Zawsze byłam tą spokojną. Tą, która nie trzaska drzwiami, nie krzyczy. Tą, która „rozumie”. Nawet jeśli bolało. Jacek mówił, że to mnie właśnie kocha – za cierpliwość, za opanowanie. Mówił, że jestem jego ostoją. A ja…? Ja po prostu nauczyłam się nie robić hałasu, gdy czuję się samotna.
Nasza historia zaczęła się jak z katalogu – studia, szybkie zakochanie, wspólne marzenia o domu, podróżach, dzieciach. Ślub, potem wynajęte mieszkanie, kredyt na większe. Wieczory przy filmie, plany na wakacje, śmiechy w łóżku. Przez jakiś czas było naprawdę dobrze. Potem wszystko przycichło.

On zaczął wracać później. Milczał, gdy zadawałam pytania. Śmiał się do telefonu, którego nie chciał mi pokazać. Nie było żadnego dramatu. Żadnej wielkiej kłótni. Po prostu… przestał na mnie patrzeć jak dawniej. A ja coraz częściej czułam się jak mebel. Potrzebna, ale tylko wtedy, gdy czegoś brakowało – czystych ubrań, obiadu, ciepłego słowa. Wciąż wierzyłam, że to tylko okres. Że mu minie, że wróci. Bo przecież się kochaliśmy, prawda?
Do czasu tego wyjazdu w góry. Do wieczoru przy kominku, kiedy powiedział mi, że mnie zdradził. Wtedy pierwszy raz poczułam, że nie chcę być tą spokojną. Nie chcę być tą, która wybacza.

To nic nie znaczyło

Byliśmy wtedy w górskiej chacie. Wynajęliśmy ją na cztery dni – tak po prostu, żeby „odetchnąć od miasta”. Ja się łudziłam, że może to coś zmieni. Że może tam, w drewnianym domku pachnącym dymem z kominka, przypomnimy sobie, kim byliśmy. Wieczorem Jacek był dziwnie spięty, chodził od okna do kominka, zbyt często zerkał na telefon. W końcu usiadł naprzeciwko mnie i wyrzucił z siebie:

– Muszę ci coś powiedzieć.

Unikał mojego wzroku. Już wtedy wiedziałam. Tylko jeszcze nie znałam szczegółów.

Byłem z kimś. Przez chwilę. To nic nie znaczyło.

Słowa spadły na mnie jak śnieg z dachu. Niby ciche, niby spokojne, ale aż brakło mi tchu. Patrzyłam na niego. Na tego samego człowieka, z którym kiedyś śmiałam się do łez, z którym planowałam dzieci. Nie płakałam. Nie krzyczałam. Po prostu zapytałam krótko. 

– Z kim?

– Koleżanka z pracy. To już koniec. Chcę być z tobą. Przepraszam.

Siedziałam długo w milczeniu. Potem powiedziałam:

– Muszę to przemyśleć.

Nie powiedziałam „odejdź”. Nie zapytałam o szczegóły. Nie potrafiłam. Patrzyłam tylko na niego, jak na kogoś obcego.

Czułam się… widziana

Zaczęło się niewinnie. Konrad był jednym z tych, których pamiętasz z przerwy na kawę – za długi kontakt wzrokowy, uśmiech, który zostaje z tobą jeszcze chwilę po rozmowie. Poznaliśmy się na szkoleniu w firmie kilka miesięcy temu. Wymieniliśmy numery „tak w razie czego”. I długo nic się nie działo. Aż do czasu. Po wyznaniu Jacka wróciliśmy do domu, gdzie wszystko wyglądało tak samo, ale ja byłam już inna. Kilka dni później napisałam do Konrada. Bez celu, bez planu.

– Hej. Co u ciebie? – wysłałam wieczorem.

Odpisał po kilku minutach. Rozmawialiśmy jakbyśmy oboje wiedzieli, dokąd to zmierza. Spotkaliśmy się w kawiarni. Pretekst? „Zobaczmy się, pogadajmy.” Śmiał się, był ciepły. Uważny. A ja po raz pierwszy od dawna czułam się… widziana. Po kawie zapytał, czy chcę wpaść do niego. Powiedział to spokojnie, bez nacisku. Poszłam z nim do jego domu. Nie wiem, w którym momencie przestałam udawać, że nie wiem, po co tu przyszłam.

zy czułam się winna? Może przez chwilę. Ale kiedy dotknął mojej ręki, nie myślałam o Jacku. Byłam tylko kobietą, której ktoś właśnie przypomniał, że można być pożądaną. Po wszystkim siedziałam na krawędzi łóżka i zbierałam ubrania. Konrad nic nie mówił. Wróciłam do domu późno. Jacka nie było. Na stole stała zimna kolacja. Popatrzyłam na nią i pomyślałam: „Czy teraz czuję się lepiej? Czy to nas wyrównało?”

Naprawdę nie widzi, że coś się zmieniło?

Po powrocie z gór Jacek próbował odzyskać moje zaufanie Mówił, że „pracuje nad sobą”. Ja siedziałam obok, słuchałam jego wyznań i zastanawiałam się, jak to się stało, że staliśmy się dwoma aktorami odgrywającymi role szczęśliwego małżeństwa. W domu był spokój. Zbyt wielki. Robiliśmy sobie herbatę, rozmawialiśmy o zakupach, o tym, że trzeba wymienić opony w aucie. Każdy temat był bezpieczny, jakbyśmy bali się dotknąć prawdy. Nie mówiliśmy już o jego „błędzie”. Za to Konrad wracał do mnie coraz częściej – najpierw w myślach, potem w wiadomościach. Zaczęłam szukać pretekstu, by znów się z nim zobaczyć.

– Pójdę na miasto po pracy, może z Martą na kawę – powiedziałam pewnego ranka Jackowi przy śniadaniu.

– Jasne. Tylko wróć wcześnie – rzucił z uśmiechem. – Cieszę się, że znów robisz coś dla siebie.

Poczułam ukłucie. Czy naprawdę nie widzi, że coś się zmieniło? Że ja się zmieniłam?

– A ty? – zapytałam. – Wszystko w porządku?

– Z tobą? – spojrzał mi prosto w oczy. – Nie wiem. Czasem mam wrażenie, że jesteś obok, ale już nie ze mną.

Uśmiechnęłam się lekko.

– Wydaje ci się.

Kłamałam. On nie wiedział. Ale ja wiedziałam. I to się już nie cofnęło.

Nie chcę być kimś tylko na chwilę

Umówiliśmy się w tej samej kawiarni co wcześniej. Konrad czekał już przy stoliku, zamówił herbatę i spojrzał na mnie z tym spokojem, który tak mnie rozbrajał.

– Cieszę się, że przyszłaś – powiedział, ale nie uśmiechnął się.

Usiadłam naprzeciwko, rozpięłam płaszcz. Dłonie miałam lodowate, mimo że w środku cała byłam rozgrzana od emocji. Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało.

– Wiem, że jesteś z kimś. I nie chcę być kimś tylko na chwilę – zaczął. – Muszę wiedzieć, czego chcesz. Bo ja… chyba się w to wszystko za bardzo wciągnąłem.

Zamarłam. Nie spodziewałam się, że powie to tak wprost. Nie planowałam wyznań. To miało być tylko spotkanie. Może pocałunek. Może coś więcej. Na chwilę.

– Ja… nie wiem – powiedziałam cicho. – Nie myślałam, że to się tak potoczy. Nie chciałam, żebyś się aż tak w to angażował, ja też nie chciałam, by to zaszło aż tak daleko.

– Ula, ty nie jesteś zrobiona z kamienia. Nawet jeśli udajesz, że nic nie czujesz, to w twoim spojrzeniu jest tęsknota, jakiej dawno nie widziałem.

Zakręciło mi się w głowie. Nie od jego słów, ale od prawdy, którą w nich usłyszałam.

– Ja po prostu nie wiem, czego chcę – powtórzyłam, patrząc w swój kubek.

– W porządku. Ale ja nie będę tym „poczekajmy, zobaczymy”. Nie jestem tylko miejscem na twoją ucieczkę.

Po powrocie do domu płakałam. Nie dlatego, że tęskniłam. Płakałam, bo wiedziałam, że muszę coś wybrać. I każde z tych „coś” wiązało się z utratą.

Nie potrafię udawać

Wrócił do domu wcześniej niż zwykle. Siedziałam przy stole w kuchni, nie ruszając herbaty, którą zrobiłam godzinę temu. Usłyszał, że jestem. Zajrzał do kuchni, rzucił torbę na krzesło.

– Coś się stało?

Pokiwałam głową. Nie było sensu tego dłużej ciągnąć. Męczyło mnie to już od tygodni.

– Muszę ci coś powiedzieć.

Usiadł naprzeciwko mnie. Nie był zaskoczony. Jakby wiedział. Jakby czekał.

– Ja też cię zdradziłam – zaczęłam cicho.

Zamilkł. Spojrzał na mnie, jakby przez chwilę mnie nie rozpoznawał. Potem tylko skinął głową. A po minucie wstał od stołu.

– Ile razy? – zapytał bez emocji.

– Raz – odpowiedziałam.

Przechadzał się po kuchni, jakby próbował zrozumieć. Albo nie chciał wybuchnąć. W końcu odwrócił się do mnie gwałtownie.

– Czyli co? Chciałaś się odegrać?

– Nie… To nie była zemsta. To było... coś, co się wydarzyło, kiedy poczułam, że już cię nie mam.

– Ale mnie miałaś! – krzyknął. – Próbowałem to naprawić, Ula. Ty też mówiłaś, że chcesz!

– Chciałam. Ale nie potrafię udawać. Nie mogę żyć, mając to wszystko w sobie.

Patrzył na mnie, jakby chciał coś powiedzieć. Może coś, co by to wszystko odwróciło. Ale nic nie powiedział. Wyszedł z kuchni. Zostałam przy tym zimnym kubku. Sama.

Pierwszy raz od lat… mam wybór.

Minął tydzień, odkąd Jacek się wyprowadził. Spakował walizkę w milczeniu. Nie pytał, czy ma szansę wrócić. Ja nie prosiłam, żeby został. Tylko wymieniliśmy spojrzenia – jego był pełne bólu, moje... nie wiem. Może ulgi? Może żalu? Mieszkanie jest ciche. Za ciche. Czasem łapię się na tym, że wchodząc do kuchni, spodziewam się zastać go przy ekspresie do kawy. Albo, że słyszę jego kroki, zanim dotrze do mnie, że to tylko sąsiad za ścianą. Konrad napisał wczoraj: „Daj sobie czas. Nie chcę naciskać. Ale jestem, jeśli mnie potrzebujesz.” Nie odpisałam. Nie dlatego, że go nie chcę. Po prostu… nie wiem, czy umiem chcieć kogokolwiek teraz.

Codziennie analizuję wszystko od nowa – nasze początki, nasze błędy, Jacka zdradę, moją reakcję. Czasem mam wrażenie, że chciałam się zemścić, ale częściej... że po prostu chciałam poczuć coś. Cokolwiek. Wieczorem wyszłam na balkon. Śnieg znów zaczął sypać. W dłoni trzymałam ciepły kubek herbaty, który zrobiłam tylko dla siebie. Spojrzałam w dal – na światła miasta, które toczy się dalej, bez względu na nasze dramaty.
Nie podjęłam jeszcze decyzji. Nie wiem, czy rozstaniemy się na zawsze, czy damy sobie czas. Nie wiem, co z Konradem. Ale wiem jedno – nie chcę już żyć w półprawdach. Nie chcę już siebie okłamywać. Może pierwszy raz od lat… mam wybór.

Ula, 35 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: