Czasem myślę, że nasze życie było jak film klasy B – przewidywalne, trochę nudne, ale stabilne. Nigdy nie marzyłam o fajerwerkach, wystarczało mi, że rano budzimy się razem, pijemy kawę z mlekiem i idziemy każde do swojej pracy. Piotr wsiadał do samochodu i znikał na osiem godzin w biurze rachunkowym, a ja zostawałam w domu, logując się do firmowego czatu. Tak wyglądało nasze życie od siedmiu lat, w tym cztery po ślubie. Myślałam, że znam go na wylot, ale pewnego dnia czar prysł i brzydka prawda wyszła na jaw. 

Zaczynałam czuć coś w powietrzu

Nawet się nie kłóciliśmy, bo nie było o co. On miał swoje pasje – siłownię, dietę wysokobiałkową i podcasty o inwestowaniu. Ja miałam pracę, mamę na telefonie i Kasię – moją przyjaciółkę od liceum. Niby wszystko było w porządku, ale czasem czułam, że oddalamy się od siebie, aż pewnego dnia dostałam dowód jak na dłoni.

W środowe popołudnie siedziałam przy komputerze i robiłam prezentację dla klienta. Nagle mój telefon zawibrował. Spojrzałam odruchowo i zobaczyłam wiadomość od Piotra: „Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania. Może dziś wieczorem? 💋”

Przez chwilę gapiłam się na ekran i myślałam, że może to pomyłka. A może to rzeczywiście do mnie? Ale przecież nie. On nigdy tak do mnie nie pisał. Odblokowałam czat i przewinęłam całą naszą rozmowę. Pustka, zwykłe domowe sprawy: „kup chleb”, „o której wrócisz?”, „włącz pralkę”. Od lat żadnych serduszek i żadnych buziaków. 

Zaczęło mi się robić duszno. Odłożyłam telefon, jakby parzył mnie w dłoń. Czułam, jak coś we mnie pęka. Odruchowo wybrałam numer mojej przyjaciółki. Odebrała po pierwszym sygnale.

– Kasia… – mój głos był jak papier. – Piotr... on ma kogoś. Wysłał mi SMS, ale chyba nie do mnie. O spotkaniu dziś wieczorem...

– O matko. Anka… spokojnie. Weź głęboki oddech. Może to... nie wiem… pomyłka? Albo jakiś głupi żart?

– To nie jest żart. Czuję, że on mnie zdradza.

Po chwili w słuchawce zaległa cisza. Potem usłyszałam tylko: – Przyjechać do ciebie?

– Nie. Muszę to... przemyśleć.

Nie płakałam, ale już wtedy coś się we mnie rozpadło. Coś, czego nie da się już poskładać. Postanowiłam nie robić nic. Jeszcze nie. Niech myśli, że nic nie wiem. Musiałam zebrać więcej… dowodów? Siły? Nie wiem. Ale nie chciałam konfrontacji, póki nie będę gotowa.

Czekałam aż wróci z pracy

Wieczorem usłyszałam dźwięk klucza w zamku. Serce mi zamarło, jakby miał wejść obcy człowiek. A przecież to był mój mąż. Ktoś, kogo doskonale znałam, albo przynajmniej tak mi się wydawało do tej pory. 

– Hej, już jestem – rzucił z kuchni, jakby wrócił z zakupów, a nie z prowadzenia podwójnego życia.

Zamknęłam laptopa i spojrzałam na niego – normalnie jak zawsze. Tylko że teraz każdy jego gest, każde słowo, było jak sztylet w plecy. Nie mogłam tak po prostu uśmiechać się i udawać, że dalej wszystko między nami gra. Już nie miałam na to siły.

– Byłeś na siłowni? – zapytałam tylko, podając mu talerz z kolacją.

– Mhm – odburknął, zdejmując bluzę. – Ciężki dzień. W pracy same zebrania, a na siłowni niezły wycisk.

Zerknęłam na jego telefon rzucony na stół. Odblokowany, jakby kusił. Wpatrywałam się w niego, a potem we własnego męża, jakbym pierwszy raz go widziała. I widziałam. Faceta, który potrafił patrzeć mi w oczy i kłamać bez zająknięcia. W środku wrzało, miałam ochotę krzyczeć czy zrzucić talerz na podłogę, ale nie zrobiłam nic. Siedziałam, jadłam i słuchałam, jak opowiada o swoim dniu. 

Chciałam poznać prawdę

Wytrzymałam dwa dni. Dwa długie dni udawania, że wszystko gra. Śmiałam się przy kolacji, odpowiadałam na jego wiadomości, nawet się z nim przytulałam, kiedy próbował mnie objąć, ale w środku czułam, że tonę. W piątek wieczorem pękłam. Zrobiłam kolację, a Piotr wpadł do kuchni i pocałował mnie w policzek. Nie mogłam już wytrzymać tego teatrzyku i rzuciłam:

– Piotr, Zdradzasz mnie i udajesz, że nic się nie stało? Dostałam twoją wiadomość, tę z serduszkiem o spotkaniu wieczorem. Pewnie miała być do niej, prawda?

Stał, blednąc. Próbował coś powiedzieć, ale zamiast słów, wydał z siebie cichy syk.

– Co? Przecież to był żart… głupi żart do kumpla – wymamrotał w końcu.

– Do kumpla? Serio? Powiedz tylko, od kiedy do trwa? Kto to jest? I czemu udawałeś, że wszystko jest w porządku?!

– To… to nic nie znaczyło – rzucił nagle, z desperacją.

Sięgnęłam do torebki i wyjęłam telefon.

– Chcesz, żebym ci przeczytała ten SMS jeszcze raz, czy pamiętasz swoją poezję? Może to dla ciebie nic nie znaczyło, ale ja wiem już wszystko.

Przyszedł czas na wyjaśnienia

– To się po prostu… stało – zaczął po chwili ciszy. – Nie planowałem tego, przysięgam. Poznałem ją na siłowni. Miała… kontuzję. Podszedłem, pomogłem. Zaczęliśmy rozmawiać. Ona słuchała, a ty ostatnio… byłaś wiecznie zmęczona i zamyślona.

– Więc to moja wina? – spojrzałam na niego jak na obcego.

– Nie. Nie, Anka. To moja wina. Przepraszam, ale wtedy… poczułem się znowu widziany. Jak facet. Jak ktoś, kto jeszcze kogoś interesuje.

– Ile to trwa? – zapytałam cicho.

– Pół roku.

Zamknęłam oczy. Sześć miesięcy? Przez sześć miesięcy spałam obok człowieka, który prowadził podwójne życie? Który mówił, że mnie kocha, a potem wychodził do niej? To wszystko brzmiało jak jakiś ponury żart. 

– Chcesz z nią być?

– Nie wiem. Nie wiem, czego chcę.

– Dobrze, że chociaż ja wiem jedno. Wiem, że nie chcę już z tobą żyć. 

Wstałam od stołu, a żołądku miałam supeł. Zamknęłam się w łazience, osunęłam się na podłogę i zaczęłam płakać. Cicho, jak dziecko, które boi się, że ktoś je usłyszy. 

Musiałam ją zobaczyć

Nie mogłam przestać o niej myśleć. Kim była? Ile miała lat? Czy wiedziała, że rozbija cudze małżeństwo? Zaczęłam więc grzebać. Piotr zostawił telefon na stole, kiedy poszedł pod prysznic i musiałam to wykorzystać.

Dłonie mi się trzęsły, serce łomotało jak szalone, ale weszłam w jego wiadomości. Nie zabezpieczył nic. Zero blokady, zero PIN-u. Był tak głupi czy może po prostu miał gdzieś, czy coś znajdę? Teraz mnie to nie obchodziło, chciałam tylko dowiedzieć się, co to za jedna.

Znalazłam ją w sekundę. „Ola Siłownia” – no tak, oczywiście. Ich rozmowy były pełne serduszek, zdjęć z lustra w łazience i głupich żartów, które rozumieli tylko oni. Mdliło mnie. Potem znalazłam jej profil w sieci. Była młodsza z dziesięć lat. Typowa sportowa laleczka – długie paznokcie, usta jak pontony, opalone ciało w crop topie. 

Wysłałam jej wiadomość - krótką i bez emocji: „Jestem żoną Piotra. Możemy się spotkać?” Odpisała po godzinie, równie krótko i treściwie: „Nie wiedziałam, że jest żonaty. Tak, spotkajmy się jak najszybciej.”

Umówiłyśmy się w kawiarni

Usiadłam przy stoliku i czułam, jak trzęsą mi się nogi. Ola przyszła punktualnie, z miną, która mówiła, że spodziewa się najgorszego. Usiadła naprzeciwko mnie i spojrzała mi prosto w oczy.

– Ty jesteś Anka? 

– Tak. A ty… Ola? Od kiedy jesteś z Piotrem?

– My… spotykaliśmy się od wiosny. Myślałam, że jest wolny. Że jest po rozwodzie.

Zrobiło mi się niedobrze. Czyli nie tylko mnie zdradzał. On ją też okłamywał.

– Powiedział ci, że jest rozwiedziony?

– Tak. Mówił, że to świeże i że dopiero się wyprowadził. Tłumaczył, że rozszedł się z żoną, bo był nieszczęśliwy... Ja nic nie wiedziałam, przysięgam. Gdybym wiedziała, nigdy bym się z nim nie spotkała. 

– Wierzę ci – odpowiedziałam cicho.

I w ten oto sposób dwie obce kobiety siedziały w jednej kawiarni - obie skrzywdzone i okłamane przez tego samego faceta. Żadna z nas nie była jednak wściekła na tę drugą. Nienawidziłyśmy za to wspólnie Piotra, bo on nas zrobił w balona po równo. Przez sześć długich miesięcy prowadził podwójne życie, a my się nie zorientowałyśmy i każda z nas czuła się dla niego kimś wyjątkowym. 

Anna, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: