Minął rok, odkąd Sandra powiedziała „nie”. Rok, odkąd klęcząc z pierścionkiem w dłoni, usłyszałem, że ona nie jest gotowa. Wtedy coś we mnie pękło. Przez kilka miesięcy nie potrafiłem normalnie funkcjonować. Wszystko przypominało mi o niej — dźwięk powiadomień, zapach perfum nieznajomej w tramwaju, piosenka w kawiarni. Spałem źle, jadłem byle co. Funkcjonowałem na autopilocie. W końcu przyszedł moment, w którym zacząłem zbierać się do kupy. Zacząłem biegać, zmieniłem fryzurę, rzuciłem się w pracę.

Znajomi mówili, że wracam do siebie, że wreszcie jest lepiej. A ja milczałem, bo przecież nie będę im mówił, że nadal budzę się z jej imieniem na języku. I wtedy pojawiła się Oliwia. Cicha, ciepła, zupełnie inna niż Sandra. Poznaliśmy się przypadkiem, ale rozmowa z nią była jak łyk świeżego powietrza. Powoli zaczęła wypełniać pustkę, którą zostawiła po sobie Sandra. I choć wiem, że przy Oliwii wreszcie czuję spokój, czasem i tak wraca tamta noc. Jej spojrzenie. Jej „nie teraz”. Myślałem, że to już przeszłość. Aż do wczoraj, gdy znów ją zobaczyłem.

Wyjdziesz za mnie?

Wiedziałem, że ją kocham. Od dawna. Ale wtedy byłem też pewien, że ona kocha mnie. Tak naprawdę, głęboko. I że kiedy uklęknę z pierścionkiem, powie bez wahania tak. Planowałem to tygodniami. Zabrałem ją do restauracji, którą kiedyś nazwała „swoim miejscem marzeń”. Zarezerwowałem stolik przy oknie, zamówiłem jej ulubione czerwone wino i bukiet lilii, które czekały na nas, gdy przyszliśmy. Cały wieczór był jak z filmu. Do czasu.

– Co ty wyprawiasz… – szepnęła, kiedy uklęknąłem.

– Sandra – spojrzałem jej w oczy, a serce waliło mi jak szalone. – Chcę z tobą spędzić resztę życia. Wyjdziesz za mnie?

Jej twarz zamarła. Zamiast łez wzruszenia zobaczyłem strach. Nie odpowiedziała od razu. Zerkała nerwowo dookoła, jakby szukała wyjścia.

– Nie mogę… – powiedziała cicho. – Nie teraz. To dla mnie za dużo.

Cisza, która zapadła, bolała bardziej niż jej słowa. Wszystko, co było między nami, nagle zaczęło się chwiać.

– Przepraszam – dodała. – Po prostu...nie jestem gotowa. Ja… muszę iść.

– Ty tak po prostu wychodzisz?! – zdołałem tylko wyrzucić z siebie.

– Kamil, nie teraz… Proszę. – Odwróciła się i wyszła.

Zostałem sam, z pierścionkiem w dłoni i dwiema liliami na stole. Czułem się jak idiota. I choć chciałem wierzyć, że jeszcze wróci, to w środku coś mi szeptało: już jej nie odzyskasz.

Nie przestałam o tobie myśleć

Spotkałem ją przypadkiem. Szedłem właśnie do nowej kawiarni na rogu. I nagle nie mogłem uwierzyć własnym oczom – ona. Stała przy ladzie. Włosy miała krótsze, jaśniejsze. Ubrana inaczej niż kiedyś — mniej efektownie, bardziej zwyczajnie. Ale to były jej oczy. Ten sam błysk. Zauważyła mnie.

– Kamil? – powiedziała, jakby nie wierzyła, że to ja.

– Sandra – wyrwało mi się, zanim zdążyłem uciec wzrokiem.

Podeszła, ostrożnie. 

– Nie sądziłam, że cię spotkam – uśmiechnęła się, ale usta drżały. – Wyglądasz… inaczej.

– Rok potrafi zmienić człowieka – rzuciłem, może zbyt chłodno. – Ty też się zmieniłaś.

Zaproponowała kawę. Usiedliśmy przy oknie.

– Wiem, że cię zraniłam – powiedziała. – Wiem, że zepsułam coś, co miało być piękne. Ale… ja wtedy uciekałam przed sobą, nie przed tobą.

Musiałam sobie to wszystko przepracować. I zrozumiałam jedno – ja nie przestałam cię kochać. Po prostu wtedy się bałam. Ale teraz… jestem gotowa. Jeśli ty jeszcze…

Przerwałem jej.

– Jest ktoś inny.

Zamarła.

– Ale ja… ja nie przestałam o tobie myśleć.

Patrzyłem na nią i nie wiedziałem, co bardziej boli – to, że wróciła, czy to, że naprawdę chciałem usłyszeć te słowa. Wieczorem nie mogłem zasnąć. Oliwia leżała obok mnie, spokojna, ciepła. A ja patrzyłem w sufit i myślałem tylko o jednym. Co ja, do cholery, mam teraz zrobić?

Przecież ona cię zmiotła z planszy

– Dobra, powiedz mi to jeszcze raz, ale od początku – Paweł odstawił kufel z piwem na blat i wbił we mnie wzrok. – Sandra wróciła i co?

Chce drugiej szansy – powiedziałem cicho, jakby mnie to wstydziło. – Twierdzi, że się zmieniła. Że zrozumiała.

Paweł parsknął.

– Serio? I ty to kupujesz?

– Nie wiem – wzruszyłem ramionami. – Nie jest już taka jak kiedyś. Mówi, że się zmieniła.

– A może po prostu nauczyła się lepiej manipulować? – przerwał mi Paweł. – Kamil, błagam cię. Przecież ona cię zmiotła z planszy. Leżałeś i wyłeś.

Pamiętasz siebie wtedy? Ja pamiętam. I teraz co, wystarczy że pomacha rzęsami i już chcesz ryzykować to wszystko?

– Paweł, nie o to chodzi… – zacząłem, ale pokręcił głową.

– A o co? O to, że twoje serce znowu cię wciąga w bagno? Masz cudowną kobietę. Oliwia to złoto. Nie rzuca cię, nie ucieka, nie bawi się tobą. Naprawdę chcesz to wszystko rozwalić przez jedną niedokończoną historię?

Milczałem. Wiedziałem, że mówi prawdę. Ale było we mnie coś, czego nie mogłem zignorować. Coś, co się budziło, gdy myślałem o Sandrze.

– Ludzie się zmieniają – powiedziałem cicho.

– Albo uczą się ładniej kłamać – skwitował Paweł. – Tylko ty zdecyduj, czy chcesz w to wejść. Bo drugi raz możesz się już nie pozbierać.

Wróciłem do mieszkania, a Oliwia siedziała na kanapie, zawinięta w koc, z kubkiem herbaty. Uśmiechnęła się do mnie, a ja poczułem, że jestem świnią. Bo ona nic nie wie. A ja mam w głowie tylko pytanie: Czy naprawdę jestem gotów ją zranić… dla kobiety, która już raz mnie zniszczyła?

Nie wiedziałem, czy to tęsknota

Nie chciałem jej tego mówić. Naprawdę. Ale nie umiałem już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Oliwia siedziała przy stole, przeglądała coś w laptopie. Spojrzała na mnie z uśmiechem, kiedy wszedłem do kuchni, ale od razu wyczuła, że coś jest nie tak.

– Kamil? – zapytała cicho. – Co się dzieje?

Usiadłem naprzeciwko niej. Nie patrzyłem w oczy. Miałem wrażenie, że ziemia zaczyna się pode mną rozsuwać.

– Spotkałem Sandrę – powiedziałem w końcu.

Zamarła. Dosłownie. Tak jakby wyłączyła się na sekundę. Potem tylko skinęła głową.

– I?

– Powiedziała, że żałuje. Że się zmieniła. Że… że wciąż mnie kocha.

Z trudem przełknęła ślinę. Zamknęła laptopa. Odwróciła wzrok.

– A ty?

Nie potrafiłem odpowiedzieć od razu. Patrzyłem na jej dłonie, jak powoli zaciskają się na brzegu kubka.

– Nie wiem – wyszeptałem. – Wiem, że cię kocham. Ale kiedy ją zobaczyłem, coś się we mnie odezwało. Nie chcę cię ranić, Oliwia. Ale nie chcę też kłamać.

– Więc może powinieneś się dowiedzieć – powiedziała spokojnie, zaskakująco spokojnie. – Ale nie każ mi czekać. Ja nie jestem kołem zapasowym, Kamil.

– Oliwia, proszę…

– Nie. Daj sobie czas, jeśli go potrzebujesz. Ale ja też dam sobie prawo do decyzji.

Spakowała kilka rzeczy, wyszła. Zostawiła mnie samego w ciszy. Usiadłem na podłodze w sypialni i otworzyłem stare pudełko ze zdjęciami. Na wierzchu leżało jedno – ja i Sandra, w Wenecji, z mokrymi włosami i głupimi uśmiechami. Serce mi stanęło. Nie wiedziałem, czy to tęsknota… czy iluzja.

Czy coś jeszcze jest między nami?

Spotkaliśmy się w tej samej kawiarni co za pierwszym razem. Sandra już czekała — z herbatą, książką na stole, niepewnym uśmiechem. Usiadłem naprzeciwko. Milczeliśmy przez chwilę.

– Myślałam, że nie przyjdziesz – powiedziała cicho.

– Nie powinienem – odparłem. – Ale muszę usłyszeć wszystko. Do końca.

Skinęła głową. Przez chwilę bawiła się łyżeczką, potem spojrzała mi prosto w oczy.

– Po tamtym wieczorze… uciekłam. Serio. Nie tylko z restauracji, ale w ogóle. Z miasta, z życia. Miałam wrażenie, że się rozpadam. Mój ojciec zostawił naszą rodzinę z dnia na dzień, matka zamknęła się w swoim świecie. Nagle zdałam sobie sprawę, że ty jesteś jedyną osobą, która naprawdę mnie znała. I to mnie przeraziło.

Patrzyłem jej w oczy, a ona kontynuowała.

– Z czasem… zaczęłam rozumieć. Bałam się miłości. Bałam, że się zaangażuję, a ty też mnie zostawisz. 

Poczułem, że coś we mnie pęka. Bo to, co mówiła, brzmiało jak prawda. Prawdziwa. Ludzka. Bolesna.

– A teraz? – zapytałem.

Teraz chcę żyć świadomie. Nie uciekać. Nie potrafię o tobie zapomnieć.

– A ja nie wiem, czy potrafię ci zaufać – powiedziałem. – Nadal coś do ciebie czuję. Ale nie wiem, czy to ciągle miłość. 

Spojrzała na mnie. W jej oczach pojawiły się łzy. Ale nie zrobiła histerii. Nie próbowała mnie chwytać za rękę.

– … to może warto sprawdzić, czy coś jeszcze jest między nami?

Nie odpowiedziałem. Po prostu siedzieliśmy. Dwoje ludzi, których kiedyś połączyła miłość, a potem oddzielił strach. I którzy być może spotkali się o rok za późno.

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: