Do ślubu zostały cztery dni. W domu panował chaos, ale taki, który dawał mi radość – wybieranie winietek, próba sukni, ostatnie poprawki w menu. Byłam szczęśliwa i podekscytowana, mimo że przez cały czas czułam na sobie zimny wzrok przyszłej teściowej. Nigdy za mną nie przepadała, a im bliżej uroczystości, tym bardziej czułam, że coś knuje. Próbowałam się na tym nie skupiać, aż do dnia, kiedy zorientowaliśmy się z Filipem, że... nie ma naszych obrączek. Przeszukaliśmy wszystko. Początkowo myślałam, że to pomyłka, ale z każdą godziną coś przestawało mi się zgadzać.

To nie był jej ślub

W poniedziałek rano obudziłam się wcześnie. Zerknęłam na telefon – cztery dni do ślubu. Usiadłam na łóżku i przez chwilę po prostu się uśmiechałam. Filip jeszcze spał, leżał odwrócony do mnie plecami, z delikatnie pochrapującym nosem. Pomyślałam: To się naprawdę dzieje. Po tylu miesiącach planowania, uzgadniania z zespołem, florystką i tym wiecznie spóźnionym DJ-em, byliśmy na ostatniej prostej. Do południa odwiedziłam salon kosmetyczny, odebrałam suknię i zawiozłam ją do mojej mamy. Po drodze dostałam wiadomość od przyszłej teściowej: „Czy wszystko już gotowe?”. Nie odpisałam. Od tygodni próbowała mnie zniechęcić do moich wyborów – a to kwiaty zbyt „krzykliwe”, a to tort zbyt „prostacki”. Najchętniej zrobiłaby wszystko po swojemu. Tylko że to nie był jej ślub. Wieczorem Filip zapytał:

– Mama znowu coś pisała?

– Zgadnij – odpowiedziałam, siadając obok niego na kanapie. – Ale nie psujmy sobie humoru.

– Masz rację. Jeszcze tylko kilka dni.

Pocałował mnie w czoło. W tamtej chwili wydawało mi się, że naprawdę wszystko będzie dobrze. Jeszcze nie przeczuwałam, że to tylko cisza przed burzą.

Przecież tu były

W środę wieczorem pakowaliśmy rzeczy do torby, którą mieliśmy zabrać do hotelu, gdzie miała odbyć się ceremonia i wesele. Filip wyjął z szuflady czarne pudełeczko z obrączkami i położył je na stole obok innych drobiazgów.

– Może schowajmy je do walizki od razu – powiedziałam, układając kosmetyki w kosmetyczce.

– Za chwilę. Jeszcze raz na nie spojrzę – uśmiechnął się i otworzył pudełko.

Było puste. Zamarliśmy oboje. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w pudełko, jakby miały się tam magicznie pojawić. Filip spojrzał na mnie z niedowierzaniem.

– Przecież tu były. Wczoraj sprawdzałem.

Nie żartuj sobie teraz – powiedziałam, podchodząc do niego.

Zaczęliśmy gorączkowo przeszukiwać szuflady, pudełka, torebki, kieszenie kurtek, nawet lodówkę, jakbyśmy się bali, że oszaleliśmy. Nic.

– One tu były, Karina. Wiem to na sto procent – powtarzał Filip.

Przez głowę przeleciało mi sto myśli. Kradzież? Pomyliliśmy pudełka? Ktoś je zabrał? Zamknęłam oczy i spróbowałam przypomnieć sobie, kto ostatnio przewijał się przez nasz dom. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się w mojej głowie myśl, której nie chciałam dopuścić do siebie na głos.

Nie zrobiłaby czegoś takiego

Z początku nie chciałam o tym mówić. Uznałam, że lepiej skupić się na szukaniu, niż rzucać bezpodstawne oskarżenia. Ale z każdą minutą coś we mnie się gotowało. W niedzielę po południu, kiedy rodzice Filipa wpadli do nas z wizytą, jego matka nalegała, żebyśmy pokazali jej wszystko, co mamy przygotowane – także obrączki. Filip wyjął wtedy pudełeczko z szuflady, a ona wzięła je do rąk i oglądała z przesadną ciekawością. Pamiętałam to dokładnie. Zbyt dokładnie, jak na przypadek.

– Filip, pamiętasz, że twoja mama miała te obrączki w rękach? – zapytałam ostrożnie.

– No miała… Ale co, myślisz, że je zabrała?

Wzruszyłam ramionami.

– Nie wiem. Nie twierdzę tego. Po prostu… nie potrafię tego wykluczyć.

– Karina… moja mama może być irytująca, ale nie zrobiłaby czegoś takiego.

– A jesteś tego taki pewny?

Zamilkł. Chyba sam nie był. W końcu sam przyznał, że jego mama od tygodni dziwnie się zachowuje – wtrąca się we wszystko, neguje każdy wybór, traktuje mnie jak intruza. Zawsze robiła wszystko, żeby postawić mnie w złym świetle. Wieczorem napisałam do niej wiadomość, pytając, czy przypadkiem nie zabrała obrączek przez pomyłkę. Odpisała po dwóch godzinach: „Nie wiem, o czym mówisz”. Bez znaku zapytania. Bez wyjaśnienia.

Postanowiłam się z nią spotkać. Przyszła punktualnie, ubrana w perfekcyjnie wyprasowaną marynarkę i z miną, jakby przychodziła na zebranie zarządu. Usiadła naprzeciwko mnie i ułożyła dłonie na stole.

– Nie rozumiem, czemu chciałaś się spotkać tak nagle – zaczęła, nie czekając nawet na moje przywitanie.

Chcę tylko z tobą porozmawiać. Spokojnie.

– O czym? O tym absurdzie z obrączkami?

Spojrzałam jej prosto w oczy.

– Zniknęły. I ostatnia osoba, która je dotykała, to ty.

Parsknęła krótkim śmiechem.

– Serio? Zaraz powiesz, że je ukradłam?

– Nie mówię, że ukradłaś. Mówię, że coś się wydarzyło. Może zabrałaś przez przypadek, może je przełożyłaś gdzieś...

– Nie życzę sobie takich aluzji – przerwała mi. – I nie mam potrzeby niczego ci zabierać.

Potem dodała jeszcze ciszej:

– Mam nadzieję, że Filip nie będzie żałował.

Zrozumiałam wtedy jedno – nie miała wyrzutów sumienia. 

To nie była przypadkowa pomyłka

Nie pozostało nam już wiele czasu. Zdecydowałam, że musimy spróbować jeszcze raz, tym razem razem z Filipem. Ustaliliśmy plan: przeszukamy każdy kąt mieszkania, każde pudełko, nawet te, których wcześniej nie ruszaliśmy. Wiedziałam, że nie możemy pozwolić, by te kilka chwil przed ślubem zamieniły się w chaos i kłótnie.

– Jeśli ich nie znajdziemy, będziemy musieli na szybko kupić nowe – powiedział Filip, starając się brzmieć spokojnie.

– Wiem… – przytaknęłam, choć w duchu czułam, że to ostatnia nadzieja na wyjaśnienie wszystkiego bez dramatów.

Przeszliśmy po kolei wszystkie szuflady, skrzynki, torby i pudełka, powtarzając każdy ruch, który mogła wykonać jego mama. Po godzinie frustracja rosła. Każdy zakamarek mieszkania był już sprawdzony. Gdzie mogły się podziać? Filip nagle zatrzymał się przy półce z pamiątkami.

– Tutaj, w środku starego albumu… – powiedział szeptem.

Wyciągnął małą, ozdobną kopertę. Serce mi zabiło mocniej, gdy zobaczyłam w niej nasze obrączki. Leżały razem, jakby czekały, aż je odnajdziemy.

– Musiała je tu schować, żebyśmy przypadkiem nie zgubili – powiedział Filip, choć ton jego głosu zdradzał wątpliwość.

Odetchnęłam z ulgą, ale jednocześnie poczułam gorycz. To nie była przypadkowa pomyłka. 

Możemy przezwyciężyć wszystko

Znalazły się wreszcie. Trzymałam nasze obrączki w dłoniach, czując zarówno ulgę, jak i dziwne ukłucie żalu. Filip patrzył na mnie, nie wiedząc, czy się śmiać, czy krzyczeć. Były nasze, tak bardzo potrzebne, a jednocześnie przypominały mi o tym, że czasem nawet najbliżsi potrafią wplątać się w sprawy, które nie należą do nich. Wieczorem usiedliśmy razem w salonie, rozmawiając o tym, co się wydarzyło.

– Myślisz, że ona zrobiła to celowo? – zapytałam, delikatnie kręcąc obrączką na palcu.

– Nie wiem… – odpowiedział Filip. 

Spojrzałam na niego i zrozumiałam, że ślub nie jest tylko o pierścionkach i dekoracjach. To także o tym, żeby ufać sobie nawzajem, przetrwać drobne konflikty i nie pozwolić, by ktoś z zewnątrz zatruł nasze szczęście. Obrączki były symbolem czegoś większego niż dramatyczna sytuacja z ostatnich dni. Były symbolem naszej cierpliwości, wyrozumiałości i umiejętności stawiania granic. Nie wiedziałam, jak Filip zamierza to wszystko rozwiązać z mamą, ale wiedziałam jedno: jeśli cokolwiek będzie miało znaczenie w dniu naszego ślubu, to nasze wzajemne zrozumienie, nie błyszczące krążki z metalu. Trzymałam go za rękę i czułam, że możemy przezwyciężyć wszystko, jeśli będziemy razem.

Karina, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: