Nazywam się Joanna. Mam 56 lat i jeszcze niedawno myślałam, że jestem szczęśliwą mężatką. Z Markiem spędziliśmy razem 25 lat. Wychowaliśmy dwójkę dzieci, zbudowaliśmy dom, przeżyliśmy lepsze i gorsze chwile. Myślałam, że przetrwaliśmy wszystko. Myliłam się. Marek był zawsze trochę zamknięty, ale opiekuńczy. Nie mówił wiele, ale pokazywał, że mu zależy – naprawiał kran, zawoził dzieci na uczelnię, zawsze wiedział, kiedy wrócę z pracy.

Nasze życie było przewidywalne, spokojne. Właśnie to dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Zaczęło się niewinnie. Zaczął chodzić na siłownię, zmienił fryzurę, kupił nowy telefon, potem zegarek, perfumy. Śmiałam się, że przechodzi kryzys wieku średniego. Ale potem przestało mi być do śmiechu. Znikał na całe wieczory, unikał mnie wzrokiem, telefonu nie wypuszczał z rąk.

– Marek, ty coś przede mną ukrywasz? – zapytałam raz cicho.

– Nie przesadzaj. Pracuję.

Ale ja czułam, że coś się zmienia. I pewnego dnia, wszystko się rozpadło.

Kim jest ta kobieta?

Zaczęło się od zwykłego wieczoru. Marek jak zwykle siedział na kanapie z telefonem. Szeptał coś, uśmiechał się, po czym szybko zablokował ekran, gdy weszłam do pokoju. Udawał, że scrolluje wiadomości.

– Do kogo się tak ładnie uśmiechasz? – zapytałam półżartem.

– Nikogo. Głupie memy. – wzruszył ramionami, nie patrząc mi w oczy.

Kiedy zasnął, coś mnie tknęło. Wzięłam jego telefon. Kod znałam – od lat był ten sam. I wtedy zobaczyłam: „Nie mogę się doczekać jutra”, „Było cudownie…” "Widzimy się na treningu". Zatkało mnie. Znalazłam jej zdjęcie na stronie siłowni - trenerka personalna. 

Rano, zanim zdążył wyjść, rzuciłam w niego telefonem.

– To kim jest ta kobieta?! – wrzasnęłam.

– Ty grzebiesz mi w telefonie?! Serio, Joanna?! – krzyknął, zrywając się z łóżka.

Zdradzasz mnie?! Po 25 latach?! – serce waliło mi jak młot.

– Może jakbyś mnie słuchała przez te lata, nie musiałbym szukać gdzie indziej! – wybuchł. – Ty nawet nie widzisz, jak między nami wszystko zgasło!

– A więc to moja wina? Że sypiasz z jakąś panną z siłowni?!

– Przestań! – złapał się za głowę i wybiegł z mieszkania, trzaskając drzwiami.

Usiadłam na podłodze, dłonie mi drżały. Zaczęłam się zastanawiać: Może naprawdę to moja wina? Tego wieczoru już nie wrócił. Ani następnego. Minęły dwa dni. Nie odezwał się. Dzieci myślały, że jest w delegacji, a ja nie miałam siły mówić im prawdy. Udawałam przed nimi, że wszystko gra. W środku – pękałam. Trzeciego dnia postanowiłam pojechać do tej siłowni, do której Marek zaczął nagle chodzić. Stanęłam pod recepcją i zapytałam najgrzeczniej jak umiałam:

– Przepraszam, czy jest może pani Kasia?

Dziewczyna za ladą od razu się uśmiechnęła.

–  Powinna już być. Wkrótce ma zajęcia.

Wyszła po chwili pewna siebie. Długie nogi, zgrabna sylwetka, włosy związane w kok. 

– Dzień dobry. – podeszłam. – Jestem Joanna. Żona Marka.

Jej uśmiech zniknął.

– Myślę, że powinniśmy porozmawiać.

Proszę, wyjdźmy na zewnątrz.

– On miał powiedzieć pani wszystko...

– Jeszcze nie zdążył. Ale dziękuję za potwierdzenie.

Wróciłam do domu i zadzwoniłam do Marka. O dziwo, odebrał.

– Byłam dziś na twojej siłowni – powiedziałam spokojnie. – Widziałam ją. Już nie musisz kłamać. Wiem wszystko. Powiedz mi jedno – od kiedy?

– Pół roku – wyszeptał.

– I co teraz?

– Nie mogę być dłużej z tobą, przepraszam.

Po prostu się rozłączyłam. Poczułam, jak świat, który znałam, właśnie umiera.

On tak po prostu... odszedł?

Powiedzieć dzieciom – to było najgorsze. Ola wróciła z uczelni, Bartek przyjechał z Wrocławia, jakby coś przeczuwał. Usiadłam z nimi przy stole. 

– Tata... – zaczęłam i głos mi zadrżał. – Tata nas zostawił. Ma... kogoś.

Ola najpierw zamarła, potem rzuciła:

– Co?! Żartujesz?! Zostawił cię? Po tylu latach?! Kto to jest?!

– Trenerka. Z siłowni – wyszeptałam.

Ola wstała. Krzesło uderzyło o podłogę.

– Co za drań! Wiedziałam, że coś jest nie tak! Jak mógł ci to zrobić, mamo?! Jak mógł?!

Bartek patrzył na mnie z niedowierzaniem.

– I on tak po prostu... odszedł?

– Tak – odpowiedziałam, gapiąc się na stół.

– Przecież byliście... idealni. Ja się zawsze wzorowałem na was!

– Najwyraźniej tylko ja tak myślałam.

Potem zostałam sama. Ola wróciła na uczelnię, Bartek do pracy. A ja... siedziałam na kanapie w ciszy. Przeglądałam zdjęcia. Z wakacji, z urodzin, ze świąt. Z nami, razem. Jakie to było kłamstwo? Patrzyłam na swoje odbicie w szybie. Siwe włosy, zmarszczki, zmęczone oczy. Czy ja naprawdę aż tak się zestarzałam? Czy to moja wina, że odszedł? Noc była najgorsza. Leżałam po jego stronie łóżka, wdychałam zapach z jego poduszki i płakałam jak dziecko. Nie miałam już męża. Nie miałam już życia. Tylko pustkę. Ogromną, bolesną samotność.

Skup się teraz na sobie

Minął miesiąc. Chodziłam po domu jak cień. Pranie – robiłam. Zakupy – robiłam. Nawet gotowałam, choć nie miałam apetytu. Robiłam wszystko, żeby nie myśleć. A potem zadzwoniła Renata.

– Asia, dość. Nie mogę już patrzeć, jak się rozpadasz. Wychodzimy. Jutro. Nie przyjmuję odmowy.

– Nie mam siły, Renia...

Właśnie dlatego musisz. Załóż coś, w czym się sobie podobasz. I nie waż się płakać.

Wzięła mnie na warsztaty dla kobiet, jak odzyskać siebie po zdradzie. Brzmiało jak tani coaching, ale... coś we mnie drgnęło. Siedziałyśmy w kręgu. Kobiety – młodsze, starsze, porzucone, zdradzone, zranione. Każda z inną historią. Ale każda taka sama w bólu. Słuchałam ich i nagle przestałam się czuć... sama. Po warsztatach poszłyśmy z Renatą na kawę. Siedziała naprzeciwko mnie, zacięta, jakby czekała na odpowiedni moment.

– Asia, ty go cały czas bronisz. Nadal mówisz o nim jakby był twoim mężem. On cię zdradził. Zostawił. A ty wciąż budujesz z jego kawałków swoją wartość. Czas przestać.

Spojrzałam na nią zaskoczona. Bolało. Ale wiedziałam, że mówi prawdę.

– Przestań żyć przeszłością. Skup się teraz na sobie.

Wróciłam do domu. Wzięłam zeszyt i zaczęłam pisać: Nie jestem już czyjąś żoną. Ale jestem sobą. I to musi wystarczyć na początek. To był tylko cień nadziei. Ale cień to więcej niż nic.

Joanna, 56 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: