Przez pięćdziesiąt lat żyłem w przekonaniu, że nasze małżeństwo, choć niepozbawione trudności, było oparte na zaufaniu i wzajemnym szacunku. Alina była moją towarzyszką życia – gotowała mi obiady, poprawiała kołnierzyk przed wyjściem i każdego wieczoru parzyła mi herbatę z miodem i cytryną. To był nasz mały rytuał. Nie przypuszczałem, że za jej spokojnym uśmiechem kryje się coś więcej niż zmęczenie czy wiek. Nie zauważyłem sygnałów, choć dziś wydają się wręcz krzyczeć. Dopiero przypadkowe odkrycie w naszej kuchni otworzyło mi oczy. Wszystko, co uważałem za pewnik, rozpadło się w jednej chwili.
Tego wieczoru wróciłem wcześniej z koła szachowego, bo rozbolała mnie głowa. Nie chciałem jej niepokoić, więc wszedłem cicho bocznymi drzwiami. Usłyszałem jej rozmowę przez telefon dochodzącą z kuchni:
– Marian? On tylko ma głowie szachy i telewizję. Niczego się nie domyśla – powiedziała żona.
– Ja też tęsknię. Już nie mogę się doczekać, kiedy pójdziemy na romantyczny spacer we dwoje – dodała po chwili.
Stałem bez ruchu, słysząc tylko dźwięk łyżeczki mieszającej napój. Moja Alina. Moja żona. Kim był ten mężczyzna? I od jak dawna to trwało?
Patrzyłem na nią inaczej
Tej nocy nie zmrużyłem oka. Leżałem sztywno na plecach, patrząc w ciemny sufit, słysząc jej równy oddech obok. Jak potrafiła spać spokojnie po tym, co mówiła? Rano zachowywała się jak zawsze – podała mi jajka na miękko, uśmiechnęła się, zapytała, czy chcę dżem malinowy czy śliwkowy. Odpowiedziałem mechanicznie. Każdy jej gest wydawał się teraz udawany. Patrzyłem na nią inaczej – jakby nie była moją żoną, a aktorką odgrywającą rolę. Zacząłem obserwować. Nie chodziłem już do klubu, odwołałem wizyty u znajomych. Tylko siedziałem i czekałem na kolejny dowód. Zauważyłem, że z kopert, które trzymałem w komodzie regularnie znikają nasze wspólne oszczędności, które odkładaliśmy na czarną godzinę. Początkowo udawałem jednak, że tego nie widzę. W końcu jednak zapytałem.
– Widziałem, że ubyło trochę pieniędzy.
– Wiesz, miałam trochę pilnych wydatków… – mówiła Alina.
Nie drążyłem. Wiedziałem, że nie mówi prawdy. Nie poznawałem jej. Jej głos, jej śmiech, jej słowa – to wszystko należało do kogoś obcego. A jednak mieszkała w moim domu, spała w moim łóżku, robiła mi obiady jak gdyby nigdy nic.
Wiedziałem, że muszę działać
Po tym, co usłyszałem, wiedziałem jedno – muszę mieć dowody. Samo moje słowo to za mało. Przez kilka dni udawałem naiwnego starca, który nie dostrzega niczego poza pogodą i programem przyrodniczym. Któregoś dnia zobaczyłem ich przez okno. Żona myślała, że jestem w klubie szachowym, ale ja specjalnie zostałem w domu. To był Ludwik. Nasz sąsiad. Wyglądali, jakby wracali ze spaceru. Obejmował ją, a na pożegnanie dał jej pocałunek w policzek. Zrobił to tak naturalnie, jakby już widział siebie w moich kapciach i przy moim stole.
– Jak mogłem być tak głupi i naiwny – mówiłem do siebie cicho.
Moja Alina. Czterdzieści lat razem pod jednym dachem. Teraz na stare lata miała kochanka na boku, a ja nie mogłem w to uwierzyć. Przestałem się wahać. Wiedziałem, że muszę działać. Alina wychodziła coraz częściej. Cały czas były to różne wersje - zakupy, herbata u sąsiadki, spotkanie koła gospodyń, jakieś weekendowe wyjazdy. Wracała z nich coraz później. Ale ja już już miałem pewność, co się za tym kryje.
Teraz wiem, na co idą nasze oszczędności
Któregoś wieczoru wyszedłem na spacer. Kiedy chodziłem ulicami, nagle z daleka zobaczyłem moją żonę i Ludwika. Wychodzili z drogiej restauracji. On uśmiechnięty od ucha do ucha, elegancki, ona wpatrzona w niego jak w obrazek. Nie pamiętam, kiedy patrzyła ostatnio tak na mnie.
– A, to już teraz wiem, na co idą nasze oszczędności, wspólne kolacyjki, wycieczki – powiedziałem pod nosem.
Stałem i patrzyłem, jak znikają w oddali. Czułem, jak zawala mi się cały świat pod nogami. Przez kolejną godzinę chodziłem bez celu. Kiedy wróciłem do domu, żona już w nim była. Zachowywała się tak, jakby nic się nie stało.
– Gdzie byłeś? – zapytała.
– Spacerowałem tu i ówdzie.
Znów postawiła przede mną herbatę. Uśmiechnęła się łagodnie.
– Z miodem, jak lubisz.
– Jak zawsze – odpowiedziałem spokojnie, choć serce waliło mi jak oszalałe.
Jej spokojny uśmiech i ciepły głos były tylko maską
Od tego momentu obserwowałem każdy jej krok. Alina wracała do domu z zakupami, rozmawiała przez telefon, czasem wychodziła na balkon, patrząc w dal – jakby nad czymś się zastanawiała. Jej twarz była spokojna, niemal anielska, a w oczach kryło się coś, czego nie potrafiłem odgadnąć. Patrzyłem na nią i zastanawiałem się, jak przez tyle lat mogłem nie zauważyć tej podwójnej natury. Pewnego dnia znów usłyszałem jej rozmowę. Stała na balkonie, a w domu było otwarte okno. Mówiła cicho, nie podejrzewała, że podsłuchuję.
– Wzięłam trochę oszczędności z naszej koperty. Jutro ci przyniosę. Już nie mogę doczekać się wspólnego wyjazdu. – mówiła.
– Też tęsknię – dodała na koniec rozmowy.
Po chwili wyłączyła telefon, a ja szybko prześlizgnąłem się do kuchni. Wtedy zrozumiałem, że muszę działać szybko. Alina nie tylko mnie zdradzała, ale wydawała moje pieniądze na przyjemności z kochankiem. Jej spokojny uśmiech i ciepły głos były tylko maską. Alina, którą znałem przez pięćdziesiąt lat, przestała istnieć. Pozostała jej druga twarz – zimna, wyrachowana i bezwzględna.
Nie mogłem dłużej czekać
Alina weszła do kuchni z uśmiechem, patrzyła na mnie jak dawniej, jakby nic się nie wydarzyło.
– Herbata gotowa, kochanie – powiedziała miękko.
A ja nie mogłem dłużej czekać. Poczułem, że to jest właśnie ten moment, kiedy muszę wyłożyć karty na stół.
– Alina, musimy porozmawiać. O wszystkim, co ukrywasz od dawna.
Jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, potem przybrały chłodny wyraz. Widocznie nie spodziewała się, że wszystko wyjdzie na jaw. Wiedziałem, że nie ma już odwrotu. Jej spojrzenie było pełne gniewu, ale ja czułem ulgę. Nie pozwoliłem jej wygrać. Całe życie razem, pięćdziesiąt lat, a jednak teraz wszystko stało się jasne. Ludwik już nic nie znaczył, a ona była odsunięta od wszystkiego, co miało dla mnie wartość. Nie cieszyłem się. Nie było w tym radości. Było zimno i puste, ale wiedziałem, że przetrwałem. W końcu to ja decydowałem o swoim losie.
Marian, 63 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na stare lata dopadła mnie strzała Amora. Ludziom nie mieści się w głowie, że w tym wieku wolę randki od szydełkowania”
- „Nie sądziłam, że na stare lata jeszcze się zakocham. Ja gaduła, a on mruk, a jednak od początku mieliśmy się ku sobie”
- „Mąż całymi dniami gapi się w telewizor, a spaceruje tylko do lodówki. Nie tak wyobrażałam sobie naszą jesień życia”








