Nigdy nie uważałam swojego życia za szczególnie ekscytujące. Wstaję rano, ogarniam się w pośpiechu, w pośpiechu jem dwie łyżki jogurtu z muesli, a potem biegnę na autobus. Następnie studia, a potem powrót do domu… i kompletna cisza. Ta cisza czasem mnie dobija. Nasz dom jest dziwnie pusty, jakby czegoś – albo kogoś – w nim brakowało. Mama mówi, że to tylko „przejściowa faza dorastania”, ale ja wiem swoje. Od kiedy tata odszedł, kiedy byłam mała, w naszym mieszkaniu jakby zostaje za dużo przestrzeni - pustej i zimnej. Mama udaje, że jej to nie rusza, ale widzę, jak czasem patrzy w okno, jakby wciąż czekała. Od lat nikogo nie miała i ja nawet nie naciskałam, żeby to zmieniała. To jej życie. Moje zresztą też jest wystarczająco poplątane, żeby się jeszcze przejmować „dorosłymi sprawami”.

Nigdy nie wierzyłam we wróżby

Wróżby? Przeznaczenie? To nie dla mnie. Zawsze uważałam je za głupoty, a jednak… tamte andrzejki zapamiętam na długo. Siedzieliśmy z dziewczynami na uczelni po wykładach – śmiech, świeczki i jakaś niby-magiczna muzyczka z telefonu Zuzy. Każdy wycinał papierowe serduszka z imionami „przyszłych sympatii”.

– No, Anka, losuj! – parsknęła Karolina, popychając mnie łokciem.

– Daj spokój, to idiotyzm – mruknęłam, ale i tak wyciągnęłam jedno serduszko z miski.

Otworzyłam je teatralnie, przewracając oczami: – Uwaga, ogłaszam mojego przyszłego męża! – powiedziałam z przesadną powagą. – Kacper. No świetnie,nawet nie znam żadnego Kacpra.

Dziewczyny wybuchnęły śmiechem: – To znaczy, że poznasz! – zawyła Zuza.

Ja też się śmiałam. Głośno i trochę na pokaz, bo przecież to bzdura. Ale coś dziwnie zadrżało mi pod żebrami, jakby iskierka ciekawości, której sama przed sobą nie chciałam przyznać.

Tego się nie spodziewałam

Dwa miesiące później naprawdę już o tym zapomniałam, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Mama weszła do kuchni w sobotnie popołudnie, kiedy akurat nalewałam sobie herbatę. Była jakaś dziwnie spięta, a ja od razu to wychwyciłam. Usiadła przy stole i zaczęła bawić się łyżeczką, jakby nagle zapomniała, po co przyszła.

– Anka, chciałam ci coś powiedzieć – zaczęła powoli – Chcę ci kogoś dziś przedstawić.

Zamarłam na ułamek sekundy: – Jakiś kandydat na twojego narzeczonego? – powiedziałam z lekką ironią, żeby nie wyszło, że mnie to obchodzi.

– To nie tak – odparła, ale jej policzki lekko się zaróżowiły. – Po prostu przyjedzie mój nowy znajomy. I… jego syn.

– Aha. Super. Rodzinne spotkanie integracyjne – skwitowałam. – Mam coś przygotować? Może czerwony dywan?

Mama przewróciła oczami, próbując zachować powagę, choć widziałam, że sama jest zdenerwowana. Krzątała się jeszcze chwilę, poprawiała obrus, przestawiała talerze, jakby od tego miało zależeć powodzenie całego popołudnia. Ja udawałam, że nic mnie to nie obchodzi, ale tak naprawdę coś mi dziwnie drgało w środku. Podejrzewałam, że mama w końcu kogoś poznała. Udawałam luz, jednak serce zaczęło mi bić trochę szybciej.

Kiedy rozległo się pukanie, mama aż podskoczyła. Otworzyła drzwi i po chwili wróciła z mężczyzną, który wyglądał na lekko zakłopotanego, oraz z chłopakiem stojącym tuż obok niego. Chłopak uśmiechnął się do mnie krótko.

– Cześć, jestem Kacper – powiedział spokojnym, pewnym głosem.

W tamtej sekundzie świat jakby na moment zwolnił. Kacper. To imię uderzyło mnie jak kamień prosto w brzuch. Papierowe serduszko z andrzejkowej miski pojawiło się w mojej głowie tak wyraźnie, jakby ktoś je właśnie przed chwilą otworzył.

Ten wieczór zmienił wszystko

Udawałam, że nic się we mnie nie dzieje, ale doskonale czułam, jak moje myśli zaczynają wariować. Przypadek? Zbieg okoliczności? A jednak nadmiar dokładności tego zdarzenia działał mi na nerwy tak bardzo, że aż musiałam odwrócić wzrok.

Siedzieliśmy przy stole: mama, jej znajomy, ja i Kacper. Udawałam, że nie zwracam na niego uwagi, ale co chwilę przyłapywałam się na tym, że zerkam w jego stronę. On też patrzył na mnie częściej, niż powinien, a każde takie spojrzenie wywoływało we mnie irytację. Nie chciałam niczego czuć. Szczególnie nie do „Kacpra z wróżby”.

W tle mama rozmawiała z tym swoim mężczyzną o jakichś planach, sprawach, spacerach. Ich dialog brzmiał zbyt intymnie. Drażnił mnie. Nie dlatego, że byli szczęśliwi – bardziej dlatego, że zaczynałam żałować, że nie mogę zostać z Kacprem sama. Chociaż przecież to absurd. Nie chciałam tego. Nie powinnam tego. Kacper oparł łokcie o stół i spojrzał na mnie uważnie.

– Zawsze jesteś taka… zaczepna?

– A ty zawsze jesteś taki ciekawski? – odbiłam piłeczkę.

– Może – odparł, a w jego głosie pobrzmiewała lekka pewność siebie, której nie powinnam zauważać.

Mama parsknęła śmiechem na coś, co powiedział jej partner, a mnie aż ścisnęło w żołądku. Nie rozumiałam tego uczucia. To nie była zazdrość, prawda? Tylko dlaczego czułam się tak, jakbym chciała go dla siebie, choć nie miałam do tego żadnego prawa? Im dłużej siedzieliśmy razem, tym bardziej rosło we mnie napięcie. Nie chciałam wierzyć w żadną wróżbę, jednak coś między nami wisiało.

Atmosfera w domu była inna

Mama chodziła zamyślona, jej partner również wydawał się bardziej ostrożny w słowach. Czułam, że coś przede mną ukrywają, ale nie miałam pojęcia co. A im bardziej próbowałam o tym nie myśleć, tym mocniej mnie to uwierało. Pewnego wieczoru wróciłam wcześniej ze szkoły. Dom był cichy, tylko z salonu dochodził szeptany dialog. Podeszłam na palcach, zatrzymałam się tuż przed drzwiami i usłyszałam wyraźnie głos mamy.

– Nie wiem, jak ona zareaguje…

– Może jeszcze za wcześnie – odpowiedział jej partner. – Powinniśmy poczekać.

Poczułam, jak serce przyspiesza. Wiedziałam, że mówią o mnie. Stałam nieruchomo, próbując sklecić sens z krótkich urwanych zdań, ale kontekst mi umykał. Jednocześnie byłam pewna, że to miało związek z Kacprem. Nie wiedziałam tylko dlaczego.

Zebrałam się w sobie i weszłam do salonu, udając, że niczego nie słyszałam. Mama podskoczyła lekko, a jej partner zbyt szybko się uśmiechnął.

– O, wróciłaś wcześniej – oznajmiła mama, zbyt ochoczo, jakby chciała zakryć całe napięcie.

– Znudziła mnie polonistka – odpowiedziałam, siadając na fotelu. – O czym rozmawialiście?

Nikt nie odpowiedział, a mama wymieniła z nim krótkie spojrzenie, które tylko potwierdziło moje obawy. W tamtej chwili coś we mnie zaczęło pracować jak szalone. Wróżba. Imię. Kacper. I to, że dorośli coś ukrywają. Miałam wrażenie, że stoję na krawędzi czegoś, czego nie rozumiem, a co dotyczy mnie bardziej, niż jestem gotowa przyznać.

Nie mogłam jeść i spać

Po tamtej rozmowie w salonie nie potrafiłam myśleć o niczym innym. Mama zachowywała się, jakby bała się spojrzeć mi w oczy. Każda jej odpowiedź była zbyt szybka, zbyt lekko podana, jakby chciała mnie zagłaskać i jednocześnie odsunąć prawdę jak najdalej. Wieczorem nie wytrzymałam. Weszłam do kuchni, gdzie myła naczynia, i stanęłam tuż za nią.

– Wiem, że coś ukrywacie. Nie jestem głupia – powiedziałam bez owijania.

Mama ciężko wstchnęła: – Anka, to nie jest dobry moment – zaczęła, zbyt spokojnie, zbyt wymijająco.

– Dla was nigdy nie jest dobry moment – przerwałam jej. – Chcę wiedzieć, o co chodzi. O mnie? O niego? – wskazałam w stronę korytarza, mając na myśli Kacpra, choć go tu nie było.

Mama spięła się wyraźnie. – Chciałam ci powiedzieć wcześniej – zaczęła drżącym głosem. – Bałam się twojej reakcji. Zbyt długo żyłyśmy we dwie i przyzwyczaiłyśmy się, a ja… nie wszystko ci mówiłam. O twoim ojcu i o tym, dlaczego odszedł. To prawda, że jego syn… że Kacper...Oni pojawili się teraz, bo dopiero od niedawna mamy pewność. Twój ojciec przez lata wprowadzał nas w błąd i miał inne życie, o którym nie wiedziałam.

Zrobiło mi się ciemno przed oczami. – Chcesz powiedzieć, że… – zabrakło mi tchu. – Że mnie okłamywałaś? Przez całe życie?

– Chciałam cię chronić – wyszeptała.

Wstałam, odsunęłam krzesło z hukiem: – Nie chcę cię słuchać – wydusiłam. – Muszę wyjść.

Mama próbowała mnie zatrzymać, ale już byłam przy drzwiach. Wybiegłam na klatkę schodową, potem na ulicę. Szłam szybko, nie patrząc dokąd. Pulsował mi w głowie jeden wielki chaos. Kłamstwa, sekrety, Kacper, wróżba… wszystko zlewało się w jedno. Nie wiedziałam, gdzie idę. Chciałam tylko uciec jak najdalej od tego, co przed chwilą usłyszałam.

Emocje mnie rozrywały

Skręciłam w pierwszą lepszą ulicę, potem w następną. Chciałam zniknąć, uspokoić oddech, ale wszystko we mnie kotłowało się jeszcze mocniej. Po pewnym czasie dotarłam pod blok, w którym mieszkał ojciec Kacpra. Usiadłam na ławce, otuliłam się kurtką. Nie miałam pojęcia, dlaczego akurat tu przyszłam, ale coś mnie tu prowadziło. Po kilku minutach usłyszałam kroki. Kacper przystanął przede mną, zaskoczony.

– Anka? Co ty tu robisz?

Podniosłam wzrok, niechętnie. – Słyszałam coś, czego nie powinnam – odpowiedziałam cicho. – I nie wiem, co mam z tym zrobić.

Usiadł obok, ostrożnie, jakby bał się mnie spłoszyć. – Domyślam się, o co chodzi. Mój tata i twoja mama są… trochę zagubieni. Też próbuję to poskładać.

– Wcale nie jest łatwo – mruknęłam. – Mam wrażenie, że ktoś przetasował moje życie i rzucił nim o ścianę.

– Wiem – powiedział spokojnie. – U mnie też to wygląda inaczej, niż się spodziewałem. Nie mieliśmy wpływu na to, co zrobili dorośli. Wpakowali nas

w coś, czego nie wybraliśmy.

Siedzieliśmy przez moment w milczeniu. Czułam, jak powoli opada ze mnie złość, zostawiając tylko zmęczenie i dziwne ciepło płynące z jego obecności. Nie byłam gotowa przyznać się do tego na głos, ale jego bliskość uspokajała mnie bardziej niż cokolwiek dziś.

Kacper spojrzał na mnie uważniej. – Niezależnie od tego, co się dzieje… możemy to przejść po swojemu, nie tak, jak oni chcą.

Ania, 20 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: