Mówią, że wychodząc za mąż, bierzesz też jego rodzinę. Ale nikt nie uprzedził mnie, że będę musiała dzielić się własnym mężem z jego matką niemal codziennie. Że przestanę czuć się jak żona, a zacznę jak… pomoc domowa w układzie, który z czasem zrobił się dla mnie nie do zniesienia.
Nazywam się Natalia. Mam 31 lat i od pięciu lat jestem żoną Piotra – faceta, którego kiedyś naprawdę kochałam. Był ciepły, opiekuńczy, potrafił rozśmieszyć mnie do łez. Ale był też wiecznie przyklejony do swojej matki, Marii. Na początku myślałam: „urocze, że są tak blisko”. Dziś myślę: „gdzie ja się w tym wszystkim podziała?”

Maria przychodzi bez zapowiedzi, czasem nawet z kluczem. Wchodzi do mieszkania i stawia garnek zupy na blacie. A Piotr? Całuje ją w policzek i mówi: „Mmm… nic nie smakuje tak jak twój rosół, mamo”. A ja? Ja w tym czasie planowałam wspólny obiad, robiłam zakupy. Ale wszystko ląduje w lodówce, bo przecież „mama przyniosła”. Wczoraj dzwoniłam do Magdy, mojej przyjaciółki.

– Ja się po prostu czuję zbędna – powiedziałam. – Jakby moje istnienie nie miało znaczenia. On nie potrzebuje mnie, skoro ma mamę.

– Natalia – odparła cicho – ty nie jesteś żoną. Ty jesteś statystką w cudzym spektaklu.

Co ci to przeszkadza?

Zebrałam się w sobie. To miała być spokojna rozmowa. Dojrzała. Chciałam tylko, żeby mnie usłyszał. Siedzieliśmy przy stole, Piotr jadł barszcz przyniesiony przez jego mamę. Nawet nie pytał, co ugotowałam.

– Możemy porozmawiać? – zaczęłam cicho.

– Mhm – burknął, nie podnosząc wzroku znad talerza.

– Chodzi o twoją mamę – powiedziałam ostrożnie. – O to, że codziennie coś przynosi. Obiady, zupy, ciasta… Ja nawet nie mam kiedy czegokolwiek ugotować, bo wszystko już tu jest.

Piotr spojrzał na mnie jakbym przesadzała.

– Przecież to tylko obiad, Natalia. Co ci to przeszkadza?

– Bo czuję się zbędna. Rozumiesz? Przestaję być żoną, partnerką. Jestem tylko kimś, kto mieszka w tym samym mieszkaniu. Twoja mama gotuje, ty ją chwalisz, a ja stoję z boku i czuję, że mogłabym nie istnieć.

– Serio? Robisz z tego problem? – odłożył łyżkę z hukiem. – Moja mama chce pomóc. A ty robisz z niej wroga.

– Ja nie chcę, żeby była moim wrogiem. Ja chcę mieć własną przestrzeń. Własne miejsce w tym domu.

– To pogadaj z nią, skoro ci tak przeszkadza. Ja nie widzę w tym nic złego.

Zamilkłam. W głowie miałam mętlik. Może faktycznie przesadzam? Nie wiedziałam już nic.

Ja tylko chcę pomóc

Poszłam do niej z duszą na ramieniu. Nie chciałam awantury, nie przyszłam z pretensjami. Miałam nadzieję, że jako dwie dorosłe kobiety możemy porozmawiać. Maria otworzyła drzwi z uśmiechem.

– O, Natalia! Właśnie gotuję zupkę z koperkiem, Piotrek uwielbia – powiedziała radośnie, nie pytając nawet, po co przyszłam.

Usiadłyśmy w kuchni. Na stole stały słoiki z przetworami, na blacie garnek parował, pachniało koperkiem i czosnkiem.

– Pani Mario, chciałam z panią porozmawiać... – zaczęłam niepewnie.

– Mów do mnie „mamo”, dziecko – przerwała.

Zacięłam się. Ale po chwili spróbowałam jeszcze raz:

– Mamo… Chciałam tylko powiedzieć, że bardzo doceniam to, co pani robi. Te obiady, ciasta... To bardzo miłe. Ale... czasem czuję, że przez to nie mam przestrzeni, żeby sama coś przygotować dla Piotra. Gotowanie to coś, co chciałabym robić jako jego żona. Maria spojrzała na mnie tak, jakby nie rozumiała.

– Ale ja tylko chcę pomóc. Ja wiem, że ty masz pracę, jesteś zmęczona. A Piotruś... on zawsze był delikatny, trzeba o niego zadbać. Nie sądziłam, że to cię urazi.

– Nie uraziło – skłamałam. – Po prostu... może rzadziej?

Milczała chwilę, po czym westchnęła teatralnie.

Zawsze robię coś nie tak. Zawsze komuś przeszkadzam. Wychowałam syna, oddałam mu wszystko, a teraz jestem kulą u nogi. Może najlepiej jakbym zniknęła?

– Nie o to mi chodziło... – zaczęłam, ale było za późno.

Ona już grała ofiarę, a ja poczułam się winna. Choć przyszłam tylko po odrobinę przestrzeni.

Nie chcę być tłem we własnym małżeństwie

Maria przestała przychodzić. Nie było zup, nie było ciast, nie było dźwięku jej klucza w zamku. I nie było też słowa od niej. Cisza. Ale wcale nie zrobiło się lżej. Piotr chodził zły, milczący. Wracał z pracy, siadał przed telewizorem i nie odzywał się nawet przy kolacji. Czasem coś odburknął. Czasem w ogóle mnie ignorował. W końcu nie wytrzymałam.

– Piotr, możemy porozmawiać? – zapytałam, podając mu herbatę.

Nie odpowiedział.

– Twoja mama... przestała przychodzić. I ty... też się zachowujesz inaczej. Chciałabym zrozumieć, co się dzieje.

Podniósł na mnie wzrok, twardy jak kamień.

– Co się dzieje? Serio pytasz? Moja matka płacze w domu, bo powiedziałaś jej, że nie jest tu mile widziana. Od lat się stara, gotuje, pomaga, a ty ją odsunęłaś jak jakiegoś intruza.

– Ja tylko powiedziałam, że... że chcę mieć przestrzeń jako żona. Że chcę też dbać o ciebie po swojemu. Nie zabroniłam jej przychodzić.

– Ale ją zraniłaś. Nie wszyscy są tak twardzi jak ty, Natalia.

Zaniemówiłam. Wieczorem, kiedy Piotr zamknął się w łazience, jego telefon zawibrował. Przez przypadek usłyszałam jego rozmowę. Nie podsłuchiwałam. Przysięgam, nie chciałam.

– Mamo, nie płacz. Wiem, że cię zraniła. Wiem, że Natalia... nie rozumie naszej relacji. – Dłuższa pauza. – Nie, nie jesteś problemem. To ona nie chce cię w naszym życiu.

Serce mi się ścisnęło. „To ja jestem potworem?” – myślałam. – „Bo nie chcę być tłem we własnym małżeństwie?”

Kochasz mnie jeszcze?

Czekałam, aż wróci z pracy. Nie chciałam dłużej unikać tej rozmowy. Miałam wrażenie, że jeśli jeszcze raz zjemy razem kolację w ciszy, coś we mnie pęknie. Piotr wszedł, rzucił kurtkę na wieszak, jak zawsze. Nie spojrzał na mnie. Siedziałam na kanapie z herbatą, dłonie mi drżały.

– Piotr – powiedziałam, zanim zdążył wejść do kuchni. – Musimy pogadać. Naprawdę.

Westchnął, niechętnie usiadł naprzeciwko.

– Słucham.

– Ja nie chcę się z tobą kłócić. Ja cię kocham. Ale nie mogę już tak żyć. Nie w tym układzie. Ja... czuję się samotna, choć przecież jestem mężatką.
Nie odezwał się.

– Mam wrażenie, że nie jestem tu partnerką. Że jestem dodatkiem. Ktoś gotuje ci obiady, ktoś cię wspiera, ktoś o ciebie dba – i nie jestem to ja. Więc pytam: po co ja tu w ogóle jestem?

– Przesadzasz – burknął. – Wymyślasz sobie dramaty.

– Nie przesadzam. Próbuję ci powiedzieć, że się duszę. Że nie widzę już dla siebie miejsca. Czy ty w ogóle jeszcze mnie widzisz? Czy jestem kimś więcej niż tylko tą, co ci nie zabrania widywać się z mamą?

Nie odpowiedział. Wbił wzrok w podłogę.

– Kochasz mnie jeszcze? – zapytałam cicho.

Milczał. Nawet na mnie nie spojrzał.

Wstał. Poszedł do przedpokoju, sięgnął po kurtkę.

– Wychodzę – powiedział tylko.

Drzwi trzasnęły. Zostałam sama z pytaniem, którego nie miał odwagi wypowiedzieć. „Chciałam być jego partnerką, a zostałam jedynie przeszkodą między nim a jego mamą.”

Nie wrócę do układu

Spakowałam się w nocy. Bez krzyków, bez dramatów. Tylko walizka i cisza. Pojechałam do siostry. Nie pytała za dużo, otworzyła drzwi, zrobiła herbatę i powiedziała:

– Śpij. Pogadamy rano.

Rano przyszła do mnie z kanapkami.

– Co się stało? – zapytała miękko.

Zacisnęłam dłonie na kubku. Nie chciałam płakać, ale głos mi drżał.

– Pogubiłam się. Chciałam być dobrą żoną. Ale chyba nikt tego nie zauważył. Mam wrażenie, że przestałam być sobą. Że od miesięcy jestem tłem. Wszystko kręciło się wokół jego mamy. A ja... byłam dodatkiem do układu.

– I teraz?

– Teraz jestem zmęczona. I wkurzona, że tak długo na to pozwalałam.

Telefon milczał cały dzień. Dopiero wieczorem pojawił się SMS od Piotra: „Mama płacze. Wróć do domu.” Poczułam, jak coś we mnie zamiera. Nie wiem, czy kocham swojego męża. Ale wiem, że siebie już ledwo poznaję. Wciąż nie wiedziałam, co dalej. Ale wiedziałam jedno: już nie wrócę do układu, w którym nie mam głosu. Jeśli mam być z Piotrem, to tylko jako partnerka. Nie cień.

Nie wiedziałam, co będzie dalej

Siedziałam na ławce w parku, owinięta szalikiem, z kubkiem gorącej kawy z termosu. Było zimno, ale nie chciałam wracać. Potrzebowałam tego – patrzeć, jak świat toczy się dalej beze mnie. Jak dzieci biegają z czapkami na bakier, jak starsza kobieta podaje wnukowi herbatniki, jak ktoś inny tuli niemowlę w chuście. Obok mnie usiadła młoda mama z wózkiem. Jej dziecko zasnęło, więc wyciągnęła książkę. A ja pomyślałam: jeśli kiedyś będę mieć dziecko, chcę być matką, która kocha, ale nie przygniata. Która daje, ale nie zabiera przestrzeni. Która nie sprawia, że ktoś inny znika, by ona mogła błyszczeć.

Mój telefon zawibrował. „Kiedy wracasz?” – napisał Piotr. Patrzyłam na ekran długo. A potem powoli zablokowałam telefon i odłożyłam go do torby.
Nie odpiszę. Nie teraz. Może nie nigdy. Bo w końcu to nie ja odeszłam pierwsza. To on mnie wymazywał latami. Ja tylko w końcu przestałam udawać, że mnie to nie boli. Wreszcie poczułam, że znowu jestem sobą. I choć nie wiedziałam, co będzie dalej, to pierwszy raz od dawna nie bałam się tego „dalej”.

Natalia, 30 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: