Zawsze wierzyłam, że mamy dobre życie. Dom na przedmieściach, dwójka dzieci, pies i mąż, który jeszcze kilka lat temu był moim najlepszym przyjacielem. Z czasem jednak coś zaczęło się psuć i Marek stawał się coraz bardziej cichy i wycofany. Wracał z pracy późno, siadał w salonie z telefonem w ręce i był kompletnie nieobecny. Tłumaczyłam to stresem, zmęczeniem, a może nawet kryzysem wieku, ale nie pomyślałam o jednym. 
Moja najlepsza przyjaciółka zawsze mówiła: „Nie przesadzaj, Marek cię kocha. To się czuje.” Ufałam jej, może aż za bardzo.

Każdego dnia się oddalał

– Naprawdę uważasz, że to normalne, żeby mąż przez tydzień prawie się nie odzywał? Dzieci coś czują, Lena też zaczęła o ciebie pytać.

– Przesadzasz – odburknął Marek, nie odrywając wzroku od telefonu. – Po prostu jestem zmęczony.

Jesteś zmęczony od pół roku! – podniosłam głos. – Marek, co się z tobą dzieje? Gdzie jest ten facet, z którym kiedyś mogłam gadać godzinami na każdy temat?

– Może… po prostu się zmieniłem. Może my się zmieniliśmy.

– To znaczy co? Już mnie nie kochasz?

– Nie wiem – odpowiedział cicho. – Nie wiem, czego chcę, Anka.

Stałam w bezruchu, a serce waliło mi jak młot. Nie wiedział, czy mnie kocha? Co to w ogóle za tekst? Tego wieczoru leżeliśmy w łóżku jak obcy. On plecami do mnie, ja wpatrzona w sufit. Przez pół nocy analizowałam każde jego słowo i zastanawiałam się, co zrobiłam źle. Czy to moja wina? Czy byłam zbyt nudna, zbyt przewidywalna? A może za bardzo się starałam?

Rankiem Marek wstał wcześniej i po cichu wyszedł z domu. Zostawił tylko pusty kubek po kawie i to okropne, gryzące mnie w środku poczucie, że coś się wali. I że nie wiem jeszcze co, ale bardzo nie chcę tego zobaczyć.

Musiałam porozmawiać z przyjaciółką

– Nie ogarniam tego, Klaudia. Czuję się, jakby Marek był... obok, ale nie ze mną. Jakby coś między nami umarło – powiedziałam, mieszając bezwiednie herbatę.

Siedziałyśmy na tarasie, dzieci bawiły się w ogrodzie, a ja czułam się jak cień samej siebie.

Może on potrzebuje czasu? – odpowiedziała cicho. – Faceci tak mają. Zamykają się w sobie, zamiast pogadać, ale to nie znaczy, że nie kochają.

– Ale ja... mam wrażenie, że on już mnie nie widzi. Że patrzy na mnie i widzi tylko matkę jego dzieci, sprzątaczkę, kucharkę. Nie mnie.

Klaudia przytuliła mnie mocno, jak siostra: – Nie mów tak. On cię kocha. Przecież tyle razem przeszliście. To tylko chwilowe.

Zawsze jej ufałam, ale w ostatnich tygodniach coś zaczęło mnie gryźć. Czasem łapałam Marka i Klaudię na zbyt długich spojrzeniach. Potem zauważyłam ich wspólne żarty, do których mnie nie dopuszczali. Kiedyś zignorowałaby, takie drobiazgi, ale teraz – wbijały się jak drzazgi pod skórę.

Znalazłam to przez przypadek

Chciałam wysłać sobie zdjęcie z telefonu Marka, które zrobiliśmy dzieciom podczas szkolnego pikniku. On zostawił telefon na szafce w kuchni. Odblokowany. Weszłam do galerii, a potem – chyba z nawyku – w wiadomości. I wtedy to zobaczyłam: „Tęsknię. Dziś było cudownie. – K.”

Zamarłam na chwilę i zrobiło mi się słabo. Poczułam, jak zalewa mnie fala gorąca i chłodu jednocześnie. „K.”? Klaudia? Nie... przecież to niemożliwe. Nie ona. Nie Klaudia. Serce mi waliło. Przewinęłam w górę, a tam kolejna wiadomość: „Nie mogę przestać o tobie myśleć.”

– Kim jest K?! – wykrztusiłam godzinę później, kiedy Marek wrócił z pracy i zamknęliśmy się w sypialni – To Klaudia?! Błagam, powiedz, że nie! 

– Anka… proszę cię… – powiedział tylko, głosem tak cichym, że ledwo go słyszałam.

Nie odpowiedział nic więcej, tylko spuścił wzrok. I to było gorsze niż każde przyznanie się. Wyszłam z pokoju, chwiejąc się na nogach. Klaudia. Moja przyjaciółka. Ta, której mówiłam wszystko. Która tuliła mnie, gdy Marek mnie ranił. Która... spotykała się ukradkiem z moim mężem? Nie. To musiał być jakiś podły sen. Ale niestety, wszystko zaczynało pasować. Ich spojrzenia, nagła zmiana zachowania Marka i wiadomość z podpisem: „K.”

Pojechałam do niej natychmiast

Bez makijażu, z rozmazanym tuszem od płaczu i w pierwszym lepszym swetrze. Dzieci zostawiłam u zaprzyjaźnionej sąsiadki. Nie mogłam czekać, musiałam usłyszeć to od niej. Drzwi otworzyła jak zawsze – z uśmiechem.

– Anka? Co się stało?

– To ty? – spytałam szeptem, próbując nie wybuchnąć. – Ty spałaś z moim mężem?

Zamarła. Uśmiech zniknął. Patrzyła na mnie jak na ducha.

– O czym ty mówisz…

– Nie kłam! – krzyknęłam. – Widziałam wasze wiadomości! Widziałam, jak piszesz, że tęsknisz, że „było cudownie”! Klaudia, błagam… powiedz mi, że to nie ty!

Milczała chwilę, jakby walczyła sama ze sobą: – To się po prostu stało – szepnęła. – Nie planowaliśmy tego…

– Po prostu się stało?! – wrzasnęłam. – Ty byłaś dla mnie jak siostra! Rozumiesz?! Ty znałaś każdą moją łzę! Przychodziłaś do mojego domu! Do MOJEGO domu! Piłaś ze mną kawę, słuchałaś, jak płaczę przez niego… a potem szłaś z nim do łóżka?

– Anka… – zaczęła płakać. – Ja… ja też byłam samotna…

– Samotna?! A ja?! Zdradziłaś mnie. I to najgorszy rodzaj zdrady – bo od kobiety, którą kochałam jak rodzinę.

Nie chciałam już nic słyszeć. Wybiegłam z mieszkania, nie oglądając się za siebie. Szłam przed siebie, nie wiedząc dokąd. Mijałam ludzi i samochody, a w głowie miałam mętlik. Dudniło tam tylko jedno pytanie: jak mogłam być taka ślepa?

Wróciłam do domu późno

Siedziałam pół nocy na ławce w parku, a potem błąkałam się po mieście. Nie płakałam już, bo wszystko we mnie było puste. Wyciszone. Jakby ta zdrada wydrenowała ze mnie resztki emocji. Gdy w końcu wróciłam, Marek siedział w kuchni i nawet na mnie nie popatrzył.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam cicho – Powiedz mi tylko dlaczego?

– Nie wiem. To się po prostu wydarzyło. Zbliżyliśmy się… było coś, czego nam brakowało. Mnie… – zająknął się – mnie brakowało zrozumienia. Spokoju.

– A ja? Myślisz, że mi było łatwo? Że nie brakowało mi czułości? Bliskości?

– Z Klaudią… to było inne. – Wypowiedział to tak, jakby mówił o zmianie diety. Bez emocji. – Nie chciałem cię ranić.

– Ale mnie zdradziłeś i to z kobietą, którą kochałam jak siostrę. W moim domu, gdy dzieci spały za ścianą.

Marek milczał jak tchórz, a po chwili powiedział tylko: – Wynajmę mieszkanie. Daj mi trochę czasu. Nie będę robił problemów z dziećmi.

Kiwnęłam głową. Czułam, że coś się we mnie zamknęło. Że to koniec czegoś wielkiego. Że teraz zostaje mi tylko... przetrwać.

Anna, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: