Mam na imię Kasia. Trzydzieści pięć lat, żona, pracuję zdalnie – głównie księgowość i wystawianie faktur dla kilku firm. Większość czasu spędzam w domu. Lubię to. Spokój, porządek, rutyna. Z wiekiem człowiek uczy się doceniać ciszę, a ja po prostu nie mam już siły na niepotrzebny hałas – zwłaszcza ten w relacjach. Jeszcze parę lat temu byłam inna. Towarzyska, otwarta, z głową pełną pomysłów na weekendowe wypady z „przyjaciółmi”. Ale ludzie… potrafią rozczarować. Szczególnie ci, którym otworzysz drzwi zbyt szeroko.
Kilka razy się sparzyłam. Jedna z tych historii dotyczy Anity – kobiety, z którą kiedyś dzieliłam wszystko: poranne kawy, ubrania, a nawet sekrety. Do czasu. Dziś staram się mieć przy sobie tylko najbliższe osoby, a całą resztę... trzymam na dystans. Dlatego imieniny spędzam tylko u boku męża i w gronie przyjaciół. W tym roku zaprosiłam dosłownie kilka osób. Żadnych niespodzianek. Tego wieczoru wszystko miało być pod kontrolą. A jednak – coś poszło nie tak. Bo kiedy o 19:37 zadzwonił dzwonek do drzwi... i zobaczyłam ją – wiedziałam, że to nie będzie zwykły wieczór.
To nie będzie spokojny wieczór
– Dołożysz mi jeszcze tej sałatki? – zapytała Monika, podsuwając talerzyk. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. W tle leciał jakiś jazzowy kawałek.
Piotrek właśnie wdał się z Michałem w jakąś dyskusję, a Asia podjadała kolejną babeczkę mimo zarzekania się, że „po osiemnastej nic nie je”.
Było dokładnie tak, jak chciałam. Kameralnie, ciepło, bez zadęcia. Do czasu. Dzwonek do drzwi rozciął gwar rozmów jak brzytwa. Wszyscy zamilkli na sekundę. Spojrzałam zaskoczona na Michała, on wzruszył ramionami.
– Kogoś jeszcze się spodziewasz? – mruknęła Monika.
– Nie – odpowiedziałam krótko i wstałam.
Podeszłam do drzwi, lekko spięta. Otworzyłam.
– Cześć, Kasieńko – powiedziała ona. Anita.
Stała przede mną, uśmiechnięta jak gdyby nigdy nic, w czerwonym płaszczu z torebką prezentową w dłoni
– Wiem, że to niespodzianka, ale byłam akurat w okolicy. Przypomniałam sobie, że dziś świętujesz, więc pomyślałam… czemu nie?
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Zamarłam.
– Nie spodziewałam się ciebie… – wydusiłam w końcu.
– Ale skoro już tu jestem… mogę wejść? – rzuciła lekko, jakby to było zupełnie naturalne.
Z boku drzwi wyłonił się Michał. Wymienili się spojrzeniami.
– Cześć, Anita – powiedział cicho. Nawet nie zapytał, co tu robi.
Wpuściłam ją. Bo co miałam zrobić? Kazać zawrócić? Przecież wszyscy patrzyli. Zamknęłam drzwi i poczułam, jak coś ściska mnie w żołądku. Wiedziałam już, że to nie będzie spokojny wieczór.
Nie chciałam robić scen
Anita weszła do salonu pewna siebie, jakby wcale nie minęło pięć lat od naszej ostatniej rozmowy. Siedziała na kanapie, śmiała się z jakiegoś żartu Piotrka, jakby była tu honorowym gościem, a nie nieproszonym cieniem przeszłości. A ja... ja nie mogłam oderwać wzroku od jej dłoni, tej delikatnie położonej mimowolnie na ramieniu Michała.
– Kasia, coś się przypaliło? – rzuciła koleżanka z kuchni.
– Nie, wszystko pod kontrolą – odpowiedziałam, odrywając się od tej sceny i rzucając się na pretekst, by zniknąć z pokoju. Potrzebowałam oddechu. I kilku sekund, żeby przełknąć to, co właśnie widziałam.
Po chwili Michał wszedł do kuchni z pustym talerzykiem.
– Jest naprawdę niezła ta tarta z porami. Kto ją zrobił?
– Ja – odpowiedziałam sucho, nie patrząc mu w oczy. – A Anita? Smakuje jej wszystko?
– Kasia… – westchnął. – Przestań.
– Przestać co? – obróciłam się w jego stronę. – Przestać patrzeć, jak twoja „koleżanka” z dawnych lat tuli się do ciebie przy wszystkich? Przestać udawać, że to normalne, że nagle się pojawia?
– Sama ją wpuściłaś do środka – odpowiedział chłodno.
– Bo nie chciałam robić scen. W przeciwieństwie do niej, ja mam jakieś granice.
Michał uniósł brwi, ale nic nie powiedział. Milczenie między nami zrobiło się gęste jak kisiel. Anita zaśmiała się w salonie – głośno, jak zawsze. Znów coś powiedziała z tym charakterystycznym wyniosłym tonem. Wróciłam do salonu z uśmiechem przyklejonym do twarzy, ale w środku czułam, że wszystko się we mnie gotuje.
To nie był przypadek
Zegar w salonie wybił jedenastą. Większość gości już wyszła. Anita kręciła się jeszcze po salonie, jakby nie zauważyła, że impreza dobiegła końca.
– To może i ja się będę już zbierać – rzuciła w końcu, kierując się w stronę korytarza. – Dzięki za gościnę, Kasiu. Naprawdę fajnie było się zobaczyć po takim czasie.
– Jasne – odpowiedziałam cicho. Nie miałam już siły na złośliwości.
Wróciłam do pokoju, by zgarnąć kilka talerzy do kuchni, pokazując, że wszystko mnie interesuje bardziej niż jej pożegnanie. Gdy wychodziłam z naczyniami, zobaczyłam, że Anita i mój mąż stoją blisko siebie. Za blisko. Anita objęła Michała. I nie wyglądało to na przyjacielskie przytulenie – jej dłoń powędrowała na jego kark, usta wylądowały na jego policzku, niebezpiecznie blisko ust. Trwało to kilka sekund. Za długo.
A Michał? Stał. Nieruchomo. I się uśmiechał. Nie krzyknęłam. Nie wybiegłam. Po prostu odwróciłam się i wróciłam do kuchni. Ręce mi się trzęsły, talerz prawie upadł na podłogę. Serce waliło mi jak oszalałe. „To nie był przypadek. Nie pierwszy raz, prawda?” – przeszło mi przez głowę. Anita zamknęła za sobą drzwi. Michał wrócił do salonu, jakby nic się nie stało. A ja… zaczęłam się bać własnych domysłów.
Czy jeszcze jesteśmy „my”
Rano obudziłam się z ciężarem na klatce piersiowej. Michał leżał obok, jakby nic się nie stało. Spał. Albo udawał. Może tak było wygodniej Zeszłam do kuchni, zaparzyłam kawę, z trudem przełknęłam dwa łyki. Wpatrywałam się w parującą filiżankę, aż w końcu usiadł naprzeciwko mnie. Milczał. Znowu to jego milczenie.
– Dlaczego nic nie powiedziałeś, gdy ją zobaczyłeś? – zaczęłam cicho, nie podnosząc wzroku.
– To ty ją wpuściłaś – odpowiedział. – Nie miałem wyboru.
– Miałeś. Miałeś wybór, gdy ją obejmowałeś na klatce. Gdy pozwoliłeś, żeby cię całowała.
Spojrzał na mnie, w końcu. Ale to nie było spojrzenie winnego. Raczej kogoś zrezygnowanego.
– To nie było to, co myślisz.
– Naprawdę? Bo wyglądało znajomo. Tak, jak wtedy… przed laty. Kiedy mówiła, że „nigdy nie spotkała tak fascynującego faceta”.
– Kasia… – westchnął. – Przeszłość to przeszłość. Wtedy też przesadzałaś.
– Przesadzałam? Wiesz, co jest najgorsze? Nie ten pocałunek. Tylko to, że stałeś tam jak słup soli. Nawet nie cofnąłeś się o krok. Nie powiedziałeś jej „nie”. A ja to widziałam.
Wstał. Odłożył spokojnie filiżankę do zlewu.
– Nie będę się tłumaczył z rzeczy, które nie mają znaczenia.
– To właśnie najbardziej boli. Że dla ciebie to „nie ma znaczenia”.
I wtedy dotarło do mnie coś jeszcze gorszego: on naprawdę nie widział w tym niczego złego. Jakby to było normalne. Jakby całowanie się z dawną koleżanką było czymś, co można zbyć wzruszeniem ramion. A ja? Ja nie byłam już pewna, kim jesteśmy – ja i on. I czy jeszcze jesteśmy „my”.
Nie wiem, czy jeszcze komuś ufam
Teraz, kiedy Anita znów się pojawiła po latach jak gdyby nigdy nic, zaczęłam się zastanawiać, jaki miała cel. Po co przyszła? Nie wierzę w przypadki. Wierzę w motywy. A jej były aż nazbyt czytelne. Już pięć lat temu próbowała namieszać w moim związku. Teraz wróciła, żeby sprawdzić, czy jej się to uda. Michał wyszedł około południa. Powiedział, że „musi się przejść, przewietrzyć głowę”. Nie zapytał, czy czegoś potrzebuję. Nie pocałował mnie w czoło, jak to czasem robił. Po prostu włożył kurtkę i zniknął.
Siedziałam w kuchni. Herbata ostygła. Na stole zostały resztki ciasta i pogniecione serwetki z wczorajszego wieczoru. Niezmyte naczynia piętrzyły się w zlewie, ale nie miałam siły ich dotykać. Jakby każde z nich przypominało mi, że ktoś zepsuł mi moje święto. Bo ten jeden gest – ten uśmiech na jej twarzy i ta bierność mojego męża – wystarczyły, żebym na nowo poczuła tę złość. Byłam jak gość we własnym domu. Nieproszony gość. Jakby ktoś wtargnął, rozsiadł się na moim miejscu i zabrał mi to, co było moje. Może nieidealne, ale moje. Nie wiem, czy jeszcze komuś ufam. Ani czy jeszcze potrafię. Ale wiem jedno: Anita przyszła bez zaproszenia. A Michał nie zamknął za nią drzwi.
Katarzyna, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż nie potrafił naprawić cieknącego kranu, a co dopiero małżeństwa. Zepsuł wszystko swoimi taniutkimi romansami”
- „Mąż całymi dniami siedzi z nosem w telefonie. Najpierw przymykałam na to oko, aż w końcu odkryłam bolesną prawdę”
- „Przeczuwałam, że mąż ma kochankę, ale nie wiedziałam, kogo. Zamarłam, gdy odkryłam, z kim dzielę pościel”








