Nie pamiętam dokładnie, kiedy wszystko się zaczęło psuć, ale pewnie wtedy, gdy pierwszego dnia po naszej sprzeczce spojrzałam na telefon i nie zobaczyłam żadnej wiadomości od Jurka. Godzina minęła. Dwie. Poczułam coś, co trudno nazwać: mieszaninę złości, żalu i dziwnej tęsknoty. Przez moment chciałam do niego napisać, wyrzucić z siebie słowa, które już mnie paliły od środka, ale coś mnie powstrzymało. Może duma, może świadomość, że każda odpowiedź może wciągnąć mnie z powrotem w labirynt emocji, z którego tak desperacko próbowałam się wyrwać.

Przypominałam sobie, jak kiedyś wszystko było proste – śmiechy, wspólne kawy, jego spojrzenia, które wydawały się mówić więcej niż tysiąc słów. Teraz każda minuta bez wiadomości od niego mi ciążyła. Postanowiłam z nim zerwać. Nie wiedziałam wtedy, że ta decyzja będzie pierwszym krokiem do nocy pełnych snów, w których on pojawia się niezaproszony. Bo choć mówiłam sobie, że to koniec, moje serce miało zupełnie inne plany.

Czara goryczy się przelała

Siedziałam na kanapie, wpatrzona w telefon. Ekran wciąż był pusty. 

– Alina, znowu siedzisz z tym telefonem? – odezwała się mama, wchodząc do pokoju. 

– Nie teraz… – odpowiedziałam odruchowo, nie podnosząc wzroku. – Po prostu czekam na wiadomość.

Mama usiadła obok mnie.

– Od Jurka?

– Tak – powiedziałam ciszej, niż chciałam. – Wiem, że powinnam przestać, ale…

Godziny mijały, a on dalej nie odpisywał. Wtedy coś we mnie pękło. Wiedziałam, że to nie chodzi tylko o tę jedną zwykłą wiadomość. Ale o notoryczne ignorowanie mnie. Nie mogłam ciągle zabiegać o odrobinę uwagi z jego strony. Brak tej jednej wiadomości sprawił, że czara goryczy się przelała. 

Nie da się cofnąć czasu

Następnego dnia rano wstałam wcześniej niż zwykle. Słońce ledwo przeciskało się przez zasłony, a ja siedziałam przy stole z kubkiem zimnej kawy, próbując oswoić myśli. Telefon wciąż milczał. 

– Alina, nie śpisz już? – usłyszałam nagle znajomy głos. To była Marta, moja przyjaciółka która nieoczekiwanie pojawiła się w drzwiach.

– Nie… – odparłam nieco automatycznie, nie podnosząc wzroku. 

– Coś się stało? Wyglądasz na przygnębioną.

– Zerwałam w nocy z Jurkiem.

– Co takiego? – nie dowierzała. Co się stało?

Nie odpisał na mojego smsa. 

– Alina… chyba mocno przesadzasz. To, że ktoś nie odpisuje, to chyba nie jest wystarczający powód, aby przekreślić swój związek?

– Nie rozumiesz Marta, to nie jest kwestia jednego smsa. Chodzi o jego lekceważący stosunek do mnie już od dawna.

– Mam nadzieję, że nie będziesz tego żałować. Czasami coś robimy pod wpływem impulsu, a potem nie da się cofnąć czasu — westchnęła.

Zaczynamy od małych kroków

Minęły dwa tygodnie od rozstania. Ja jednak wciąż nie mogłam zapomnieć o Jurku. 

– Wczoraj śnił mi się znowu. Siedzieliśmy razem w parku, a on mówił rzeczy, które nigdy w realu nie padły. Budziłam się z tym dziwnym poczuciem, że chciałabym, żeby było prawdą - zwierzyłam się Marcie w kawiarni.

– Chyba dalej siedzi ci mocno w głowie. To normalne, w końcu długo byliście razem. – oznajmiła.

– Dlaczego to tak boli – westchnęłam cicho. – I nie wiem, jak to ogarnąć.

– No to… spróbujmy inaczej – zasugerowała Marta. –  Może daj sobie szansę na coś nowego. Co powiesz na kurs tańca albo jakąś randkę z kimś innym?

– Kurs tańca? – prychnęłam, ale w jej oczach widziałam błysk determinacji. – To chyba nie jest najlepszy moment…

– Alina, serio – powiedziała, ściskając moją dłoń – jeśli nie spróbujesz, dalej będziesz w tym tkwić. A ty przecież jesteś silniejsza niż myślisz.

– Może masz rację – szepnęłam, uśmiechając się po raz pierwszy od kilku dni. – Spróbuję. Nie dziś, ale… spróbuję.

Marta uśmiechnęła się szeroko. – Dobrze. Zaczynamy od małych kroków. I pamiętaj – nie jesteś sama.

Chyba nadal go kocham

Wieczorem usiadłam przy oknie, patrząc na miasto tonące w żółtym świetle latarni. Telefon wciąż milczał. Każdy jego brak sygnału sprawiał, że serce przyspieszało mi jak szalone, choć próbowałam sobie wmówić, że to już koniec.

– Hej, Alina, co tam? – usłyszałam nagle znajomy głos przez głośnik telefonu. To była Marta.

– Cześć… – odparłam niepewnie. – Nic nowego.

– Nadal siedzisz i patrzysz w telefon, tak? – zaśmiała się. – Słuchaj, mam pomysł. Chodźmy gdzieś na spacer. Ruch i świeże powietrze zrobią ci dobrze.

– Nie wiem… – zawahałam się. – Chyba nie mam ochoty wychodzić.

– Och, nie kombinuj. – Marta zabrzmiała stanowczo. – Trzeba cię wreszcie odciągnąć od tych koszmarnych myśli o Jurku.

– Koszmarnych? – prychnęłam. – Nie wiem, czy powinnam je tak nazywać. To dziwne…ale chyba nadal go kocham. Z drugiej strony chciałabym o nim zapomnieć.

– Widzisz? To właśnie dlatego musisz się ruszyć.

– Może masz rację… – szepnęłam.

I wtedy, po raz pierwszy od tygodni poczułam się lżej.

Czasem wystarczy… żyć chwilą

Następnego dnia wyszłyśmy z Martą na spacer po parku. Liście szeleściły pod naszymi stopami, a zimne powietrze szczypało w policzki.

– Wiesz, Alina – zaczęła Marta – nie musisz od razu rzucać się w wir nowych znajomości. Czasem wystarczy… żyć chwilą.

– Żyć chwilą, tak? – prychnęłam, choć uśmiechnęłam się lekko. – A co z Jurkiem? On nadal mi się śni.

– To tylko sny – powiedziała Marta spokojnie. – Nie mogą decydować o twojej przyszłości.

Łatwo ci mówić – westchnęłam. 

– Pewnie masz rację – przyznała, klepiąc mnie lekko po ramieniu. – Ale pamiętasz, jak wczoraj w kawiarni powiedziałam o małych krokach? To działa. Spróbuj zrobić coś tylko dla siebie.

– Na przykład? – zapytałam, podnosząc brew.

– Na przykład dzisiaj – zasugerowała – pójdziemy do tej nowej kawiarenki przy rynku. Kawa, ciasto i my – bez dramatów.

– W porządku… spróbuję – skinęłam głową.

Idąc alejką, wreszcie poczułam, że powoli zrzucam z siebie ten ciężar.

– Widzisz? – powiedziała Marta, patrząc na mnie z satysfakcją – Pierwszy mały krok. I to już coś.

– Tak… coś – uśmiechnęłam się, czując dziwne ciepło w sercu. Może naprawdę dam radę.

To ja decyduję o sobie

Kilka tygodni później siedziałam na tarasie z kubkiem gorącej, aromatycznej herbaty. Wieczór był spokojny, a powietrze pachniało wilgotną ziemią po deszczu. 

– Alina, myślisz czasem o Jurku? – zapytała Marta, siadając obok mnie.

– Oczywiście – przyznałam. – Ale nie tak, jak kiedyś. Teraz to bardziej wspomnienie.

– To dobrze – powiedziała z uśmiechem – Widzisz, krok po kroku, nawet jeśli wydawało się to niemożliwe, wracasz do życia.

– Tak… – szepnęłam, patrząc w dal. – Nocami nadal mi się śni, czasem wciąż czuję pustkę, ale to jest in a pustka niż kiedyś.

– Wiesz co?  Teraz masz szansę na nowo pisać własną historię. I to jest najważniejsze.

– Masz rację – uśmiechnęłam się, czując, że po raz pierwszy od dawna to ja decyduję o sobie. – Moje sny nie będą dyktować moich dni.

Alina, 25 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: