spodziewał się, że jestem w domu. Głos Roberta był czuły, miękki, zupełnie niepodobny do tego, którym ostatnio zwracał się do mnie.

– Też tęsknię… Jeszcze trochę i wszystko będzie inaczej. Ona nic nie wie.

Zrobiło mi się słabo. Książka niemal wypadła mi z ręki. Głos w mojej głowie wrzeszczał: „To się dzieje naprawdę. To nie twoja wyobraźnia!”. Robert, gdy mnie zobaczył w salonie stanął jak wryty.

Co tu robisz? Miałaś być i przyjaciółki – wymamrotał.

– Kto to był? – zapytałam bez emocji. – Z kim rozmawiałeś?

Zatrzymał się. Zbladł.

– Oliwia… To nie tak, jak myślisz…

– Nie tak?! – głos mi zadrżał. – To z kim rozmawiałeś, co?

Milczał chwilę. Odwrócił wzrok. Westchnął.

– Musimy porozmawiać.

Nie zaprzeczył. Nie kłamał. A może już nie miał siły. Usiedliśmy. A ja... czułam, że zaraz nie będzie już czego ratować.

Dlaczego mi to zrobiłeś?

– Poznałem ją pół roku temu – powiedział cicho, patrząc w podłogę. – Natalia. Pracuje w firmie, dla której robimy projekty. Nie planowałem tego. Po prostu... jakoś tak wyszło.

Parsknęłam nerwowym śmiechem.

– Jakoś tak wyszło? Jak to: „wyszło”? Potknąłeś się i wpadłeś jej między nogi?

Nie odpowiedział. Siedział, jakby nie miał nic więcej do powiedzenia. A ja miałam ochotę rzucać wszystkim, co było pod ręką.

– Dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś, Robert?! – krzyknęłam. – Czego ci brakowało?! Mieliśmy rodzinę! Dzieci! Dom!

– Oliwia… Ty żyjesz tylko domem. Tylko obowiązki, tylko szkoła, obiady, rachunki. Ja już tak nie mogłem. Natalia... W niej znowu poczułem, że ktoś mnie widzi.

– A ja? Przecież ten dom to nasza wspólna sprawa! Ja nie wybrałam tej codzienności dla siebie – tylko dla nas!

Zaczęłam płakać. Chciałam przestać, ale łzy same leciały. On próbował coś powiedzieć, może mnie dotknąć, ale odsunęłam się gwałtownie.

– Nie. Nie waż się mnie teraz dotykać. Nie masz do tego prawa.

Robert wyglądał, jakby było mu żal. Może nawet byłoby mi lżej, gdyby był w tym cyniczny, chłodny. Ale on tylko siedział tam – zagubiony, mały, niepewny. I to mnie rozwścieczyło jeszcze bardziej. Wstałam.

– Zbieraj rzeczy. Śpisz na kanapie. A od jutra… lepiej, żebyś się wyprowadził. Nie wiem, czy chcę cię jeszcze widzieć.

I wyszłam, trzaskając drzwiami.

On już to zniszczył

Ola siedziała na swoim łóżku i trzymała pluszowego misia, jakby znów miała pięć lat.

– Mamo, to przez nas? – zapytała przez łzy. – Bo my się czasem kłócimy? Bo jesteśmy niegrzeczni?

Poczułam, jak serce mi się łamie.

– Kochanie, nie. Absolutnie nie. To nie wasza wina. Tata… po prostu postanowił być kimś innym. To jego wybór.

Kacper, starszy i z pozoru bardziej opanowany, nie odezwał się ani słowem. Siedział w kącie pokoju, z zaciśniętymi szczękami. Nie płakał. Ale widziałam, jak bardzo jest zraniony. Wieczorem, kiedy dzieci zasnęły, poszłam do Magdy. Potrzebowałam jej jak nigdy wcześniej.

Nie wiem, kim on teraz jest – powiedziałam, trzymając kubek herbaty w dłoniach. – A może… nigdy go nie znałam?

Magda patrzyła na mnie długo.

– To nie twoja wina. Nie tłumacz go. To on wszystko rozwalił. Ale to ty zdecydujesz, co z tym zrobisz.

– Tylko co? – szepnęłam. – Mam się rozwieść? Zniszczyć wszystko, co budowaliśmy przez dwadzieścia lat?

– Oliwia… On już to zniszczył. Ty możesz tylko zdecydować, czy zostaniesz w ruinach, czy zaczniesz budować coś nowego.

Jej słowa bolały, ale były prawdziwe. Całą drogę do domu powtarzałam je w myślach. A kiedy weszłam do mieszkania, Robert siedział na kanapie i patrzył w ciemność. Nie odezwałam się. Przeszłam obok niego, jak obok kogoś obcego. Bo nim właśnie się stał.

Oliwia, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: