Zanim wszystko się posypało, żyłam w złudzeniu, które zbudowaliśmy razem – trochę nieudolnie, trochę wygodnie, jakbyśmy oboje bali się ruszyć cokolwiek, żeby nie przewrócić tej niestabilnej wieży z klocków, którą nazwaliśmy rodziną. Miałam swoje obowiązki, on swoje. Dziecko, rachunki, pranie, cotygodniowe zakupy. W weekendy mecz albo basen. Standard. Tyle że standard to nie wszystko, zwłaszcza gdy jedno z nas grało w innej drużynie.
Czasem sobie myślę, że może powinnam się była domyślić wcześniej. Ale wtedy naprawdę jeszcze wierzyłam, że wszystko jest na swoim miejscu. Że jak mówi: idę na mecz, to naprawdę chodzi o mecz. I że kino, do którego tak bardzo nie lubił chodzić, nadal uważa za stratę czasu. Wierzyłam – i to był mój największy błąd.
Tym razem nie ja przegram
– Edyta, w sobotę lecę na mecz – powiedział Michał z tym swoim entuzjastycznym tonem.
– Jasne – odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od ekranu.
Wtedy jeszcze naprawdę wierzyłam, że Michał po prostu lubi te mecze. W sobotni wieczór zrobiłam sobie herbatę, założyłam miękki sweter i zasiadłam z książką na kanapie. Około dziewiątej odebrałam wiadomość od Karoliny, koleżanki z pracy. „Edyta, nie wiedziałam jak ci to napisać, ale chyba powinnaś o tym wiedzieć. Widziałam właśnie twojego męża z jakąś blondynką w kinie, siedzieli obok siebie cały seans. Potem wychodząc trzymali się za rękę. Nie miałam siły odpisać. Przez dziesięć minut wpatrywałam się w ścianę. Zadzwoniłam do męża. Odebrał dopiero za trzecim razem.
– Hej, jak mecz?
– Nuuuda. Właśnie się kończy. Będę za jakiś czas – odpowiedział bez zająknięcia.
– Jasne – powiedziałam i się rozłączyłam.
Już wiedziałam, że to koniec. I że tym razem nie ja przegram.
Nie ma już nic do dodania
Godzinę później usłyszałam, jak wchodzi do domu.
– Jestem! – zawołał .
– Świetnie – odpowiedziałam cicho, beznamiętnie.
Zdjął kurtkę, podszedł do kuchni i nalał sobie wody.
– I co, jaki wynik? – zapytałam, patrząc mu prosto w oczy.
Zawahał się. Tylko na sekundę. Ale wystarczyło.
– Yyy... Remis – odpowiedział, unikając wzroku.
– A to ciekawe, bo koleżanka widziała cię w kinie z jakąś kobietą.
Nie wiedział, gdzie schować wzrok.
– Edyta… To nie jest tak, jak myślisz.
– Nie? Bo ja myślę, że cały czas mi mydliłeś oczy, mówiąc, że idziesz na mecz, a tak naprawdę chodziłeś na randki.
– To... to był tylko film.
– Michał – przerwałam mu. – Przestań. Mnie już nie trzeba oszukiwać.
Nie chciałem, żeby tak wyszło
– Więc co teraz? – zapytał, kiedy siedzieliśmy naprzeciwko siebie przy stole, jak para przypadkowych współlokatorów, których coś kiedyś łączyło, a teraz tylko dzieli kredyt hipoteczny.
– Teraz? – uniosłam brwi. – Teraz składam wniosek o rozwód. A ty masz czas, żeby się wyprowadzić.
– Edyta, nie dramatyzuj – westchnął, pocierając czoło. – Może... spróbujmy porozmawiać. Pomyśleć, co z tym zrobić. Nie musimy tego tak kończyć. Przecież jesteśmy rodziną.
– Michał, nie jesteśmy rodziną od momentu, gdy zmyśliłeś mecz i poszedłeś do kina z inną. A może nawet wcześniej. Po prostu wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam.
Milczał. Dobrze wiedział, że nie ma już nic do dodania. Michał wyniósł się w sobotę rano. Pół dnia krążył między mieszkaniem a samochodem, wynosząc pudła ze swoimi rzeczami.
– Nie chciałem, żeby tak wyszło, Edyta. Naprawdę.
– Michał – spojrzałam mu prosto w oczy. – Największym problemem było to, że przestałeś być obecny, kiedy jeszcze tu mieszkałeś. Teraz przynajmniej wiem, na czym stoję.
Na ten seans już nie mam ochoty
Minęły trzy miesiące. Sprawa rozwodowa była szybka. Michał nie walczył. Nawet nie udawał, że chce. Podpisał wszystko, nie patrząc w oczy. I może to było najlepsze, co zrobił od miesięcy – zszedł z drogi. W międzyczasie życie nabrało nowych odcieni. W sobotę wieczorem układaliśmy z synem puzzle na dywanie. Tysiąc elementów i obrazek z dinozaurem, który wyglądał, jakby miał zaraz wyskoczyć z planszy.
– Mamo?
– Tak?
– Jakbyś mogła cofnąć czas, to co byś zrobiła inaczej?
Zawahałam się. Pomyślałam, że może wcześniej bym przestała udawać, że wszystko gra. Może szybciej bym powiedziała sobie: „hej, Edyta, to nie twoja wina, że ktoś inny przestał się starać.” Uśmiechnęłam się do syna przez łzy. Nie odpowiedziałam. Po prostu przytuliłam go mocno, czując, że może pierwszy raz od dawna nie muszę nic mówić. Że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być. I że choć życie bywa bałaganem, w którym ktoś zostawia bilety do kina zamiast biletów na mecz – to ja na ten seans już nie mam ochoty.
Edyta, 34 lata
Czytaj także:
- „Żona wysłała mnie na turnus do sanatorium. Gdyby wiedziała, jak to się skończy, trzymałaby mnie w domu pod kluczem”
- „Zawsze wierzyłam, zdrady są tylko w romansidłach. Ale kiedy przeczytałam wiadomość w jego telefonie, pozbyłam się złudzeń”
- „Mąż pocił się na siłowni, ale nie przez hantle. Zamiast płakać w poduszkę, zemściłam się, a pomogła mi w tym zumba”









