Zawsze byłam tą „ogarniętą”. Zorganizowana w pracy i poukładana w domu. Wszędzie zabierałam kieszonkowy kalendarz, w środku którego miałam listy i notatki ze szczegółowym planem każdego dnia. Może to obsesja, a może jedyny sposób, żeby utrzymać się na powierzchni, kiedy wszystko inne zaczyna się chwiać. Z Darkiem jesteśmy małżeństwem od dziesięciu lat. Kiedyś łączyła nas bliskość, rozmowy do nocy i śmiech, a teraz... raczej wymiana informacji niż emocji. Jesteśmy jak dwie wyspy połączone mostem, który zaraz może runąć.

To miała być zwykła impreza

Co roku ogranizowałam imprezę andrzejkową i bardzo to lubiłam. Pomagała mi w tym przyjaciółka - Wiola i zawsze wymyślałyśmy coraz to różniejsze atrakcje i wróżby, aby zabawić wszystkich gości. 

– Dobra, teraz ty, Wiola! – zawołał ktoś z salonu, gdzie na środku stała miska z wodą i unoszącymi się na niej losami.

Wiola z przesadnym teatralnym gestem podeszła do miski. – No to zobaczmy, kto mnie pokocha w przyszłości – zażartowała i sięgnęła po jedną z karteczek. Wyjęła ją, rozłożyła i... zamarła.

– No dawaj, nie trzymaj nas w niepewności! – śmiała się Marta z księgowości.

Wiola podniosła wzrok. Uśmiechnęła się, ale było w tym coś wymuszonego. – D.K. – przeczytała cicho.

Zrobiło się dziwnie cicho. Na moment ucichły rozmowy, a nawet muzyka jakby przygasła i wtedy kątem oka zobaczyłam Darka. Patrzył na nią, ale nie tak, jak patrzy się na koleżankę. Raczej jakby sprawdzał, co zrobi. A ona tylko nerwowo odwróciła wzrok. Cała reszta gości nerwowo się śmiała, a ja razem z nimi, chociaż w środku coś mi zadrgało. Wmawiałam sobie, że przecież to tylko zabawa, ale jednak...

– To tylko przypadek – szepnęła mi Wiola do ucha, mijając mnie w drodze do kuchni.

Nie zapytałam, o co jej chodzi, jeszcze nie wtedy. Ale coś we mnie zatrzymało. Bo Darek nie zażartował. Nie uniósł brwi. Nie powiedział nic.
Po prostu wyszedł na balkon. Bez słowa. To było jak drzazga. Mała, prawie niewidoczna. Ale nie dająca spokoju.

Próbowałam o tym zapomnieć

Nazajutrz, w pracy, rzuciłam niby mimochodem: – Fajna była impreza, co?

– Mega! – Wiola się zaśmiała. – Tylko z tą wróżbą wyszło głupio. To mógł być każdy. Daniel Kowalski z marketingu też ma D.K.

Gdy wieczorem wspomniałam o tym samym Darkowi, tylko przewrócił oczami: – Zaczynasz się doszukiwać sensacji. Daj spokój.

Ale ja już nie mogłam, bo coś we mnie szeptało, że to nie przypadek. Tego dnia znowu zostaliśmy po pracy dłużej, bo ktoś zawalił projekt i trzeba było ratować deadline. Zmęczona wracałam późno do domu i w głowie układałam już listę zakupów, ale coś mnie tknęło. Wstąpiłam jeszcze na chwilkę do biura Darka – miałam mu przekazać, że odbiorę paczkę z paczkomatu.

Drzwi były lekko uchylone. Zatrzymałam się, bo usłyszałam znajomy głos: – Nie możemy tak dłużej, Darek. Serio, to się robi chore. Ona chyba coś przeczuwa. Widziałeś, jak na mnie patrzyła?

Zamarłam i serce stanęło mi w gardle. To była Wiola. Momentalnie zrobiło mi się niedobrze.

– Nic nie wie. To tylko... zbieg okoliczności – próbował ją uspokoić.

– Tylko, że ja nie jestem jakąś tam idiotką. Ja też mam emocje. Darek, powiedz, kim dla ciebie jestem.

Chciałam uciec. Chciałam wpaść tam, krzyknąć, rzucić czymś. Ale stałam, wciśnięta w ścianę, jakby ktoś mnie przygwoździł.

– Ja... po prostu nie jestem gotowy – wydukał Darek w końcu.

Nic więcej nie usłyszałam. Odeszłam cicho, niemal na palcach. Wróciłam do domu i zrobiłam kolację, jakby nigdy nic. Uśmiechałam się do Darka, kiedy wrócił, ale w środku wszystko we mnie umierało.

Nie spałam prawie całą noc

Rano, patrząc w lustro, zobaczyłam zupełnie inną kobietę. Już nie tę „ogarniętą” Magdę z HR-u, tylko skrzywdzoną, zimną i gotową zadać cios. Wieczorem znów byliśmy razem – ja, Darek, Wiola i reszta znajomych. To była zwykła posiadówka - luźna atmosfera luźna gdzie wszyscy śmiali się, jakby świat był w porządku. Tylko ja nie śmiałam się wcale. W pewnym momencie pękłam.

– Mam coś do powiedzenia – powiedziałam spokojnie, aż podejrzanie spokojnie – Też miałam wróżbę. Dziwną i trochę zabawną. Inicjały mojego przyszłego ukochanego to... M.K. Od miesięcy mam romans – dodałam, patrząc prosto na Wiolę, potem na Darka.

Słowa opadły jak ciężka kurtyna. Ktoś się zaśmiał nerwowo, a ktoś inny spojrzał w bok. Darek natomiast zbladł. Dosłownie, a Wiola spuściła wzrok.

– Nie powiem z kim. To bez znaczenia – ciągnęłam dalej. – Po prostu... warto czasem spojrzeć na swojego partnera z dystansu. Bo wtedy widać, co się traci. Albo... co już dawno się straciło.

Po tym przemówieniu bez słowa wyszłam z salonu, a Darek poszedł za mną: – Co to miało znaczyć?

– A jak myślisz?

Nie odpowiedział. W jego oczach był strach. I coś jeszcze. Może żal? Może świadomość, że właśnie dostał dokładnie to, na co zasłużył.

W domu zapadła dziwna cisza

Darek krążył po salonie jak zranione zwierzę, a Wiola zniknęła natychmiast po moim „wyznaniu” – nawet nie próbowała się pożegnać. Goście rozeszli się szybko, czując, że zostali wciągnięci w coś, czego nie chcieli dotykać. Usiadłam na fotelu. Wciąż w tej samej sukience i z rozmazanym makijażem, a Darek stanął naprzeciwko mnie.

– Powiedz mi tylko jedno – zaczął cicho. – To prawda? Kto to jest? M.K.? Michał? Marek z logistyki? – w jego głosie zabrzmiała nuta desperacji.

– Nikogo nie ma – powiedziałam cicho. – Zmyśliłam to.

– Że co? – sapnął.

– Tak. Nie mam żadnego kochanka, Darek. Po prostu chciałam ci oddać. Za wszystko. Za nią.

Stał bez ruchu. A potem... parsknął: – Czyli zmyśliłaś romans, żeby mnie zranić? Super, naprawdę, gratuluję – warknął i odwrócił się do wyjścia.

– A ty? Ty mnie zdradzałeś. Miesiącami. Ze mną w jednym łóżku, a jej pisałeś wiadomości pod stołem. Więc nie udawaj ofiary – syknęłam.
Zatrzymał się w progu. Nie spojrzał na mnie.

– Wiesz co, Magda? To nie to, że się skończyło. My już po prostu nic nie mamy. Nawet nienawiści – powiedział i zniknął za drzwiami sypialni.

Zostałam sama z brutalną prawdą

Leżałam w łóżku, nie gasząc światła. Obok puste miejsce, bo Darek spał na kanapie w salonie. Myślałam, że moja zemsta przyniesie ulgę. Że jak on poczuje ten ból, tę niepewność, ten chłód w żołądku – to coś we mnie się naprawi. Ale było odwrotnie. Poczułam się pusta. Nie silna. Nie dumna. Tylko... pusta.

Rano zadzwoniła moja siostra: – Wszystko okej? – zapytała od razu.

– Skłamałam – przyznałam. – Powiedziałam Darkowi, że mam romans. Żeby go zranić. Żeby zobaczył, jak to boli.

– I co? Udało się?

– Tak. Ale mnie bolało bardziej.

Przez chwilę milczała: – Wiesz, czasem... jak się coś rozwali, to już się tego nie da poskładać. Nawet jak się bardzo chce.

– Nie wiem, czy chcę – odpowiedziałam cicho.

I naprawdę nie wiedziałam. Czy chcę walczyć o to, co było? Czy chcę odejść? Czy jestem gotowa na bycie sama? Czy na nowo razem?
Zamknęłam oczy. Może jutro będzie mi łatwiej podjąć decyzję. A może nie, bo są rzeczy, których nie da się cofnąć, ani naprawić. Można tylko nauczyć się z nimi żyć.

Magdalena, 30 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.